Rewitalizacja XVI-wiecznej studni na dziedzińcu Zamku Królewskiego w Sanoku przywróciła jej dawny blask i rozbudziła wyobraźnię mieszkańców oraz turystów. Czy rzeczywiście w jej wnętrzu krył się tajemniczy tunel prowadzący do miasta?
Na dziedzińcu Zamku Królewskiego w Sanoku (woj. podkarpackie) zakończono właśnie prace, które przywróciły jednej z najstarszych budowli obiektu jej historyczny wygląd. XVI-wieczna studnia, powstała z inicjatywy starosty sanockiego Mikołaja Wolskiego w czasach renesansowej przebudowy zamku dla królowej Bony, odzyskała swój charakterystyczny kształt z początku XX wieku. Dziś, dzięki dębowej konstrukcji i miedzianemu daszkowi, prezentuje się dokładnie tak, jak przed wojenną zawieruchą.
Przez stulecia wokół sanockiej studni narosło wiele opowieści. Według lokalnych podań miała być drążona rękami jeńców, a w jej wnętrzu miał się ukrywać sekretny tunel prowadzący do miasta. Prace rewitalizacyjne stały się doskonałą okazją, by - jak mówi dr Piotr Kotowicz z Muzeum Historycznego w Sanoku - "przy okazji gruntownie przebadać, by zweryfikować narosłe wokół niej legendy".
Jednym z najbardziej intrygujących mitów była historia o 37-metrowej głębokości studni i sekretnym przejściu. Badania archeologiczne przyniosły jednak zaskakujące rezultaty.
Dno odkryliśmy na głębokości dwudziestu kilku metrów. Tunel okazał się jedynie wnęką w cembrowinie, służącą dawniej do mocowania rusztowań podczas budowy. Choć nie znaleźliśmy skarbów, odkryliśmy masę fantastycznych przedmiotów - relacjonuje dr Kotowicz.
Największe emocje wzbudziła liczba monet wydobytych z dna - ponad 36,5 tysiąca! To głównie pamiątki po turystach, którzy wrzucali pieniążki na szczęście. Wśród nich znalazły się nie tylko monety z okresu PRL-u i współczesne, ale także egzotyczne okazy z Kuwejtu czy Kanady. Najstarsza moneta pochodzi z czasów króla Jana Kazimierza.
Nie chcemy jednak zabierać właścicielom szczęścia, dlatego wszystkie te monety, po dokładnym opisaniu, trafią z powrotem w kapsule czasu na dno studni - zapowiada archeolog.
Podczas prac natrafiono również na ślady burzliwej historii. Z dna wydobyto fragmenty radzieckiej haubicy, łuski artyleryjskie i niewypały, które - zgodnie z muzealną legendą - miał tam wrzucić pierwszy powojenny dyrektor muzeum, Stefan Stefański. Na miejscu musiał pojawić się patrol saperski, który wydobył niebezpieczne znaleziska.
Niezwykle cenne dla rekonstrukcji okazały się oryginalne elementy wyposażenia studni.
Odkryliśmy koło obrotowe oraz dwa wiadra, które są widoczne na archiwalnych zdjęciach z 1900 roku. Zostały one zakonserwowane i dziś stanowią oryginalne części zrewitalizowanej studni - podkreśla dr Kotowicz.
Wśród znalezisk znalazły się także biżuteria, dewocjonalia, grzebienie czy zabawki - przedmioty, które przez dekady wpadały użytkownikom do wody.


