Departament stanu USA zapowiedział, że zapewni ochronę osobom, których nazwiska ujawniono w przeciekach z portalu WikiLeaks. Chodzi m. in. o obrońców praw człowieka. Zdaniem władz, ich życiu może zagrażać niebezpieczeństwo.

Amazon.com przestał użyczać miejsca na swoich serwerach stronie WikiLeaks. Portal umieścił tam tysiące tajnych amerykańskich dokumentów. Amazon udostępnił miejsce na swoim serwerze po tym, jak strona WikiLeaks została zaatakowana przez hakerów. czytaj więcej

W tych dokumentach znajdują się wyraźnie wskazane źródła, ludzie, zwłaszcza w państwach autorytarnych, którzy kontaktowali się z (amerykańską dyplomacją), jesteśmy przekonani, że publikacja tych materiałów zagrozi życiu konkretnych ludzi - powiedział rzecznik departamentu P.J. Crowley. Nasze ambasady na całym świecie utrzymywały kontakt z działaczami praw obywatelskich i obrońcami praw człowieka. Ostrzegliśmy ich przed tym, co nadchodzi. Jesteśmy gotowi pomóc im i bronić ich jak tylko możemy, jeśli zajdzie taka potrzeba - dodał. Crowley nie chciał sprecyzować, czy USA będą udzielać azylu takim osobom.

Demaskatorski portal WikiLeaks przekazał wybranym mediom ponad 250 tys. poufnych depesz dyplomatycznych amerykańskich ambasad, które zaczęto publikować w niedzielę.

Starszy rangą przedstawiciel amerykańskiej administracji ocenił, że na skutek przecieków z WikiLeaks stosunki dyplomatyczne USA mocno ucierpiały.