W najbliższy piątek w Starachowicach rozpocznie się największy na świecie konkurs łazików marsjańskich, czyli European Rover Challenge. Weźmie w nim udział ponad 40 drużyn z sześciu kontynentów. Na specjalnie przygotowanej trasie, wykonane przez nie łaziki bedą wykonywać zadania przypominające rzeczywistą misję marsjańską, pokonywać przeszkody, pobierać próbki gruntu, prowadzić symulowane naprawy. Wszystko to na oczach publiczności. Na czym dokładnie zawoidy polegają i w czym są lepsze od poprzednich opowiadają RMF FM pomysłodawca i organizator imprezy, Łukasz Wilczyński z Europejskiej Fundacji Kosmicznej i jeden z sądziów, Kamil Grassman z firmy Sener Polska...

Grzegorz Jasiński: Dzień dobry panowie. To już czwarta edycja European Rover Challenge. Czwarta, czyli impreza się sprawdza. Czym ta edycja będzie się różniła od poprzednich?

POSŁUCHAJ ROZMOWY GRZEGORZA JASIŃSKIEGO Z ŁUKASZEM WILCZYŃSKIM I KAMILEM GRASSMANEM

European Rover Challenge - największy na świecie konkurs łazików marsjańskich

Łukasz Wilczyński: Zdecydowanie jakością, dlatego, że w tym roku mamy znacznie więcej drużyn i mamy drużyny z Europy, czyli można powiedzieć, że ruszyła się też u nas Europa. Nowością jest to, że pojawiają się drużyny profesjonalne. Od tej edycji zaczynamy ligę pro, bo do tej pory mieliśmy tylko zawodników studenckich. Wprowadzamy również zawody dla publiczności po to, żeby nie tylko można było patrzeć na łaziki, ale także te roboty wypróbować samemu. Istotna jest też jakość jury, dlatego, że w tym roku bardzo dużo mamy jurorów. Ponad 15, i to są jurorzy naprawdę z najwyższej półki, z firm sektora kosmicznego, co nas bardzo cieszy, które dołączyły do grona organizatorów, jurorów, no i zawodnicy dzięki temu mają troszeczkę wyżej postawioną poprzeczkę.

Czym będą się różniły zawody dla profesjonalistów i dla studentów?

ŁW: Zawody dla studentów generalnie mniej się różnią od tego, co było w zeszłych latach. Może Kamil powie więcej o wymaganiach ze strony jurora, natomiast dla profesjonalistów wprowadzamy na razie tak zwany field truck, czyli testy polowe. Na razie chcemy, żeby oni przejechali, przetestowali swoje platformy i żeby mogli porozmawiać z zaproszonymi gośćmi, między innymi szefem działu robotyki Europejskiej Agencji Kosmicznej, szefową zaawansowanych technologii, z jedną z największych firm sektora kosmicznego, czy właśnie szefami, założycielami największych organizacji kosmicznych na świecie.

Jak rozumiem, studenci też będą mogli się z nimi konsultować, będą mogli poradzić się, co to znaczy ze studenta stać się profesjonalistą, jeśli chodzi o tworzenie robotów marsjańskich.

Kamil Grossman: Oczywiście ze tak. Studenci będą mogli po pierwsze poprosić o opinię, przedyskutować swoje pomysły z osobami, tak jak pan tutaj Łukasz powiedział, z samej elity przemysłu kosmicznego. Również są organizowane warsztaty, na sam koniec ERC, w których to kilka kluczowych osób w przemyśle kosmicznym będzie wygłaszało swoje wykłady na temat aktualnych trendów jeśli chodzi o przemysł kosmiczny i tego jak w rzeczywistości tak naprawdę wygląda prowadzenie projektów kosmicznych.

To są atrakcje dla uczestników, a co przewidujemy dla widzów?

ŁW: Dla widzów przewidujemy szereg atrakcji zorganizowanych przez ponad trzydziestu wystawców, również spotkania z gośćmi specjalnymi. W piątek czternastego wydarzenie otworzy astronauta Tim Peake. To jest jedyny brytyjski astronauta, słuchaczom może być również znany, jako autor książki "Zapytaj astronautę". Wszystkich też serdecznie zapraszamy, żeby w piątek przyjść i zapytać astronautę o to,  jak jest na stacji kosmicznej i w jaki sposób te misje kosmiczne w przyszłości będą się odbywały. Będą również zawody, jak wspomniałem, dla publiczności. Tutaj będą zawody zarówno dla starszych, organizowane na specjalnych łazikach, jak i dla najmłodszych, czyli będzie można też zaszczepić tę pasje do robotyki również od najmłodszych lat.

Ile osób będzie mogło w nich uczestniczyć?

ŁW: Generalnie przez trzy dni spodziewamy się ponad trzydziestu tysięcy ludzi. Zawody będą czynne od 10:00 do 17:00 codziennie przez 3 dni od 14 do 16 września.

A jak wiele osób będzie mogło faktycznie pokierować tymi  demonstracyjnymi łazikami?

ŁW: Jeżeli chodzi o demonstracyjne łaziki, to na stoisku mamy cztery sztuki, więc tak naprawdę naraz, myślę, że cztery osoby w ciągu kilkunastu minut będą mogły brać udział i przetestować, sprawdzić swoje możliwości na specjalnie zrobionym torze.

Doświadczenia poprzednich edycji pewnie sugerują, co będzie cieszyło się największą popularnością.

ŁW: Jak zwykle łaziki marsjańskie, jak zwykle zmagania na torze. W tym roku niespodzianką jest to, że będzie można je obserwować w dwóch miejscach, nie tylko w jednym. Tradycyjnie oczywiście przygotowujemy ten tor marsjański, specjalnie sypany, budowany już w Starachowicach, w muzeum Przyrody i Techniki. Natomiast oprócz tego, przy konstrukcji Wielkiego Pieca, takiego zabytkowego, który tam jest, będzie jeszcze jedna z konkurencji. Tam rozgrywana będzie bardzo widowiskowa konkurencja, czyli naprawa zepsutego reaktora. Chcieliśmy podzielić to tak, żeby publiczność mogła podejść i zobaczyć łaziki w akcji na własne oczy w dwóch rożnych miejscach.

To ja teraz mam pytanie do jednego z sędziów. Jak się zostaje sędzią w zawodach łazików marsjańskich?

KG: Musze powiedzieć, że zostałem zaproszony i dano mi ten zaszczyt bycia jurorem w konkursie ERC. Ja osobiście od kilkunastu lat już działam w przemyśle kosmicznym, w ramach firmy Sener, gdzie realizujemy różnego rodzaju misje kosmiczne, jak misja ExoMars, czyli misje związaną z budową i wysłaniem tego europejskiego łazika kosmicznego. Angażujemy się też w inne misje i projekty, takie jak Atena, misja również realizowana przez Europejską Agencję Kosmiczną, której celem jest wysłanie na orbitę ogromnego teleskopu tak, aby szukać życia tak naprawdę poza naszą planetą.

Czym te zawody, które państwo organizujecie, różnią się od choćby zawodów amerykańskich na pustyni Utah. Tutaj mamy oczywiście sztuczny tor, ale czy w zasadach dotyczących samych łazików też są jakieś konkretne różnice?

ŁW: Generalnie różnimy się ideą. Dlatego, że faktycznie wyrośliśmy z tamtych zawodów, byliśmy spin-offem zawodów amerykańskich. W tej chwili jesteśmy więksi i zdecydowanie bardziej prestiżowi od URC. Dlaczego? Dlatego, że my od samego początku postawiliśmy na popularyzacje tej wiedzy. U nas każdy może wejść na ten obiekt, podejść do toru, zobaczyć go. Tymczasem w Utah, gdzie są rozgrywane zawody amerykańskie nie ma żadnej publiczności, nikt nie widzi, co tam się dzieje, poza zawodnikami. Druga rzecz to oczywiście wystawcy i stale uzupełniana oferta dla publiczności, żeby każdy mógł poznać, czy porozmawiać z gośćmi specjalnymi. To jest następna różnica. Natomiast jeżeli chodzi o sam regulamin, my idziemy do przodu, to znaczy generalnie widzę, że amerykańskie zawody zaczynają teraz podążać za nami. Wprowadziliśmy więcej zadań autonomicznych. Trochę inaczej punktujemy. Dajemy punktacje cząstkową, czyli zawodnicy na bieżąco mogą sprawdzać na jakiej pozycji się znajdują. No i generalnie mamy sztab jurorów, tak jak tutaj pan Kamil Grassman. Dajemy do dyspozycji osoby, które naprawdę wiedzą, na czym polega sektor kosmiczny. I być może będą ich przyszłymi pracodawcami.

Łaziki muszą spełnić szereg bardzo precyzyjnych reguł. Od zasilania przez rozmiary  wreszcie po sposób komunikacji z drużyną.

KG: Tak dokładnie. Łaziki, które będziemy mieli możliwość oglądania podczas ERC, oprócz tego, że mają pewne wymagania co do maksymalnych wymiarów, masy, muszą posiadać swój własny układ zasilania, jak i również układ bezpieczeństwa. Musimy mieć możliwość zatrzymania łazika w bezpieczny sposób.  Łaziki muszą również wykonywać pewne bardzo skomplikowane czynności manipulacyjne, więc każdy łazik z reguły wyposażony jest w manipulator, czyli w robot, w ramię robotyczne, przy pomocy którego drużyna może w sposób teleoperacji wykonywać pewne czynności. Tutaj pan Łukasz też wspomniał, że staramy się, aby tak naprawdę studenci szli krok dalej i implementowali w tych łazikach autonomię tak, aby łazik mógł wykonywać pewne czynności samodzielnie, bez udziału tak operatora. Myślę, że to jest ogromny skok do przodu.

ŁW: Ja dodam, jeśli można, że widzowie będą oczywiście widzieć, jak łaziki konkurują, natomiast zawodnicy nie, tutaj absolutnie warunki przypominają sterowanie łazikiem na Marsie. Drużyna nie widzi robota. Widzi tylko to, co widzi kamerka robota.

Czy jest opóźnienie?

ŁW: Nie, nie wprowadzamy tutaj opóźnienia. Na razie pracujemy nad tym, żeby perfekcyjnie wykonywali zadania. Natomiast w przyszłych latach rozmawiamy z naszym partnerem, Austriackim Forum Kosmicznym, które ma specjalne centrum sterowania misją, żeby można było tamtędy puścić sygnał, ale jeszcze nie w tej edycji.

Proszę mi powiedzieć o poszczególnych konkurencjach, bo jak rozumiem łaziki mają generalnie robić to, co prawdziwe łaziki na Marsie by robiły, poza oczywiście lądowaniem no i ewentualnym opuszczeniem powierzchni czerwonej planety. Czyli poruszają się, zbierają próbki, magazynują je. To są poszczególne osobne konkurencje.

KG: Tak, łaziki muszą pokonać określony tor przeszkód, muszą też wykonywać pewne operacje. Z pomocą manipulatora muszą włączać przyciski, wyłączać, przeprowadzać jakieś symulacje, naprawy urządzeń, na przykład wspomnianego reaktora. To szereg czynności, podzielonych oczywiście na kategorie, które drużyny muszą przejść, by zdobywać punkty i osiągnąć sukces.

ŁW: Do tego wprowadzamy też zarządzanie ryzykiem. Jedna z konkurencji to jest ślepa nawigacja w sytuacji, gdy kamera przestanie działać. Wtedy trzeba wyznaczyć trajektorię łazika z pomocą ostatniej znanej pozycji, nie stosując nawigacji GPS, której na Marsie przecież nie ma. Przygotowujemy uczestników do tego, by w momencie utracenia wizji, łączności z łazikiem, mogli przekazać mu komendy. Tu najbardziej sprawdzają się te zadania autonomiczne...

Na ile drużyna może poprawić coś w trakcie zawodów, w przerwie miedzy konkurencjami?

KG: W przerwach między konkurencjami drużyna może usprawniać swojego robota, poprawiać go, poprawiać choćby algorytmy sterowania. Idea jest taka, by z każdą edycja konkursu, z każdą rundą drużyny dochodziły do jeszcze lepszych rezultatów i rozwijały się. Z punktu widzenia jurorów, czy ogólniej całego przemysłu kosmicznego, który będzie oglądał poczynania drużyn, to niebywała okazja, by wyłonić spośród tych wszystkich studentów, najbardziej zdolnych, ambitnych, a potem zaprosić ich by wsparli przemysł kosmiczny i dalej się w tym kierunku rozwijali.

Na ile ważne jest to, jak łazik poradzi sobie z realizacją samych zadań, a na ile istotne jest to, jak został zaprojektowany, jakie metody, jakie chwyty tam zastosowano? Czy to też ma wpływ na ocenę?

KG: Oczywiście innowacyjność rozwiązań wprowadzanych do łazików jest oceniana. Drużyny muszą przygotować dokumentację projektową, która jest oglądana i oceniana przez jurorów, tak jak dokumentacja, którą się dostarcza przy realizacji kosmicznych projektów. To są przeglądy, w których my jurorzy dajemy komentarze, dotyczące wszystkich rozwiązań, użytych do budowy łazika. Chodzi o to, by drużyny mogły te komentarze wcielić w życie i w kolejnej edycji poprawić ewentualne błędy.

ŁW: To ocenianie dokumentacji trwało już od początku roku. To co będzie w najbliższy weekend w Starachowicach, to będą finały. Natomiast cała ocena dokumentacji jest już za nami. Drużyny ciężko pracowały i współpracowały z jurorami, te komentarze zwrotne otrzymywały praktycznie przez całe półrocze. Dostosowywały się przy tym do tego, czego jurorzy wymagają, tak jak to jest w sektorze kosmicznym, gdzie nie od razu przychodzi się z gotową konstrukcją.

Niektóre zespoły pojawiają się już kolejny raz. Czy mogą startować z modelami rozwojowymi z poprzednich edycji, które zostały zmodyfikowane poprawione, czy muszą przygotowywać zupełnie nową platformę?

KG: Jak najbardziej mogą wykorzystywać swoje poprzednie prototypy, swoje poprzednie modele i je udoskonalać. Widać, że są drużyny od kilku lat uczestniczące w tego typu konkursach, widać też po jakości konstrukcji i pomysłach, które zostały tam wykorzystane, że te drużyny bardzo się rozwijają i zbliżają ku rozwiązaniem, które są w rzeczywistości stosowane , w przemyśle kosmicznym, w łazikach kosmicznych wysyłanych na inne planety.

ŁW: Zmiany można wyraźnie zauważyć. Ja mam przyjemność obserwować te łaziki polskie od mniej więcej 10-ciu lat, kiedy po raz pierwszy wysłaliśmy łazik na konkurs amerykański. Pamiętamy Magmę, Skarabeusza, tam na początku były kółka od wózków dziecięcych, gumki od cewników medycznych jako zawieszenie. Na Mars Festiwal tutaj w Krakowie był łazik skonstruowany z rurek PCV. Zmiana jest absolutna, tutaj widać gotowe platformy wycinane w formach 3D, albo drukowane w drukarkach 3D, one są coraz bardziej profesjonalne. Po raz kolejny gościmy Roberta Zubrina z Mars Society, który już nie może doczekać się szczególnie manipulatorów. Bardzo na przykład zaintrygował go manipulator drużyny z Politechniki Świętokrzyskiej, w formie takiego składanego węża. Te pomysły drużyn są naprawdę bardzo ciekawe i bardzo interesują ekspertów.