Koniec sześciotygodniowej oficjalnej żałoby w Duisburgu. Poświęcona była pamięci 21 śmiertelnych ofiar Love Parade. Żałoba się kończy, ale ślady pamięci w miejscu tragicznych zdarzeń zostają. Zostają też niestety pytania o odpowiedzialność.

Podczas ustalania odpowiedzialności za tragedię na Love Parade nastąpił zwrot akcji. Dziesięć dni po wybuchu paniki w tunelu prowadzącym na wielką muzyczną imprezę pojawia się opinia biegłych. Według nich, władze miasta, które znajdują się w ogniu krytyki, nie popełniły jednak błędów. czytaj więcej

Rano w Duisburgu pojawiła się pamiątkowa tablica opisująca tragiczne zdarzenia z końca lipca. Stanęła tuż przy tunelu, w którym doszło do wybuchu paniki, kilka metrów od miejsca, w którym znaleziono 19 ciał śmiertelnych ofiar napierającego tłumu. Dwie osoby zmarły w kolejnych dniach w szpitalu.

Mimo upływu czasu i powołania kilku komisji wyjaśniających, jak doszło do tego dramatu, nadal nikt nie ponosi odpowiedzialności za niedociągnięcia. Burmistrz, organizator i policja przerzucają się zarzutami o zaniedbania. Biegli w zależności od tego, przez kogo są powoływani, też wskazują różne powody wybuchu paniki.

Jedno jest pewne - 21 osób zginęło, bo w jedynym, do tego wąskim dojściu na teren ogromnej imprezy, spotkały się tysiące wchodzących i wychodzących melomanów, nad ruchem których nie udało się zapanować.