​15 osób na północy Filipin zgodnie z miejscową tradycją dało się przybić do krzyży w Wielki Piątek, aby na oczach tysięcy uczestników drogi krzyżowej upamiętnić w ten sposób cierpienie Jezusa. Kościół katolicki nie pochwala tych widowisk.

Pokutnicy, którzy dają się przybić do krzyża, wierzą, że dzięki temu odpokutują za grzechy /FRANCIS R. MALASIG /PAP/EPA

W trzech miejscowościach położonych na północ od Manili tysiące ludzi, w tym wielu przebranych za rzymskich żołnierzy, Matkę Boską lub Jezusa w koronie cierniowej, wzięło udział w przejmującym widowisku.

W San Pedro Cutud 56-letni malarz szyldów Ruben Enaje pozwolił przebić sobie dłonie i stopy po raz 31. Tym razem na krzyżu pozostał przez 11 minut, o wiele dłużej niż zazwyczaj. Modliłem się m.in. w intencji pokoju na świecie - powiedział po zdjęciu z krzyża.

59-letni rybak Wilfredo Salvador brał udział w drodze krzyżowej po raz dziesiąty. To mój sposób na podziękowanie Bogu za Jego pomoc - podkreślił.

Pokutnicy, którzy dają się przybić do krzyża, wierzą, że dzięki temu odpokutują za grzechy, wybłagają cudowne uzdrowienia czy łaski u Boga, ale wielkopiątkowych ukrzyżowań na Filipinach nie pochwala Kościół katolicki. Zdaniem arcybiskupa San Fernando, Florentino Lavariasa, "działania ludzi powinny koncentrować się na dobrych uczynkach", zaś biskup Teodoro Bacani zauważył, że istnieją "bardziej umiarkowane sposoby na odbywanie pokuty".

Wielkopiątkowe ukrzyżowania pierwotnie były rytuałem katolickim, jednak na przestrzeni lat zamieniły się w spektakl, który przyciąga tysiące turystów, także zagranicznych.

Katolicy stanowią ponad 80 proc. liczącej 107 mln ludności Filipin.

(abs)