Sprawca masakry podczas koncertu country w Las Vegas, w której życie straciło 59 osób, a obrażenia odniosło co najmniej 527, to 64-letni Stephen Paddock, licencjonowany pilot, amator polowań. Jego brat powiedział "Daily Mail": "Coś musiało się stać. Załamał się".

64-letni sprawca popełnił samobójstwo. Wcześniej policja informowała, że zabiła napastnika. /EPA/Bill Hughes/Twitter /PAP/EPA

Eric Paddock w krótkim wywiadzie dla brytyjskiej gazety "Daily Mail" powiedział, że rodzina "oniemiała" na wiadomość o masakrze prowadzonej przez jego brata z 32. piętra hotelu i "nie ma najmniejszego pojęcia" o motywach strzelania do uczestników koncertu.

Co najmniej 58 zabitych w Las Vegas, ponad 500 rannych. "To była egzekucja"

Co najmniej 58 osób zginęło i co najmniej 500 zostało rannych w strzelaninie w Las Vegas, do której doszło w niedzielę wieczorem (poniedziałek w Polsce) podczas koncertu muzyki country, koło hotelu Mandalay Bay - poinformował szeryf tego miasta. 64-letni Stephen Paddock, który jest sprawcą... czytaj więcej

Nic też "absolutnie nie wskazywało, by mógł on uczynić coś takiego". Według Erica, Stephen nie miał też żadnych szczególnych czy silnych politycznych ani religijnych inklinacji.

Z kolei w wywiadzie dla CBS News, Eric powiedział, że jego brat "nie był zapalonym strzelcem". Dodał, że nie wie, skąd wziął broń automatyczną. "Miał kilka sztuk broni palnej, legalnie", ale "nie miał zaplecza wojskowego".

Na miejscu, w hotelowym pokoju, z którego Stephen Paddock prowadził ostrzał, policja znalazła go martwego; popełnił on samobójstwo. W pokoju było ponad 10 karabinów - napisała brytyjska gazeta.

Eric przyznał też, że nie był z bratem blisko, mieszkali daleko od siebie, a Stephen był według niego "typowym gościem z Las Vegas". Mówiąc o bracie, Eric sprawiał wrażenie człowieka w głębokim szoku - pisze "Daily Mail", dodając, że powstrzymywał łzy i z trudem formułował pełne zdania.

Według Erica "życie brata było otwartą księgą", a "wszystko jest zarejestrowane".



Stephen Paddock mieszkał z młodszą o dwa lata przyjaciółką w domu wartym 400 tys. dolarów w kolonii dla emerytów, półtorej godziny jazdy od Las Vegas. Do nowego lokum przeniósł się w 2015 roku i chwalił sobie, że ma blisko do tego miasta.

Policja poinformowała, że najprawdopodobniej zlokalizowano miejsce pobytu kobiety, która wraz ze sprawcą wynajmowała pokój w hotelu. "Towarzyszkę napastnika" zidentyfikowano jako Marilou Danley. Nie sprecyzowano jednak, czy kobieta jest podejrzana o udział w ataku. Według lokalnych mediów została już zatrzymana.

Ojciec, Benjamin Hoskins Paddock, napadał na banki. Po ucieczce w 1969 roku z więzienia w Teksasie, gdzie odsiadywał karę 20 lat więzienia, ukrywał się osiem lat. Odnaleziono go już po usunięciu z listy poszukiwanych przestępców i wtedy też "zdiagnozowano u niego psychopatię" oraz nie wykluczono "tendencji samobójczych".

Jak pisze gazeta, ludzie, którzy znali w ostatnich latach Stephena Paddocka, ujawnili, że dużo czasu pochłaniały mu gry hazardowe. Według policji w ostatnich tygodniach miał przeprowadzić w Las Vegas kilka dużych transakcji, wartych kilkadziesiąt tysięcy dolarów, ale nie wiadomo, czy na nich stracił, czy zyskał.

Atak z 32. piętra

Do co najmniej 58 wzrósł bilans ofiar śmiertelnych strzelaniny na niedzielnym koncercie muzyki country, podczas gdy liczba osób z obrażeniami wzrosła do 515 - poinformowała miejscowa policja.

Do ataku przyznało się Państwo Islamskie. Tymczasem FBI poinformowało, że nie wykryło dotąd powiązań między sprawcą strzelaniny w Las Vegas a którąś z międzynarodowych organizacji terrorystycznych. CIA oświadczyła natomiast, że wie o deklaracji IS, lecz przestrzegła przed wyciąganiem pochopnych wniosków.

Amerykańskie ministerstwo bezpieczeństwa narodowego podało, że po ataku w Las Vegas "nie ma konkretnego wiarygodnego zagrożenia" dla innych miejsc publicznych w USA.

Światowe agencje piszą, że strzelanina w Las Vegas jest najkrwawszą tego rodzaju tragedią w najnowszej historii USA.

Sprawca strzelał z 32. piętra hotelu Mandalay Bay, w pobliżu którego pod gołym niebem odbywał się koncert w ramach festiwalu muzyki country Route 91 Harvest, na który przyszło ok. 22 tys. osób. Ludzie uciekali w panice, w niektórych przypadkach tratując się wzajemnie, podczas gdy funkcjonariusze organów ścigania próbowali zlokalizować i zabić napastnika.

Zamieszczone w internecie zdjęcia z miejsca tragedii ukazywały wielu rannych uczestników koncertu, leżących na ziemi, przed sceną i barierkami. Świadkowie mówią, że w czasie koncertu usłyszeli hałas, który początkowo kojarzył im się z tłuczonymi szybami. Potem zorientowali się, że to strzały z broni automatycznej.

Prezydent USA Donald Trump złożył kondolencje rodzinom ofiar i w specjalnym wystąpieniu apelował do Amerykanów o jedność i pokój, atak nazywając "przejawem czystego zła". Zapowiedział, że w środę uda się do Las Vegas, by spotkać się z rodzinami i bliskimi zabitych osób i przedstawicielami służb ratunkowych. Poinformował też, że nakazał opuszczenie do połowy masztu flag przed Białym Domem i budynkami państwowymi, wojskowymi oraz placówkami dyplomatycznymi w kraju i za granicą do zachodu słońca w piątek.

Wśród ofiar śmiertelnych jest co najmniej jeden policjant, a dwóch zostało rannych, lecz są w stabilnym stanie.

Dyrekcja portu lotniczego Las Vegas-McCarran tymczasowo wstrzymała połączenia z tym lotniskiem.

Konsulat Generalny RP w Los Angeles poinformował w poniedziałek na swoim oficjalnym profilu na Twitterze, że monitoruje sytuację w Las Vegas w związku ze strzelaniną i czeka na bliższe informacje o ofiarach. 

(adap)