Kilkanaście amerykańskich F-16 i latające nad naszymi głowami samoloty wczesnego ostrzegania AWACS to jak na razie jedyne namacalne dowody tego, że NATO troszczy się o swe wschodnie rubieże. Plany i zapowiedzi wyglądają jednak bardziej imponująco.
Do połowy kwietnia dowódca sił NATO w Europie ma stworzyć plany obronne na wypadek rosyjskiej inwazji na któregoś z członków Paktu. Władze wojskowe dostały też zadanie przygotowania propozycji wzmocnienia wspólnej obrony. Ten sam dowódca mówi też, że do Europy Wschodniej można by przerzucić 4,5 tysiąca żołnierzy z amerykańskiej bazy Fort Hood.
Do tego dochodzą marzenia szefa polskiej dyplomacji, który wspomina o dwóch ciężkich brygadach NATO w Polsce.