1 listopada, czyli w najbliższą niedzielę w życie wchodzi ustawa regulująca kwestię in vitro podpisana jeszcze przez Bronisława Komorowskiego. Od tej pory sztuczne zapłodnienie będzie dostępne jedynie dla małżeństw oraz osób pozostających w związkach partnerskich. W przypadku zabiegu z wykorzystaniem nasienia pochodzącego od anonimowego dawcy, obowiązywać będzie wymóg złożenia przez mężczyznę (męża/partnera) w Urzędzie Stanu Cywilnego oświadczenia o uznaniu ojcostwa. Dotychczas taka procedura nie była wymagana. "Ta ustawa może zablokować spełnienie mojego wielkiego marzenia" - mówi nam pani Katarzyna, singielka z Warszawy starająca się o dziecko w procedurze in vitro.

1 listopada, czyli w najbliższą niedzielę w życie wchodzi ustawa regulująca kwestię in vitro podpisana jeszcze przez Bronisława Komorowskiego. Od tej pory sztuczne zapłodnienie będzie dostępne jedynie dla małżeństw oraz osób pozostających w związkach partnerskich. W przypadku zabiegu z wykorzystaniem nasienia pochodzącego od anonimowego dawcy, obowiązywać będzie wymóg złożenia przez mężczyznę (męża/partnera) w Urzędzie Stanu Cywilnego oświadczenia o uznaniu ojcostwa. Dotychczas taka procedura nie była wymagana. "Ta ustawa może zablokować spełnienie mojego wielkiego marzenia" - mówi nam pani Katarzyna, singielka z Warszawy starająca się o dziecko w procedurze in vitro.
// /arch. RMF FM /

Michał Dobrołowicz, RMF FM: Jest pani singielką i myśli pani o dziecku. Jak pani ocenia ustawę, która w życie wejdzie 1 listopada?

Katarzyna z Warszawy: Mam 40 lat i ustawa, która w życie wchodzi na początku listopada zabiera mi szanse na zrealizowanie mojego marzenia o macierzyństwie właśnie dlatego, że jestem singielką. Irytuje mnie stanowisko rządu, który twierdzi, że ta ustawa ma na celu ochronę dzieci. W rzeczywistości jest ona fikcyjna.

Ma pani awaryjny plan?

Moim zdaniem sytuacja jest absurdalna. Nie rozumiem ustawodawcy, który zmusza mnie do fałszywego oświadczenia. Jeżeli chcę mieć dziecko poczęte dzięki metodzie in vitro z nasienia od anonimowego dawcy, muszę przekazać fałszywe oświadczenie, że jestem w związku z panem X. Tworzymy fałszywe prawo odcięte od rzeczywistości tworzące dla takich osób jak ja kolejne bariery. Nie rozumiem, jak można tworzyć takie przepisy teraz, w obliczu niżu demograficznego. Według mnie należałoby pomóc kobietom, które chcą mieć dziecko, a które miały pecha, bo nie znalazły odpowiedniego partnera.

Jest jakiekolwiek rozwiązanie? Na przykład wyjazd za granicę?

Tak, poczęcie dziecka dzięki metodzie in vitro od anonimowego dawcy jest wciąż legalne w innych krajach. Takie osoby jak ja, które są zrealizowane finansowo i zawodowo, ale nie mają partnera, to marzenie będą musiały zrealizować za granicą, na przykład na Słowacji.

Jest pani gotowa podpisać fałszywe oświadczenie o wspomnianym panu X...

Najbardziej absurdalne jest to, że tak. Niestety, mam świadomość, że to fikcja, że to kłamstwo, że to martwe przepisy, które odnoszą się do bardzo delikatnej materii ze sfery etycznej i grzebią w prywatnych sprawach wielu osób. Nikt jednak nie zastanawia się nad tym, co zrobić, żeby społeczeństwo bardziej akceptowało dzieci z in vitro i żeby samotne matki miały łatwiejszą sytuację. Czuję, że tą ustawą państwo wkracza z buciorami w moje życie i do mojego łóżka, na to nie mogę się zgodzić.

Dziękuję za rozmowę.

Dziękuję.

RPO zaskarżył ustawę

Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar zaskarżył w czwartek do Trybunału Konstytucyjnego brak przepisów przejściowych w ustawie o leczeniu niepłodności - co powoduje, że samotne kobiety, które zdecydowały zamrozić zarodki, musiałyby znaleźć partnera, aby z nich skorzystać.

RPO zwracał uwagę, że ustawa przewiduje odpowiedzialność karną za niezgodne z nią wykorzystywanie zarodków. Jego zdaniem mogłoby to się odnosić m.in. właśnie do kobiet będących w takiej sytuacji. Ponadto kliniki obawiałyby się przeprowadzać zabiegi wobec nich, choć wcześniej zawarły z nimi odpowiednie umowy.

Zdaniem Bodnara oddzielnego rozważenia wymaga kwestia braku dostępności w ustawie procedury in vitro dla samotnych kobiet, ale na razie za wcześnie na decyzje w tej sprawie.

Już w połowie sierpnia Stowarzyszenie "Nasz Bocian", zwróciło uwagę, że zgodnie z ustawą o in vitro kobiety nieposiadające partnera nie będą mogły skorzystać ze zdeponowanych wcześniej przez siebie zarodków, choć są one utworzone z ich komórek jajowych. Stowarzyszenie podkreślało przy tym, że zarodki te powstały przed wprowadzeniem nowych regulacji w życie, a pacjentki nie były świadome, że z chwilą wejścia w życie nowej ustawy utracą do nich prawa. W myśl ustawy zarodki takie po 20 latach zostaną przekazane do anonimowego dawstwa. 

Odnosząc się do tych zastrzeżeń resort zdrowia wskazywał, że ustawa o in vitro rozstrzygnęła, że prawo samotnych kobiet do posiadania potomstwa zajmuje w hierarchii wartości pozycję podrzędną względem prawa dziecka do posiadania obojga rodziców.

Wiceminister zdrowia Igor Radziewicz-Winnicki w piśmie przesłanym Stowarzyszeniu "Nasz Bocian" przyznawał, że ustawa zmienia sytuację osób samotnych, które zdecydowały się na in vitro. Od listopada transfer zarodka jest możliwy "jedynie w przypadku zapewnienia przyszłemu dziecku prawa do przyjścia na świat i wychowywania w pełnej rodzinie, tj. w sytuacji pozostawania przez biorczynię w związku małżeńskim lub we wspólnym pożyciu". Wyjątkiem od tej zasady jest jedynie śmierć jednego z partnerów, która nastąpi po utworzeniu zarodków - wówczas wdowa może wykorzystać utworzone wspólnie zarodki.

Radziewicz-Winnicki wyjaśniał też, że nie ma możliwości, aby pacjenci sami odbierali komórki rozrodcze lub zarodki z banków, ponieważ taki transport może być prowadzony tylko przez ośrodki lub banki stosujące odpowiednie procedury. Zaznaczał jednocześnie, że osoby takie mogą jednak zadecydować, w jakim banku będą przechowywane ich komórki rozrodcze lub zarodki. Dodał, że może to być bank poza granicami Polski.