"Nie jestem zdziwiona, ponieważ to nie pierwszy taki wyrok. Przyzwyczaiłam się stopniowo do tego" - tak Agnieszka Gzik-Pawlak, córka Ryszarda Gzika, który zginął przed kopalnią "Wujek" komentuje wyrok uniewinniający dla Czesława Kiszczaka. "Może potrafi spokojnie spać, ja bym nie potrafiła" - mówi Gzik-Pawlak.

Posłuchaj całej rozmowy Piotra Glinkowskiego z Agnieszką Gzik-Pawlak

Jest mi bardzo przykro, że mamy demokrację w sumie od ponad 20 lat i mimo tych demokratycznych rządów nie udało się ukarać ani generała Kiszczaka, ani generała Jaruzelskiego, choć udowodniono im wielokrotnie winę - podkreśla Gzik-Pawlak. Przestaję wierzyć już, że ktoś zostanie ukarany. Wydał szyfrogram, który był jasny i oczywisty- mówi.

Po 30 latach już tak bardzo nie boli. Ciągle się pamięta, ciągle się o tym myśli. Moje całe życie upływa w cieniu tragedii "Wujka" - przyznaje córka zabitego górnika. Dodaje, że będzie jeszcze walczyć o sprawiedliwość.

Warszawski sąd uniewinnił gen. Czesława Kiszczaka z zarzutów przyczynienia się do śmierci dziewięciu górników z kopalni "Wujek" w 1981 roku. Sąd ocenił, że nie udowodniono, iż działania Kiszczaka przyczyniły się do śmierci górników.

Katowicka prokuratura oskarżyła Kiszczaka o umyślne sprowadzenie "powszechnego niebezpieczeństwa dla życia i zdrowia ludzi", kiedy 13 grudnia 1981 r. jako szef MSW wysłał szyfrogram do jednostek milicji, mających m.in. pacyfikować zakłady strajkujące po wprowadzeniu stanu wojennego. Zdaniem prokuratury Kiszczak - bez podstawy prawnej - przekazał w nim dowódcom oddziałów MO uprawnienia do wydania rozkazu użycia broni. Sąd podkreślił jednak, że nigdy nie wykazano, aby szyfrogram pozostawał w jakimkolwiek związku z decyzją o użyciu broni palnej w kopalni. Sąd rozumiejąc dramat tej całej sytuacji nie jest sądem, który może osądzić i poprawić historię, zadośćuczynić temu złemu co się stało; sąd może ustalić winny lub niewinny (...) to wszystko, więcej sąd nie może - mówił sędzia Marek Walczak.

Górnicy z "Wujka" zastrajkowali, domagając się m.in. zniesienia stanu wojennego i zwolnienia internowanych. 16 grudnia doszło do starć górników z zomowcami, którzy wdarli się na teren kopalni. Od ich strzałów na miejscu zginęło sześciu górników, siódmy zmarł kilka godzin później, a dwóch kolejnych - w styczniu 1982 r.