Sam Mendes, reżyser filmów "Skyfall" i "Spectre", zrezygnował z nakręcenia kolejnego Bonda. Jak mówi, chciałby zająć się nowym projektem, dać szansę komuś innemu, a także, że to najlepszy moment, by zakończyć przygodę z agentem 007. Jego słowa cytuje "Hollywood Reporter".

Sam Mendes, Daniel Craig i Monica Bellucci na premierze "Spectre" w Rzymie, 27 października 2015 /Daziram/Geisler-Fotopress/picture alliance/DPA /PAP

Warto pamiętać, że dwa ostatnie filmy bondowskiej serii - "Skyfall" i "Spectre" - były kasowymi hitami, którym trudno będzie dorównać. "Skyfall" zarobił ponad miliard dolarów!

Wizja Mendesa była jasna: reżyser zawsze podkreślał, że tradycją serii jest realizm. Publiczność nie chce oglądać rzeczy i scen wygenerowanych przez komputer - podkreślał po premierze kolejnego filmu o przygodach agenta 007.

Na następcę Brytyjczyka fani Bonda typują przede wszystkim Martina Campbella, reżysera "Golden Eye" i "Casino Royal". Również w postać Jamesa Bonda ma wcielić się nowy aktor - Daniel Craig, który miał kontrakt na cztery filmy serii, zrezygnował bowiem z dalszej współpracy z producentami filmu - a Campbell ma doświadczenie z "nowymi" odtwórcami roli Bonda. W reżyserowanych przez niego filmach jako agenci 007 debiutowali i Pierce Brosnan ("Golden Eye"), i Daniel Craig ("Casino Royal").

Najnowszy film o przygodach agenta z licencją na zabijanie, zatytułowany roboczo "Bond 25", będzie miał premierę w 2018 roku. Na razie nie ma ani reżysera, ani odtwórcy głównej roli.

Według ostatnich informacji, z producentami negocjuje Tom Hiddleston - brytyjski aktor, który m.in. zagrał Lokiego w filmie "Avengers", główną rolę w obrazie "Tylko kochankowie przeżyją" czy F. Scotta Fitzgeralda w filmie "O północy w Paryżu" w reżyserii Woody’ego Allena.

(edbie)