Po wyborach prezydenckich w Ugandzie, w których Yoweri Museveni został wybrany na siódmą kadencję, kraj pogrążył się w chaosie. Generał Muhoozi Kainerugaba, syn prezydenta i dowódca armii, przyznał, że zginęło 30 zwolenników opozycji, a ponad 2 tysiące osób zostało aresztowanych. Wśród zatrzymanych są czołowi politycy opozycji, a lider ugrupowania NUP, Robert Kyagulanyi, znany jako Bobi Wine, ukrywa się przed służbami bezpieczeństwa.
- Chcesz być na bieżąco? Odwiedź stronę główną RMF24.pl.
"Aresztowaliśmy ponad 2 tys. bandytów, których Kabobi uważał za godnych wykorzystania" - napisał Kainerugaba na platformie X, używając pogardliwego pseudonimu lidera ugandyjskiej opozycji Roberta Kyagulanyiego, znanego jako Bobi Wine. "Do tej pory zabiliśmy 30 terrorystów z NUP" - dodał, odnosząc się do partii Wine’a Platformy Jedności Narodowej.
Wśród aresztowanych znajduje się zastępca Wine’a, opozycyjny poseł Muwanga Kivumbi ze środkowej Ugandy, regionu, gdzie odnotowano najpoważniejsze akty przemocy w dniu wyborów. Oskarżony przez prokuratora o terroryzm Kivumbi powiedział agencji AFP, że siły bezpieczeństwa zabiły dziesięciu członków jego sztabu wyborczego po szturmie na jego dom.
Sam Wine tuż po wyborach poinformował swoich zwolenników, że uciekł z domu i ukrywa się przed ścigającymi go funkcjonariuszami służby bezpieczeństwa.
W reakcji na powyborczą sytuację w Ugandzie sekretarz generalny ONZ Antonio Guterres wyraził rutynowe zaniepokojenie aresztowaniami i aktami przemocy z udziałem działaczy opozycji i ich zwolenników.
Kainerugaba, przygotowywany przez 81-letniego ojca na swojego następcę, znany jest z prowokacyjnych, często wulgarnych i prostackich postów w mediach społecznościowych. W mijającym tygodniu otwarcie nawoływał do zabójstwa Wine'a.


