"Wiecie, z czego składa się ich obrona? Z dwóch psich zaprzęgów. Wiedzieliście o tym?" - tak Donald Trump skomentował w rozmowie z dziennikarzami na pokładzie Air Force One zamieszanie wokół Grenlandii i rosnącą niepewność w Europie w związku z amerykańskimi dążeniami do przejęcia wyspy. Prezydent USA niezbyt pochlebnie wypowiedział się nie tylko o duńskich siłach zbrojnych, ale także - mimochodem - o wojskach samych Stanów Zjednoczonych, które od dawna stacjonują na spornym terytorium.

  • Donald Trump stwierdził, że obrona Grenlandii to "dwa psie zaprzęgi".
  • Dania planuje ogromne wydatki na bezpieczeństwo Grenlandii, w tym nowe okręty, drony i modernizację lotniska dla myśliwców F-35. 
  • USA mają na wyspie bazę wojskową Pituffik, kluczową dla obrony i monitoringu, działającą na podstawie umowy z 1951 roku. 
  • Duńskie siły zbrojne współpracują z Amerykanami, ale infrastruktura Grenlandii ciągle wymaga rozbudowy, by sprostać potrzebom NATO. 
  • Trump twierdzi, że wokół Grenlandii pływają rosyjskie i chińskie okręty, jednak dane wywiadowcze temu przeczą. 
  • Pomysł amerykańskiej inwazji na Grenlandię budzi niepokój w Europie i na wyspie, a Dania domaga się większego zaangażowania NATO w ochronę regionu.
  • Po więcej aktualnych informacji zapraszamy do RMF24.pl.

Podczas rozmowy z dziennikarzami na pokładzie Air Force One Donald Trump stwierdził, że "obrona Grenlandii to dwa psie zaprzęgi". Prezydent USA od lat podkreśla strategiczne znaczenie wyspy i nie ukrywał chęci jej zakupu przez Stany Zjednoczone. Jego słowa spotkały się z reakcją duńskich władz, które przyznały, że przez lata nie inwestowały wystarczająco w obronność Arktyki, ale obecnie przeznaczają na ten cel rekordowe środki.

Dania, do której należy Grenlandia, od 2025 roku przeznaczyła blisko 14 miliardów dolarów na bezpieczeństwo Arktyki. W planach są m.in. nowe okręty, drony dalekiego zasięgu, modernizacja lotniska Kangerlussuaq pod kątem obsługi myśliwców F-35. W styczniu 2025 roku rząd w Kopenhadze ogłosił kolejne 2 miliardy dolarów na inwestycje w regionie.

Amerykańska obecność wojskowa

Stany Zjednoczone od lat mają własną bazę wojskową na Grenlandii - Pituffik (dawniej Thule). Stacjonuje tam około 150 żołnierzy, a baza odgrywa kluczową rolę w wykrywaniu i neutralizowaniu potencjalnych ataków rakietowych na USA oraz monitorowaniu przestrzeni kosmicznej i aktywności okrętów podwodnych. Obecność Amerykanów na wyspie reguluje umowa z 1951 roku, dająca USA szerokie uprawnienia w zakresie obronności Arktyki.

Wypowiedź amerykańskiego przywódcy o "dwóch psich zaprzęgach" nawiązuje do elitarnego patrolu Sirius, posiadającego bazę we wschodniej części wyspy i działającego najczęściej na terenach północno-wschodniej Grenlandii. Jak informuje w rozmowie z amerykańskim "Newsweekiem" Marion Messmer z think tanku Chatham House, Sirius jest wyjątkowo sprawną jednostką specjalną, której żołnierze "spędzają miesiące na patrolowaniu terenów w warunkach lodowych i śnieżnych bez kontaktu ze światem zewnętrznym".

Duńskie siły zbrojne mają także główną siedzibę na Grenlandii w Nuuk, gdzie obsługiwane są samoloty i śmigłowce. Oprócz tego wojska Duńczyków stacjonują w bazie Nord - najdalej wysuniętej na północ placówce wojskowej świata - oraz w Kangerlussuaq i w Mastersvig. Oddział specjalny, stanowiący łącznik z amerykańskim dowództwem, stacjonuje również w Pituffik, bo Dania i USA od dawna ze sobą na Grenlandii współpracują. W przeszłości Amerykanie prowadzili na Grenlandii inne instalacje wojskowe, m.in. tajną bazę Camp Century (projekt z lat 60.), która została jednak zamknięta.

Mimo rosnącej obecności wojskowej, zarówno amerykańscy, jak i duńscy dowódcy przyznają, że infrastruktura na Grenlandii jest niewystarczająca do prowadzenia szeroko zakrojonych operacji NATO. Brakuje magazynów broni, paliwa, odpowiednich portów i lotnisk. Te problemy można i należy rozwiązać w ramach NATO, co zresztą postuluje szefostwo Sojuszu i Duńczycy. Niekoniecznie poprzez siłowe zajęcie wyspy na mocy rozkazu Trumpa, który o Grenlandii wie tyle, że jest broniona przez psie zaprzęgi i że otaczają ją rosyjskie i chińskie niszczyciele i krążowniki. Moskwa i Pekin są żywo zainteresowane regionem arktycznym, tylko że i w tym wypadku pojawia się jedno "ale".

Chińczyków i Rosjan tam po prostu nie ma

Po słowach o "dwóch psich zaprzęgach" Trump przekazał dziennikarzom, że nie dopuści do sytuacji, w której wokół Grenlandii pływają "wszędzie rosyjskie i chińskie niszczyciele i łodzie podwodne". To jedno z częściej powtarzanych przez amerykańskiego prezydenta twierdzeń, o oblężonej przez wrogów NATO wyspie w regionie arktycznym.

W niedzielę "Financial Times" poinformował, że dyplomaci z krajów nordyckich, którzy mieli wgląd w szczegółowe raporty wywiadowcze, kategorycznie odrzucają twierdzenia Trumpa o wzmożonej aktywności chińskiej i rosyjskiej w rejonie Grenlandii.

To po prostu nieprawda, że Chińczycy i Rosjanie tam są. Widziałem dane wywiadowcze. Nie ma tam żadnych statków ani okrętów podwodnych - FT cytuje jednego z wysokich rangą dyplomatów. Inny stwierdził, że owszem Rosjanie są aktywni w Arktyce, ale po swojej stronie.

To samo zresztą powtarzał duński minister spraw zagranicznych Lars Lokke Rasmussen, który stwierdził, że obraz "rosyjskich i chińskich okrętów podwodnych znajdujących się tuż przy dnie fiordu Nuuk i masowych chińskich inwestycji jest nieprawdziwy".

Jak podaje agencja Reutera, dane z platform śledzących ruch statków (LSEG i MarineTraffic) także nie wykazują obecności rosyjskich lub chińskich okrętów w pobliżu spornej wyspy.

Atmosfera się zagęszcza

Sukces militarny w Wenezueli wywołał niezdrowe podniecenie w administracji Donalda Trumpa, który ponoć zlecił przygotowania do inwazji na Grenlandię. Wojskowi amerykańscy mieli zasugerować inne rozwiązania, ale sytuacja budzi nie tylko ogromny niepokój Grenlandczyków, ale także w Europie, która obawia się, że działania Waszyngtonu to wstęp do rozbicia NATO. O ile Trump nie będzie w stanie przekonać Kongresu do opuszczenia Sojuszu, o tyle amerykańska interwencja zbrojna na terytorium zależnym jednego z jego członków wyleczy wszystkich z marzeń o partnerskich relacjach transatlantyckich.

Tej sytuacji mają serdecznie dość przede wszystkim Duńczycy, którzy domagają się bardziej zdecydowanych działań także od szefostwa Paktu Północnoatlantyckiego. Irytację Kopenhagi budzi postawa sekretarza generalnego NATO Marka Rutte, który dokonuje prawdziwych akrobacji, by nie powiedzieć niczego znaczącego na temat bezpieczeństwa i przyszłych losów Grenlandii.

Może nadejść taki moment, gdy konsensus NATO stanie się tak zagrożony, że Mark Rutte będzie musiał coś zrobić - mówi duński politolog Sten Rynning w rozmowie z serwisem DR. Przypomina jednak, że "NATO kieruje się kulturą nieingerowania w wewnętrzne sprawy swoich sojuszników". W krajach mogą dziać się dramatyczne rzeczy, ale NATO nie interweniuje i nie zajmuje w tej sprawie stanowiska - dodaje.

To zła wiadomość, biorąc pod uwagę fakt, że dla Sojuszu najważniejsze zagrożenie zrodziło się nie na dalekiej północy, gdzie docierają tylko psie zaprzęgi, ale na wschodzie, skąd wystrzeliwane są w kierunku Europy rakiety typu Oresznik i skąd grozi się Zachodowi nuklearną anihiliacją.

Tymczasem grupa europejskich krajów, na czele z Wielką Brytanią i Niemcami, omawia plany zwiększenia swojej obecności wojskowej na Grenlandii, aby przekonać prezydenta USA Donalda Trumpa, że Europa poważnie traktuje bezpieczeństwo w Arktyce. Czy USA zgodzą się na taką inicjatywę? To niewykluczone, jeśli Waszyngtonowi chodzi faktycznie o bezpieczeństwo, a nie surowce, których na Grenlandii jest niemało. Nawet jednak i sprawa wydobycia surowców wydaje się bardzo, bardzo odległa. Większość cennych pierwiastków na Grenlandii jest zlokalizowana głęboko pod pokrywą lodową w odległych obszarach za kołem podbiegunowym. Na wyspie nie ma także odpowiedniej infrastruktury, pozwalającej na wydobycie, co sprawia, że rozpoczęcie prac będzie wymagało ogromnych nakładów finansowych i czasu. 

Pomysł przekształcenia Grenlandii w amerykańską fabrykę pierwiastków ziem rzadkich to science fiction. To po prostu kompletne szaleństwo. Równie dobrze można by kopać na Księżycu. Pod pewnymi względami jest tam gorzej niż na Księżycu - mówi dla CNN Malte Humpert, naukowiec z The Arctic Institute. O co więc chodzi Trumpowi? Może przejęcie Grenlandii, to część większego programu amerykańskiej dominacji na świecie? 

Według informacji duńskiego nadawcy DR spotkanie przedstawicieli Danii i Stanów Zjednoczonych w sprawie Grenlandii odbędzie się w środę.