Dążenia do stworzenia autonomicznych zdolności nuklearnych mogą być odbierane jako utrata zaufania do odstraszania ze strony USA, co byłoby złym sygnałem wobec Amerykanów - pisze były minister spraw zagranicznych Jacek Czaputowicz na łamach "Rzeczpospolitej". Wskazuje na opór, jaki z pewnością postawiłyby wobec pomysłu USA i stwierdza, że "nuklearna szarża naszych władz zaszkodzi rozwojowi cywilnej energetyki jądrowej".
- Dążenia Polski do własnych zdolności nuklearnych mogą być odebrane przez Amerykanów jako brak zaufania do amerykańskiego odstraszania - ostrzega były minister spraw zagranicznych.
- Czaputowicz przypomina, że Stany Zjednoczone sprzeciwiłyby się próbom posiadania broni jądrowej przez państwa europejskie, w tym Polskę.
- Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco.
Jacek Czaputowicz w "Rz" przypomina słowa amerykańskiego podsekretarza obrony Elbridge’a Colby’ego, który powiedział, że USA co najmniej "zdecydowanie sprzeciwiałyby się" dążeniom państw europejskich, takich jak Polska, Niemcy czy Szwecja do posiadania własnych zdolności nuklearnych.
"W języku dyplomatycznym oznacza to, że użyłyby wszelkich instrumentów, by do tego nie dopuścić, a ponieważ mają tych instrumentów dużo, pomysły takie wybiłyby szybko z głowy" - stwierdza Czaputowicz.
Zdaniem byłego szefa MSZ "zgłaszamy ambicje nuklearne w sytuacji, gdy nie mamy wiedzy, cywilnej energetyki atomowej, złóż uranu, ani odpadów potrzebnych do ekstrakcji plutonu".
"Obawiam się, że ta nuklearna szarża naszych władz zaszkodzi rozwojowi cywilnej energetyki jądrowej. Skoro bowiem zapowiadamy, że chcemy obchodzić postanowienia układu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej, który zakazuje wytwarzania i poszukiwania pomocy w produkcji broni nuklearnej, niejako zmuszamy innych, by nam w tym przeszkodzili" - stwierdza Czaputowicz na łamach "Rz".
Były szef MSZ Jacek Czaputowicz podkreśla, że realne posiadanie broni nuklearnej przez Polskę jest mało prawdopodobne, gdyż nie dopuszczą do tego - jak sądzi - Amerykanie. Nie nie tylko z powodu unikania prowokowania Rosji, ale też z uwagi na Niemcy i Ukrainę.
"Czy posiadanie broni nuklearnej nie wzmocniłoby naszych postulatów w kwestii reparacji czy ekshumacji? Stawiam dolary przeciwko orzechom, że nasi sąsiedzi poparliby nasze starania o broń nuklearną w taki sam sposób, jak my byśmy poparli ich starania" - pisze.
Uważa, że dla Polski niedostępna jest również natowska inicjatywa nuclear sharing. "Na objęcie Polski programem nuclear sharing zgodę musiałyby wyrazić wszystkie państwa członkowskie. Porozumienie NATO-Rosja stanowi, że sojusz nie planuje ‘rozmieszczać i składować broni nuklearnej na terytorium nowych państw członkowskich’. Możemy oczywiście wskazywać, że sytuacja się zmieniła i że zobowiązanie to nie ma już zastosowania, jednak zakładanie, że opinię tę podzielą wszyscy członkowie NATO, jest równie prawdopodobne jak przyjęcie Ukrainy na najbliższym szczycie NATO" - czytamy.


