Czuję się oszukana przez nasze państwo. Świadomie posłałam córkę do szkoły podstawowej jako sześciolatkę i do szóstej klasy byłam z tego wyboru zadowolona. Ona zresztą też. Nie widziałam jej w przedszkolu, dlatego była taka, a nie inna decyzja - napisała do nas Pani Renata, mama 14-letniej Ani.

Wybór szkoły był tym podyktowany. To miała być szkoła na sześć lat, więc liczyło się: bliskość, bezpieczeństwo. Perspektywa gimnazjum była zupełnie inna.

Kiedy okazało się w szóstej klasie, z dnia na dzień, że jednak gimnazjów nie będzie, zrobił się problem. Moje dziecko było bardzo zawiedzione, bo miała już plany, wybór; wiedziała dokładnie, czego chce, jak ma to wyglądać... I okazało się, że nic z tego nie będzie. Zostaliśmy zmuszeni do kontynuowania nauki w tej samej podstawówce, którą wybraliśmy. Podstawówce, z której nie do końca byłam zadowolona. Zresztą nadal nie jestem.

Moje dziecko zostało postawione przed faktem dokonanym. Nie mamy pola manewru, nie mamy wyboru. Chociaż... Spotkałam się np. z głosami, że niektórzy rodzice, aby uniknąć tego cyrku, który będzie, czyli zdublowanego rocznika, nie chcą posyłać dziecka w ogóle na egzamin. Po to, by mogło powtarzać ósmą klasę, bo tu jest furtka. Dziecko teoretycznie ma rok zapasu.

Moje dziecko skończy liceum, kiedy nie będzie jeszcze pełnoletnie... Ale to już jest zupełnie inna historia.

Groźba strajku nauczycieli coraz bardziej realna. W RMF FM oddajemy głos rodzicom!

Do 1 kwietnia odroczono rozmowy pomiędzy rządem a domagającymi się podwyżek nauczycielami - i dość powszechna wydaje się nadzieja, że ta prawdopodobnie decydująca tura negocjacji nie okaże się jedynie przykrym primaaprilisowym żartem… Na horyzoncie majaczy widmo strajku nauczycieli, który miałby... czytaj więcej

Jeśli chodzi o strajk, to ja mam trochę inną perspektywę, bo dziesięć lat pracowałam jako nauczyciel. Doskonale rozumiem, dlaczego nauczyciele strajkują i nie uważam tego za żadną fanaberię. Jeżeli ktoś myśli, że są to postulaty wyłącznie płacowe i marzy im się nicnierobienie za te mityczne osiemnaście godzin, to jest w błędzie...

To jakiś mit, który się wytworzył.

Owszem, nauczyciele są źle opłacani, ale dużą częścią tej złości nauczycielskiej w tym momencie jest ten cyrk z podstawami programowymi, które z niektórych przedmiotów są nie do zrealizowania. Zresztą mówią to oficjalnie nauczyciele uczący np. moje dziecko. Oni sobie zdają sprawę, że nie są w stanie w ciągu dwóch lat zrobić tego materiału, który został mechanicznie wtłoczony z gimnazjum.

To jest po prostu oszukiwanie. Dzieci są postawione po prostu pod ścianą.

Moja córka jest dojrzała, świadoma i rozumie, dlaczego nauczyciele protestują. To nie zmienia faktu, że jest przerażona tym, że do dodatkowego stresu związanego z tym egzaminem, który wiadomo dla każdego będzie stresujący, dochodzi kolejny, związany z niepewnością.

I do tego dochodzi oczywiście sprawa skumulowanych, zdublowanych roczników, podwójnego naboru i problemów z dostaniem się do takiego, a nie innego liceum. Bo tutaj w grę wchodzą już nie tylko i wyłącznie dobre oceny i osiągnięcia. Może się tak zdarzyć, że dzieci, które np. dokonają złego wyboru w trakcie rekrutacji, mogą po prostu zostać na lodzie. Nie wiemy. To jest wszystko jedną wielką niewiadomą.

Moja córka generalnie strajk popiera, chociaż marzy o tym, żeby się jednak nie nałożył na jej egzaminy.

Oczywiście też bym wolała, żeby dzieci na tym nie ucierpiały. Tylko nie widać tutaj woli żadnej negocjacji pomiędzy rządzącymi a nauczycielami. Wręcz odnoszę wrażenie atmosfery takiego szczucia, która jest nie do zniesienia...