Sądowego zakazu ewentualnej sprzedaży tygodnika "Wprost" domaga się adwokat ministra transportu Sławomira Nowaka. Mecenas Roman Giertych dodał, że w pozwie, jaki złożył w sądzie, mowa jest również o przeprosinach, które miałby się pojawić w mediach. Ich publikacja kosztowałaby wydawcę tygodnika 30 mln zł.

Skąd taka gigantyczna kwota? Jak tłumaczył Roman Giertych, jego klient, czyli minister Sławomir Nowak, przez publikację "Wprost" znalazł się na czołówkach wszystkich serwisów informacyjnych. Rozpisywały się o nim również gazety i portale internetowe. Np. Wiadomości TVP poświęciły ministrowi transportu w jednym ze swoich wydań trzy minuty. A zatem mamy prawo jako strona powodowa domagać się np. 3-minutowych przeprosin w czasie antenowym tuż przed Wiadomościami - powiedział mecenas. Jak podkreślił, w pozwie domaga się też nakazu przeprosin ministra Nowaka w wielu innych mediach. "Wprost" bezzasadnie sugerował przyjmowanie przez ministra transportu korzyści majątkowych przy kontraktach - tłumaczy Roman Giertych i przy okazji nie wyklucza pozwania autorów tekstu oraz redaktora naczelnego tygodnika.

Minister grozi pozwami

Centralne Biuro Antykorupcyjne bacznie przygląda się ministrowi transportu Sławomirowi Nowakowi. Jak ustalił reporter RMF FM Krzysztof Zasada, to efekt ostatnich publikacji dziennikarskich na temat Nowaka, ale także własnych informacji biura. czytaj więcej

Pod koniec kwietnia "Wprost" napisał, że Sławomir Nowak ma koleżeńskie układy z biznesmenami zarabiającymi na kontraktach z państwowymi firmami i doradzającymi PO. Tygodnik opisał m.in. wizyty ministra w ekskluzywnym klubie w Warszawie, gdzie był zapraszany przez osoby związane ze spółką CAM Media. Według autorów artykułu firma dzięki kontraktom z państwowymi spółkami i instytucjami rządowymi zarobiła miliony zł. Z jej usług korzystało m.in. MSZ, Ministerstwo Rozwoju Regionalnego, PGE, PKP, Poczta Polska, Ruch i Totalizator Sportowy. W artykule mowa była też o tym, że minister wymieniał się z jednym z biznesmenów zegarkami.

Sławomir Nowak zapowiedział wtedy, że skieruje sprawę do sądu, bo tygodnik naruszył jego dobre imię. Powiedział, że artykuł ma charakter insynuacyjny i oparty został na zestawieniu plotek z faktami. Napisał, że nigdy nie ułatwiał ani nie pomagał w prowadzeniu biznesu, zdobywaniu zleceń lub kontraktów żadnej firmie. "Co do zegarków, które w artykule tak ekscytują autorów i mają być ilustracją moich niejasnych powiązań, chcę oświadczyć, że oddam je tygodnikowi "Wprost", po cenach, które zadeklarował w artykule (poza prezentem - pamiątką od żony i rodziców), a całkowity dochód z tej transakcji przeznaczę na wsparcie fundacji opiekujących się ofiarami wypadków drogowych" - napisał w oświadczeniu.