To bardzo poważny incydent - powiedział o nocnym wybuchu na Manhattanie burmistrz Nowego Jorku Bill de Blasio. Jak dodał, policja oraz FBI prowadzą intensywne śledztwo w sprawie eksplozji. Wciąż nie wiadomo, kto odpowiada za wybuch w centrum miasta.

Policja z psem tropiącym na miejscu zdarzenia //JASON SZENES /PAP/EPA

Burmistrz Nowego Jorku rozpoczął konferencję od apelu do nowojorczyków: "Policja potrzebuje waszej pomocy. Jeżeli coś widzicie, jeżeli macie jakieś nagranie powiadomcie nas". Te słowa wypowiedział także po hiszpańsku.

Bill de Blasio stwierdził, że wybuch był działaniem celowym, ale motywy są nieznane. Dodał, że zaostrzono w mieście środki bezpieczeństwa. Zawsze przy okazji szczytu ONZ na ulicach jest więcej funkcjonariuszy, ale w związku z tym incydentem będzie ich jeszcze więcej. Wzmocniono ochronę metra, lotnisk oraz przystanków komunikacji miejskiej.

James O`Neil, szef nowojorskiej policji, powiedział, że funkcjonariusze nie mają żadnych konkretnych informacji, które pozwoliłyby zatrzymać sprawcę bądź sprawców. Willam Sweeney - jeden z dyrektorów FBI - powiedział z kolei, że jeszcze przez około 5 godzin będą zbierane ślady na ulicy, gdzie doszło do eksplozji i w kolejnym miejscu, gdzie znaleziono drugi ładunek. Szef policji odpowiadając na pytania dziennikarzy powiedział, że żadna grupa ani osoba nie wzięła odpowiedzialności za ten atak.

Eksplozja nastąpiła na 23 ulicy między 6. a 7. aleją, w ruchliwej i prestiżowej dzielnicy Chelsea, niedługo przed godz. 21 (3 rano czasu polskiego). Jak podaje policja, wybuchła bomba podłożona w śmietniku. W wyniku eksplozji rannych zostało 29 osób. Wszystkie zostały już wypisane ze szpitali.

Podczas akcji przeszukiwania miejsca eksplozji policja natrafiła na szybkowar podłączony kablami do telefonu komórkowego. W pobliżu potencjalnego improwizowanego ładunku wybuchowego odnaleziono także zapisaną kartkę papieru. Domniemany drugi ładunek został znaleziony cztery przecznice od miejsca wcześniejszej eksplozji.

(abs)