Oszuści w Polsce stosują nową metodę wyłudzania pieniędzy na platformach sprzedażowych. Jak informuje "Gazeta Wyborcza", oszustwo polega na manipulacji nieświadomym nabywcą towaru oraz osobą, której numer telefonu został podany jako cel płatności.

  • Oszuści w Polsce stosują nową metodę wyłudzania pieniędzy na platformach sprzedażowych - alarmuje "Gazeta Wyborcza". 
  • Przestępcy zamieszczają fikcyjne ogłoszenia i podają numer telefonu przypadkowej osoby jako odbiorcy płatności. Kupujący płaci za nieistniejący towar, a pieniądze trafiają do osoby, której numer telefonu został użyty bez jej wiedzy. 
  • Oszust kontaktuje się z odbiorcą przelewu, prosząc o zwrot pieniędzy na inny numer lub konto, tłumacząc się "pomyłką". Problem wychodzi na jaw, gdy kupujący nie otrzymuje towaru i zgłasza sprawę na policję lub do platformy sprzedażowej. 
  • Eksperci radzą, by w przypadku otrzymania niespodziewanych środków nie zwracać ich samodzielnie, tylko zgłosić sprawę do banku.
  • Po więcej aktualnych informacji zapraszamy na rmf24.pl.

W momencie, gdy Unia Europejska opracowuje nowe przepisy, w Polsce oszuści nie próżnują, i mają coraz to nowe pomysły, by wyłudzać pieniądze od ludzi. Ofiarami są klienci platform sprzedażowych. 

Jak pisze "Gazeta Wyborcza", oszustwo polega na jednoczesnej manipulacji dwiema ofiarami -  nieświadomym niczego nabywcą towaru oraz osobą, której numer telefonu został podany jako cel płatności.

Oszustwo na blika. Tak działają przestępcy

Plan oszustów jest prosty. Najpierw zamieszczają fikcyjne ogłoszenie na platformie e-commerce i numer telefonu przypadkowej osoby. Gdy kupujący zaś płaci za nieistniejący towar, pieniądze trafiają na konto właściciela wskazanego numeru. 

Wówczas oszust kontaktuje się z odbiorcą przelewu, twierdząc, że "doszło do pomyłki" przy wpisywaniu numeru telefonu i prosi o zwrot środków. Prosi przy tym o odesłanie środków na inny numer telefonu lub też konto. 

Wtedy zdajemy sobie sprawę, że padliśmy ofiarą oszustwa

Oszustwo wychodzi na jaw, gdy kupujący po kilku dniach od przelania środków nie otrzymuje towaru i zgłasza sprawę policji lub platformie sprzedażowej. Jak zaleca cytowany przez dziennik Marcin Daszkiewicz, specjalista od mechanizmów antyfraudowych w Provident, "jeżeli ktoś prosi o zwrot, to niech zgłosi się do swojego banku, wtedy bank poprosi o oddanie pieniędzy". 

Gorszą, choć dopuszczalną formą, jest zwrot na numer telefonu, z którego przyszedł blik. Obecnie Unia Europejska próbuje przeforsować nowe regulacje, które nałożą na zarządców platform e-commerce nowe obowiązki i odpowiedzialności mające na celu ochronę konsumentów.