Politycy licytują się miliardami złotych, prześcigają się w deklaracjach wsparcia dla powodzian. Nie mówią jednak skąd wziąć pieniądze na pomoc - pisze "Dziennik Gazeta Prawna".

By nie wywrócić budżetu państwa i jednocześnie pomóc powodzianom, zaproponowaliśmy przesunięcia środków wewnątrz budżetu - oświadczył premier Donald Tusk. Na pomoc poszkodowanym w powodzi zostaną przeznaczone dwa miliardy złotych. W zależności od szkód zasiłki będą wypłacane w trzech wysokościach... czytaj więcej

Gazeta podkreśla, że bezdyskusyjne są dwie rzeczy - to, iż poszkodowanym trzeba pomóc i to, że będzie to kosztowne. Ale kampania wyborcza napędza swoistą rywalizację w deklaracjach pomocy. Zwłaszcza, że rachunki za nie zostaną wystawione później .

I tak SLD proponuje, by na pomoc przeznaczyć cały zeszłoroczny zysk NBP - niemal 4 miliardy złotych. PiS też jest zdania, że 2 miliardy złotych proponowane przez rząd to za mało. SLD i PiS od raz też skrytykowały zapowiedź rządu, że powodzianie dostaną do 6 tysięcy złotych. To za mało - stwierdziły obie partie i zaproponowały dwa razy większe kwoty.

Gazeta zauważa, że PiS jeszcze nie zaproponował łącznej sumy pomocy, gdyż klub parlamentarny partii przygotowuje cały pakiet rozwiązań.

Zdaniem "Dziennik Gazety Prawnej" niektóre pomysły brzmią wręcz egzotycznie. Tak jak ten zaproponowany przez byłego ministra finansów w rządzie SLD Grzegorza Kołodkę, który chce najwięcej zarabiających obciążyć podatkiem solidarnościowym dla powodzian.

Do pierwszego starcia zwolenników tych koncepcji dojdzie na posiedzeniu komisji finansów publicznych, która musi zaaprobować wniosek ministra finansów o wykorzystanie rezerw budżetowych na usuwanie powodzi.