"To nawet nie Hiszpania. Spędziłem na morzu ok. 10 dni z jedną osobą. Wydawało mi się, że trochę prywatności będzie można uzyskać, żeglując po oceanie. Okazuje się, że nawet tam niestety ktoś robi zdjęcia, co nie jest przyjemne. Ale wakacje się udały" - stwierdził w Porannej rozmowie w RMF FM były minister zdrowia Łukasz Szumowski, odnosząc się do zdjęć opublikowanych po jego odejściu z rządu przez jeden z tabloidów. "Spędziliśmy ponad 100 godzin, żeglując. Na ląd zeszliśmy tylko raz - i to na wysepkę, z tego, co wiem, nie było ani jednego przypadku koronawirusa. Byliśmy we dwóch, więc było bezpiecznie" - dodał.

Jak przekonywał Szumowski, jacht, na którym wypoczywał, nie był luksusowy. Bardzo dzielna jednostka, świetnie sobie radzi w dużych falach i w dużym wietrze. Ma raptem 12 metrów, dwie kajuty i 20 lat - wyliczał były minister zdrowia. 

Zawodowym posłem nie będę. Będę pracował w instytucie, w klinice jako lekarz - zapewnił w Porannej rozmowie w RMF FM Łukasz Szumowski. Do końca kadencji jestem posłem. Będę mógł się skupić bardziej na moim okręgu. Do tej pory jako minister, szczególnie w okresie koronawirusa, swoje poselskie obowiązki - wizyty w regionie, rozmowy z ludźmi, mocno zaniedbałem - przyznał. 

Czy groźniejsza? To jest słowo trudne i nie wiem, czy odpowiednie. Z jednej strony mamy ryzyko grypy i koronawirusa razem wziętych, a z drugiej strony mamy już wypracowane narzędzia: bardzo dużą liczbę laboratoriów, odpowiednią liczbę testów, miejsca w szpitalach jednoimiennych, oddziałach zakaźnych, wiedzę, jak postępować z pacjentami, miejsca izolacji w szpitalach normalnych - mówił w Porannej rozmowie w RMF FM Łukasz Szumowski pytany o to, czy druga fala koronawirusa będzie groźniejsza od pierwszej. Z jednej strony mamy ryzyko dwóch chorób, a z drugiej mamy już system przygotowany do tego, żeby działać - zauważył.

Chodzą moje dzieci do szkoły - wszystkie oprócz najstarszego, który jest studentem. Nie ma na razie sygnałów, żeby ktoś w szkole miał koronawirusa - mówił w Porannej rozmowie w RMF FM były minister zdrowia. To, że szkoły przechodzą szybko na pracę zdalną to bardzo dobrze. W porozumieniu z Inspekcją Sanitarną mają taką możliwość, mogą zastosować te środki i dobrze, że wykorzystują te narzędzia - ocenił gość Roberta Mazurka. 

Pełna treść rozmowy:

Robert Mazurek, RMF FM: Dzień dobry. Moim gościem jest profesor, poseł, celebryta. Były minister zdrowia Łukasz Szumowski.

Łukasz Szumowski: Na pewno celebryta to jest określenie, które nie pasuje. Nie ta waga, nie ten wiek.

Ale proszę pana, zainteresowanie tabloidów właśnie iście celebryckie. Podziwialiśmy pański tors na zdjęciach z Polski, z Hiszpanii. Nie wiem, gdzie pan tam jeszcze był. Jak się udały wakacje?

To nawet nie Hiszpania. Ja po prostu spędziłem na morzu około 10 dni z jedną osobą i niestety wydawało mi się, że trochę prywatności będzie można uzyskać, żeglując po oceanie. Okazuje się, że nawet tam niestety ktoś robi zdjęcia, co nie jest przyjemne. Ale wakacje się udały, spędziliśmy naprawdę wiele, wiele godzin, ponad 100 godzin, żeglując. Na ląd zeszliśmy tylko raz. Na wysepkę, z tego co wiem, to chyba nie było ani jednego przypadku koronawirusa. Byliśmy we dwóch, więc było bezpiecznie.

Zdjęcia sugerowały, że to wspaniały jacht oceaniczny. Pełen luksusów. Cóż, nie każdy ma właśnie takie wakacje.

 (śmiech) To pokazuje wiedzę i rzetelność, bo jacht oczywiście wspaniały, bardzo dzielna jednostka. Świetnie sobie radzi w dużych falach, przy dużym wietrze, ale ma raptem 12 metrów, dwie kajuty i 20 lat, ale jest cudownym jachtem, który przepłynął ocean. Tylko do luksusu może na dwie osoby... To można powiedzieć, że jest wygodnie, o tak.

Dobrze. A kiedy wraca pan do pracy? Tak a propos jeszcze właśnie wakacji.

Właśnie już odwiedziłem Instytut Kardiologii i zacząłem rozmawiać, jak to ma wyglądać, co tam się dzieje. Bo przecież dawno nie byłem. Niedługo będę pewnie do takiej już zawodowo czynnej pracy wracał.

Nie martwi pana zapaść w kardiologii spowodowana koronawirusem? Jak słyszymy, zdiagnozowano o 1/3 przypadków zawału serca mniej niż rok temu, co oznacza, że ci ludzie po prostu nie poszli do lekarza.

Tak. To jest problem, który... Zresztą apelowałem jako jeszcze minister zdrowia, żeby zgłaszać się, że naprawdę bezpiecznie jest zgłosić się z bólem w klatce piersiowej do szpitala. (Lepiej - red.) niż siedzieć w domu i ryzyko zakażenia koronawirusem w takiej sytuacji jest mniejsze i mniej ważne niż ból w klatce piersiowej. To jest groźne, że ludzie się nie zgłaszają. Kolejny raz będę apelował, jeżeli tylko boli nas w klatce, jeżeli tylko ten, ból jest promieniujący do żuchwy, barku, do lewego ramienia, za mostkiem: naprawdę dzwonimy na pogotowie, bo to może być groźna sytuacja, może być zawał.

Panie pośle, pan będzie posłem PiS jeszcze?

Cały czas jestem, oczywiście.

Był pan też ministrem.

Tak i zostaję w klubie. Natomiast zawodowym posłem nie będę, będę pracował normalnie u siebie w instytucie, w klinice jako lekarz.

To rozwiejmy pewne wątpliwości: czy do końca kadencji będzie pan tym posłem, czy nosi pan z zamiarem zrezygnowania?

Nie, nie. Do końca kadencji oczywiście. Jestem posłem, powinien zostać posłem i będę mógł się skupić w tej chwili bardziej na moim okręgu, dlatego że do tej pory jako minister szczególnie w okresie koronawirusa muszę powiedzieć, że te swoje poselskie obowiązki, czyli wizyty w regionie, rozmowy z ludźmi, mocno zaniedbałem.

Panie ministrze, czy druga fala koronawirusa, której się spodziewamy, będzie groźniejsza niż ta pierwsza? Ta wiosenna?

Łukasz Szumowski

Czy groźniejsza, to jest słowo trudne i nie wiem, czy odpowiednie. Z jednej strony mamy ryzyko grypy i koronawirusa razem wziętych, a z drugiej strony mamy już wypracowane narzędzia, czyli bardzo dużą liczbę laboratoriów, odpowiednią liczbę testów, miejsca w szpitalach jednoimiennych, oddziałach zakaźnych, wiedzę jak postępować z pacjentami, miejsca izolacji w szpitalach normalnych. Więc z jednej strony mamy ryzyko dwóch chorób, a z drugiej strony mamy już system, jakby nauczony, przygotowany do tego, żeby działać.

Mówi pan o dwóch chorobach, ta druga to grypa. Lekarze rodzinni alarmują, że szczepionki na grypę wykupione, że w zasadzie, nawet jeśli ludzie chcieliby się szczepić - do czego oni namawiają - to nie bardzo jest czym.

Jeszcze nie wszystkie są w sprzedaży. Pamiętajmy, że często nawet w październiku niektóre firmy wypuszczają szczepionki. Jeszcze jak byłem w ministerstwie, mieliśmy sygnał od jednej z firm, że ich szczepionka dopiero będzie w październiku. To kwestia szybkości produkcji na tego wirusa, który akurat w tym sezonie grypy jest.

A pan się zaszczepi przeciwko grypie?

Oczywiście tak. Tak. Cała rodzina zresztą. Dzieci. Tak, szczepimy się.

A propos dzieci, pan się nie boi posyłać dzieci do szkół? Słyszymy, że 80... ta liczba rośnie i zmienia się, ale kilkadziesiąt szkół w Polsce już przeszło na nauczanie zdalne. A w zasadzie każdy rodzic, z którym rozmawiam mówi tak: "na razie chodzą do szkoły, ale nie wiadomo, jak długo jeszcze".

Chodzą moje dzieci do szkoły. Wszystkie oprócz najstarszego, który jest studentem. Nie ma na razie sygnałów, żeby ktoś w szkole miał koronawirusa, ale to co pan redaktor mówi, czyli to, że szkoły przychodzą szybko na pracę zdalną, to bardzo dobrze. Bo po te regulacje, ten system tak został zrobiony, że w porozumieniu z Inspekcją Sanitarną mają taką możliwość, mogą zastosować te środki i dobrze, że wykorzystują te narzędzia.

Jedna rzecz. Czy ktokolwiek z PiS z panem rozmawiał, czy nikt do pana nie ma z partii pretensji, że opuścił pan tonący okręt przestając być ministrem?

Rozmawiałem z panem prezesem na ten temat, rozmawiałem z premierem. Myślę, że tutaj... Z wieloma posłami również rozmawiałem. Myślę, że wszyscy mają świadomość, jakie były powody i nie słyszałem, żeby ktoś miał pretensje, a w każdym razie nie wyrażał do mnie jej wprost.

Panie ministrze, 7 sierpnia w Wirtualnej Polsce mówił pan, że "w takiej sytuacji, jaką mamy, nie można w ogóle rozmawiać o opuszczeniu okrętu. Akurat jestem żeglarzem i sternikiem. Wiem, że takich rzeczy się nie robi". 7 sierpnia było 800 przypadków, 13 osób zmarło. Dokładnie 11 dni później pan podaje się do dymisji, gdy mamy 600 przypadków, niewiele mniej i w zasadzie tyle samo przypadków śmiertelnych - 11 osób zmarło. A dwa tygodnie po tamtej rozmowie, kiedy pan mówił, że w ogóle nie można mówić o tym, żeby podawać się do dymisji, znajdujemy pana gdzie? Na Fuertaventurze.

Na jachcie, na jachcie. Na Fuertaventurze...

Ile warte są słowa Łukasza Szumowskiego?

Panie redaktorze, już za to publicznie przepraszałem. Jeszcze raz mogę przeprosić. Nie można publicznie, w mediach, dyskutować terminu odejścia. Ja już znałem... Wtedy jeszcze chyba nie znałem konkretnego dnia, ale wiedziałem, że to się stanie wkrótce. Natomiast niestety w tej dyskusji publicznej, medialnej o rekonstrukcji, o dymisjach, niestety każdy normalny minister, jeżeli taką ma umowę z osobami głównymi w państwie, no to nie zdradza szczegółów.

To może teraz pan też nie chce zdradzić nam szczegółów.

Ja już nie jestem ministrem. Jestem posłem.

Ale jest pan posłem.

Poseł jest zupełnie czym innym. Poseł decyduje o sobie.

Zapewnia pan, że będzie do końca kadencji, ale może się zaraz okazać, że panu kadencja kończy się nie wiem, w marcu.

Nie, nie. Poseł decyduje o sobie, wybierają go bezpośrednio ludzie. Rząd jest zupełnie czym innym. Jestem po prostu wtedy urzędnikiem, który jest częścią machiny, częścią aparatu takiego bardzo szybko pędzącego. Trudno, żebym nagle samodzielnie uprawiał politykę medialną i decydował o tym, kiedy będą rekonstrukcje lub nie.