Thomas Mueller, piłkarz Bayernu Monachium, poprowadził w czwartek Niemców do zwycięstwa z USA 1:0 w ich ostatnim meczu grupowym mistrzostw świata w Brazylii i zapewnił awans do 1/8 finału. "On jest maszyną do strzelania bramek" - napisał portal "sportbild.de".

Mundial 2014: Niemcy pokonały USA

Kibice i dziennikarze zajmujący się futbolem snuli przed spotkaniem USA z Niemcami teorie spiskowe: czy oba zespoły umówią się na remis, dzięki któremu awansowałyby z grupy G do 1/8 finału piłkarskich mistrzostw świata. Przy podziale punktów żadna z ekip nie musiałaby oglądać się na wynik... czytaj więcej

W Niemczech raczej nikt nie wątpił w awans ekipy Joachima Loewa do kolejnej fazy turnieju. Spekulowano bardziej, czy selekcjonerzy (drużynę USA prowadzi Juergen Klinsmann, były trener Niemców) nie porozumieją się jeszcze przed spotkaniem i nie uzgodnią remisu. Taki bowiem wynik dałby awans obydwu zespołom. Tak się nie stało, ale mimo triumfu trzeciej drużyny ostatniego mundialu, Amerykanie także awansowali. Przeważyło zwycięstwo Portugalczyków nad Ghaną (2:1).

I znowu Mueller. Bombardier naszej kadry poprowadził Niemców do kolejnej rundy. To maszyna do strzelania bramek i jego czwarte trafienie w Brazylii - napisano na "sportbild.de".

"Die Welt" nazwała mecz "bitwą na wodzie", z której zwycięsko wyszli Niemcy. To ważny triumf - nie tylko sportowo, ale i mentalnie - ocenili.

Bardzo krytycznie podeszli do wygranej dziennikarze "Der Westen". Na swojej stronie internetowej napisali, że "jeden Thomas Mueller to zdecydowanie za mało na kolejne mecze" - oceniając, że pozostali gracze zaprezentowali się znacznie poniżej oczekiwań.

Może jest tak jak w jeździectwie: dobry koń nie skacze wyżej niż musi. Szacunek należy się teraz Muellerowi, który w dziewiątym meczu mistrzostw świata zdobył dziewiątą bramkę. Czapki z głów przed tym piłkarzem - można przeczytać.

Piłkarza Bayernu chwalą przede wszystkim za instynkt strzelecki i bycie zawsze tam, gdzie powinien.

"Frankfurter Allgemeine Zeitung" zwraca uwagę na to, że teraz nikt nie będzie mógł zarzucić selekcjonerom, iż jeszcze przed spotkaniem umówili się na remis.

Awans wywalczyły i tak te ekipy, co miały, a przynajmniej nie pozostał po tym meczu niepotrzebny niesmak. Mimo wszystko trzeba zauważyć, że żadna z drużyn nie walczyła na noże. Nie było ostrych zagrań czy gryzienia trawy. W końcu remis nie byłby zły... - zaznaczyli dziennikarze. 

(jad)