"Wygrana premiera Viktora Orbana byłaby bardzo ważna dla Węgier, ale też dla Europy" - powiedział prezes PiS Jarosław Kaczyński w wyemitowanym w niedzielę wywiadzie dla portalu prorządowego węgierskiego tygodnika "Mandiner". "Wpisałaby się w przewidywany przez niektórych cykl wydarzeń, wielką zmianę, razem z naszym powrotem do władzy w Polsce i wygraną prawicy we Francji" - dodał.
- Najnowsze informacje z Polski i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco.
Wybory parlamentarne na Węgrzech odbędą się 12 kwietnia. Opozycyjna partia TISZA wyprzedza Fidesz premiera Orbana w większości niezależnych sondaży. W marcowym badaniu firmy Median partia ta uzyskała 23-punktową przewagę wśród zdecydowanych wyborców. Sondaże ośrodków powiązanych z rządem wskazują natomiast na kilkuprocentową przewagę Fideszu.
W ostatni poniedziałek wizytę w Budapeszcie złożył prezydent Karol Nawrocki, który spotkał się m.in. z premierem Orbanem. Teraz na temat wyborów na Węgrzech w tygodniku "Mandiner" wypowiedział się prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński.
"Wygrana Fideszu i Viktora Orbana byłaby bardzo ważna dla Węgier, ale i dla Europy. Wpisałaby się w przewidywany przez niektórych cykl wydarzeń, wielką zmianę, razem z naszym powrotem do władzy w Polsce i wygraną prawicy we Francji. Mogłaby powstać siła, która zmieniłaby Europę. To konieczne, bo Unia Europejska przeżywa kryzys, który może doprowadzić do jej upadku. My sobie tego nie życzymy, ale chcemy Unii, która będzie mechanizmem koordynacji polityki krajów suwerennych" - powiedział Jarosław Kaczyński.
W ocenie prezesa PiS opozycyjna TISZA i jej lider Peter Magyar po ewentualnej wygranej mogliby "podążyć śladami Donalda Tuska i doprowadzić do upadku praworządności" na Węgrzech. Kaczyński stwierdził, że coraz więcej decyzji jest podejmowanych w Brukseli lub Berlinie, a Ursulę von der Leyen i Manfreda Webera - przewodniczącą Komisji Europejskiej i lidera Europejskiej Partii Ludowej - oskarżył o realizowanie "nowego niemieckiego imperializmu".
Podczas rozmowy wielokrotnie krytykował rząd premiera Tuska, zarzucając mu "zdemontowanie praworządności" oraz doprowadzenie do kryzysu finansowego w Polsce.
"Zostawiliśmy (po utracie władzy w 2023 roku - przyp. red.) kraj w dobrym stanie, a obecnie dług publiczny rośnie i perspektywy są złe. Ten rząd nie potrafi rządzić" - stwierdził prezes PiS. Dodał, powtarzając po raz kolejny, że obecny rząd służy "nie polskim, a niemieckim interesom". Były premier zaznaczył, że jego partia przeszła do ofensywy, której rezultaty są - jego zdaniem - już widoczne.


