Przez dekady w Angoli krążyły plotki o istnieniu tajemniczych "słoni-duchów", których obecności nikt nie potrafił jednoznacznie potwierdzić. Po latach obserwacji naukowcy wykazali jednak, że ssaki te rzeczywiście zamieszkują trudno dostępne tereny tego kraju, różniąc się od wszystkich innych zsekwencjonowanych populacji słoni w Afryce.
- Więcej ważnych informacji z Polski i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl.
W południowo-wschodniej Angoli od pokoleń krążyła opowieść o niezwykłych słoniach, które potrafią znikać niczym duchy. Dla ludu Nkangala, który uważa się za "dzieci słoni", te zwierzęta są świętością i symbolem ich tożsamości.
Przez lata, zwłaszcza podczas trwającej 27 lat wojny domowej, odległy płaskowyż (znany w lokalnym języku luchazi jako "Lisima lya Mwono", czyli "Źródło Życia) w tej części kraju był praktycznie niedostępny dla badaczy. To właśnie tam, w niemal nietkniętym przez człowieka krajobrazie, miały ukrywać się największe lądowe ssaki świata.
Steve Boyes, południowoafrykański biolog i odkrywca, przez lata marzył o odnalezieniu tej legendarnej populacji. Naukowiec około dekady temu zaczął przemierzać angolskie bezdroża, rozstawiając fotopułapki i czujniki ruchu, a nawet przelatując nad tym terenem śmigłowcem.
Obszar był trudny do eksploracji - liczne mokradła, torfowiska i lasy, a na jego obrzeżach pola minowe będące pozostałościami po zakończonej w 2002 roku wojnie domowej. To miejsce miało w sobie coś upiornego. Po prostu nic tam nie ma, żadnych ludzi - przyznaje Steve Boyes w rozmowie z CNN.
Przez kilka lat południowoafrykański badacz i jego zespół udokumentowali 275 nowych gatunków i populacji gepardów, lampartów i lwów, ale nie znaleźli żadnych słoni. Dopiero po siedmiu latach żmudnych obserwacji, jedna z fotopułapek zarejestrowana nocą sylwetkę samicy słonia. To był przełom.
Od razu zintensyfikowano wysiłki mające na celu dotarcie do populacji słoni. W 2024 roku Steve Boyes i angolski etnobiolog Kerllen Costa wraz z zespołem tropicieli z Namibii ruszyli na wyprawę, której celem było nie tylko zobaczenie słoni na własne oczy, ale także pobranie próbek DNA.
Po miesiącach bezowocnych poszukiwań, w ostatnich dniach ekspedycji doszło do przełomowego spotkania - jeden z tropicieli stanął oko w oko ze słoniem. Udało się zarejestrować na telefonie olbrzymiego samca, który - według południowoafrykańskiego badacza - miał ok. 3,5 m wysokości. Prawdopodobnie był o 60 cm wyższy niż jakikolwiek inny słoń, jakiego widziałem (i) o trzy tony cięższy - mówi, cytowany przez CNN.
Naukowiec relacjonuje, że zwierzę miało krótkie kły i długie nogi, co odróżniało je od typowych słoni afrykańskich. Na podstawie śladów na drzewach, o które się ocierał, oraz własnych obserwacji, Steve Boyes uważa, że ten samiec może być największym żyjącym lądowym ssakiem.
Słoń uciekł, gdy w jego stronę wystrzelono specjalnie zaprojektowaną strzałę do pobrania materiału genetycznego. Zespół Boyesa ścigał zwierzę pieszo przez pięć godzin, zanim skończyła im się woda, przez co musieli zawrócić. Odkrywca wrócił do obozu, a z Angoli przywiózł próbki, które miały pomóc w odkryciu tajemnicy "słoni-duchów".
Analizy DNA wykazały, że "słonie-duchy" z Angoli stanowią zupełnie odrębną linię matrylinearą (system pokrewieństwa oparty wyłącznie na kobietach: matka, jej matka, babka matki itd.), niespotykaną nigdzie indziej w Afryce. To dowód, że te zwierzęta były izolowane wraz z ludem Nkangala przez bardzo długi czas - podkreśla Steve Boyes.
Odkrycie tej populacji stało się impulsem do objęcia regionu szczególną ochroną. W styczniu 2026 roku teren ten został uznany za pierwszy w Angoli obszar podmokły o międzynarodowym znaczeniu na mocy Konwencji Ramsarskiej - międzynarodowej umowy poświęconej ochronie obszarów podmokłych. Choć niewiele wiadomo jeszcze na temat słoni zamieszkujących trudno dostępne tereny Angoli, ich dokładne miejsce pobytu pozostanie tajemnicą - informuje CNN.
Sam południowoafrykański badacz ściga jeszcze jednego "ducha" - niemal wymarłego nosorożca czarnego z Chobe, który występował w Botswanie, Namibii i Angoli. Zwierzę przebywało głównie w delcie Okawango na początku lat 80. XX wieku, kiedy kłusownictwo osiągnęło apogeum. CNN pisze, że miejscowi donosili o widywaniu nosorożców na zachód od miejsca, gdzie odkryto "słonie-duchy".
O niezwykłej historii odkrycia słoni w Angoli opowiada najnowszy film Wernera Herzoga "Tajemnicze słonie Angoli" (ang. "Ghost Elephants"), który można obejrzeć w sieci.


