"Jakakolwiek próba siłowej zmiany rządów w Iranie może doprowadzić do bratobójczej walki, która może się wymknąć spod kontroli" - powiedział profesor Przemysław Osiewicz z Wydziału Nauk Politycznych i Dziennikarstwa Uniwersytetu imienia Adama Mickiewicza w Poznaniu, nawiązując do wydarzeń w tym kraju, gdzie na ulicy wyszły tysiące ludzi, domagając się zmian i sprzeciwiając się władzy. Sytuacja w Iranie coraz bardziej się zaostrza, a eksperci ostrzegają przed możliwym chaosem, który może mieć wpływ nie tylko na region, ale i na cały świat.
W ostatnich tygodniach ulice irańskich miast, w tym Teheranu i Meszhedu, zapełniły się tłumami ludzi, którzy - pomimo blokady internetu i ostrzeżeń ze strony władz - zdecydowali się zamanifestować swój sprzeciw wobec obecnej sytuacji w kraju. To już dwunasty dzień z rzędu, gdy protestujący gromadzą się na głównych placach i ulicach, domagając się nie tylko poprawy warunków życia, ale coraz częściej także głębokich zmian politycznych.
Demonstracje, które początkowo wybuchły na tle gwałtownego spadku wartości riala, rosnącej inflacji i dramatycznie pogarszających się warunków gospodarczych, szybko przerodziły się w ogólnokrajowy ruch sprzeciwu wobec rządzącego reżimu islamskiego. Na nagraniach udostępnianych w internecie słychać wezwania do obalenia najwyższego przywódcy Iranu, ajatollaha Alego Chameneiego, oraz do powrotu Rezy Pahlawiego - syna ostatniego szacha, który sam zachęcał rodaków do wyjścia na ulice.
Według danych Amerykańskiej Agencji Informacyjnej Aktywistów Praw Człowieka (HRANA) bilans ofiar jest tragiczny: co najmniej 34 zabitych, w tym pięcioro dzieci, oraz ośmiu funkcjonariuszy sił bezpieczeństwa. Zatrzymano już ponad 2200 osób. Norweska organizacja Iran Human Rights (IHR) podaje jeszcze wyższe liczby - 45 zabitych protestujących, w tym ośmioro dzieci. BBC Persian potwierdziło śmierć 22 osób, natomiast władze irańskie oficjalnie przyznają się jedynie do śmierci sześciu funkcjonariuszy służb bezpieczeństwa.
Protesty rozprzestrzeniły się na ponad 100 miast i miasteczek w 31 prowincjach Iranu. Tłumy nie zrażają się drastycznym ograniczeniem dostępu do internetu - szacuje się, że blokada objęła nawet 97 proc. kraju - ani groźbami ze strony władz.
Zdaniem profesora Przemysława Osiewicza z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza, sytuacja gospodarcza Iranu jest dramatyczna: Irańczycy przestali używać gotówki. W tej chwili rozliczenia między sobą prowadzą głównie w kryptowalutach, złocie albo na zasadzie wymiany towarów.
Ekspert podkreślał w internetowym Radiu RMF24, że państwo nie wywiązuje się już z niepisanego kontraktu społecznego - nie jest w stanie zapewnić ani bezpieczeństwa zewnętrznego, ani ekonomicznego.
Początkowo społeczeństwo godziło się na trudności gospodarcze w zamian za względne poczucie stabilizacji. Teraz jednak, gdy państwo nie jest w stanie zagwarantować podstawowych warunków życia, frustracja wybuchła z pełną siłą.
Władze Iranu oficjalnie deklarują zrozumienie dla części postulatów protestujących, a najwyższy przywódca Ali Chamenei zapewnia, że "jest razem z protestującymi, ale nie z tymi, którzy doprowadzają do zamieszek". Rząd nawołuje do cierpliwości i zapowiada działania naprawcze, jednak - jak zauważa profesor Osiewicz - te komunikaty mają niewiele wspólnego z rzeczywistością.
Wielu protestujących żąda przywrócenia monarchii i powrotu szacha. Zachodnie media coraz częściej wskazują na Cyrusa Rezę Pahlawiego jako potencjalnego lidera zmian. Sam Pahlawi wzywał Irańczyków do wyjścia na ulice i podziękował prezydentowi USA za wsparcie.
Prowadzący program dziennikarz RMF FM Tomasz Terlikowski zapytał profesora Osiewicza o możliwość interwencji Stanów Zjednoczonych lub Wielkiej Brytanii. Ekspert nie wyklucza ograniczonych nalotów na cele wojskowe, jednak ostrzega, że każda próba siłowej zmiany władzy może doprowadzić do katastrofalnego rozłamu w armii i bratobójczej walki na wzór syryjski. Byłby to najgorszy scenariusz dla samych Irańczyków, ale też dla wszystkich państw sąsiadujących, a w tym także dla nas - podkreślał.
Opracowała Julia Rut


