Tarcza jest potrzebna Europie, a nie Ameryce - przekonywał dziś w Warszawie Daniel Fried, były amerykański ambasador w Polsce. Odpowiedź dla strony amerykańskiej w sprawie tarczy antyrakietowej będzie gotowa w przyszłym tygodniu - zapowiedział z kolei we Wrocławiu minister obrony Aleksander Szczygło.

Amerykańska propozycja umieszczenia w Polsce i Czechach elementów tarczy antyrakietowej może zrodzić nowe partnerstwo z państwami regionu, ale też sprowokować spiralę nieporozumień - ostrzega w dzienniku "Washington Post" były minister obrony narodowej Radosław Sikorski. czytaj więcej

Fried, obecnie ważna figura w amerykańskiej dyplomacji przekonuje, że tarcza to doskonały interes przede wszystkim dla Polski i innych krajów europejskich.

Na tarczy ma skorzystać przede wszystkim Europa – przekonuje Fried. System zbudowany i zainstalowany w Europie będzie rakietowym parasolem właśnie dla państw starego kontynentu. Daniel Fried, czyli de facto osoba numer trzy w amerykańskim Departamencie Stanu, zaprezentował dziś w Warszawie zupełnie inną filozofię podejścia do tarczy niż mamy ją w Polsce.

Przekonywał, że Ameryka mając za cel ochronę własnego terytorium mogłaby zainstalować rakiety w dużo lepszych miejscach. Chce zainstalować tu przede wszystkim po to, aby bronić swoich europejskich sojuszników: System o zainstalowaniu, którego chcemy rozmawiać z Polską, nie jest systemem zaprojektowanym, by chronić Stany Zjednoczone. Ameryka może chronić się bez jakichkolwiek instalacji w Polsce, czy Czechach - mówił Fried:

Nie może być sojuszników drugiej kategorii. Nie pozwolimy na to, żeby byli sojusznicy kategorii B -dodawał Fried. Ale choć tarcza ma nam dać status sojusznika kategorii A i być również europejskim parasolem ochronnym dla bliskowschodnich i irańskich rakiet, Fried nie odmawia nam prawa do żądania dodatkowych korzyści. Mówi, że Polska jest suwerennym krajem, który śmiało może stawiać Stanom Zjednoczonym twarde warunki negocjacyjne.

Konrad Piasecki, RMF FM