​Rosja i inne światowe mocarstwa powinny ograniczyć rosnące wpływy wojskowe Iranu w Syrii, bo stanowią one zagrożenie dla regionu - ocenił dyrektor generalny ministerstwa wywiadu Izraela w opublikowanym wywiadzie dla agencji Reuters.

​Rosja i inne światowe mocarstwa powinny ograniczyć rosnące wpływy wojskowe Iranu w Syrii, bo stanowią one zagrożenie dla regionu - ocenił dyrektor generalny ministerstwa wywiadu Izraela w opublikowanym wywiadzie dla agencji Reuters.
Mężczyzna z Izraela przygląda się działaniom przy granicy izraelsko-syryjskiej (zdjęcie ilustracyjne). /ATEF SAFADI /PAP/EPA

Izraelskie władze szacują, że Iran dowodzi w Syrii co najmniej 25 tys. bojowników, w tym irańskimi Strażnikami Rewolucji, szyickimi bojownikami z Iraku oraz bojownikami rekrutowanymi w Afganistanie i Pakistanie. Teheran koordynuje ponadto działania silnej szyickiej bojówki z Libanu - Hezbollahu.

Z każdą chwilą relacje między Iranem i Syrią się zacieśniają. Iran pracuje nad porozumieniami z Syrią, m.in. gospodarczymi, by umocnić swoje wpływy, porty i bazy marynarki w tym kraju - ocenił w wywiadzie Chagaj Curiel, najwyższy rangą urzędnik administracji państwowej w ministerstwie wywiadu, który przez 27 lat pracował dla Mosadu. Curiel rzadko wypowiada się dla prasy.

Rosja i inne mocarstwa muszą podjąć współpracę, by uniknąć sytuacji, w której Iran będzie miał w Syrii bazy wojskowe, sił powietrznych i marynarki wojennej - podkreślił.

Jak przypomina Reuters, Izrael od dawna ostrzega przed zagrożeniem ze strony Iranu, zwłaszcza przypisywanym mu dążeniem do zbudowania broni atomowej, a obecnie upatruje niebezpieczeństwa w powiększających się wpływach Teheranu w regionie - od Libanu na północy po Strefę Gazy na południu, gdzie ma powiązania z ugrupowaniami islamistycznymi.

Iran zapewnia, że jego program atomowy ma charakter pokojowy i cywilny, i dotychczas trzymał się postanowień porozumienia atomowego podpisanego w 2015 roku z szóstką światowych mocarstw.

Według Curiela trwająca już siódmy rok wojna w Syrii zaburzyła na wielu polach równowagę na Bliskim Wschodzie - między szyitami i sunnitami, Iranem i Turcją, Kurdami i Arabami, Turcją i Syrią, Rosją i USA, a teraz należy tę równowagę przywrócić. Jego zdaniem duża część odpowiedzialności za to zadanie spoczywa na Rosji, który stała się najważniejszym graczem w regionie.

Jeśli chodzi o Iran, USA, Rosja i inne mocarstwa muszą zrozumieć, że (rosnące wpływy Iranu w Syrii) będą stałym źródłem napięć. Samej Rosji powinno zależeć na powstrzymaniu tego zagrożenia - zaznaczył Curiel, zauważając, że powiększanie się wpływów Teheranu mogłoby ograniczyć wpływy Moskwy.

Nie postrzegamy Rosji jako wroga i uważam, że oni także nie postrzegają nas w ten sposób - powiedział Curiel. Jednocześnie zasugerował, że Moskwa powinna współpracować m.in. z USA, by ograniczyć oddziaływanie sił uczestniczących w konflikcie syryjskim.

Zakładamy, że Rosja chce stabilności, że chcą "Pax Russica" w regionie. Jeśli chcą stabilizacji, nie poradzą sobie w pojedynkę. Potrzebują Stanów Zjednoczonych, regionalnych mocarstw, graczy opozycyjnych i bojówek, nawet tych, które niekoniecznie odpowiadają Rosji - dodał Curiel.

Jak przypomina Reuters, izraelski premier Benjamin Netanjahu pięciokrotnie spotkał się z prezydentem Rosji Władimirem Putinem od września 2015 roku, gdy Moskwa zaangażowała się militarnie w Syrii. Spotkania te miały przede wszystkich zapobiec nieporozumieniom w trakcie działań podejmowanych przez obie strony w syryjskim konflikcie.

(łł)