"Te samoloty były dość intensywnie eksploatowane" - mówi w rozmowie z RMF FM major Michał Fiszer pytany o katastrofę MIG-a 29, który rozbił się koło Pasłęka. Pilot nie przeżył wypadku. Myśliwiec był jednym z samolotów, które w 2003 roku Niemcy przekazały Polsce za symboliczne 1 euro.

Służby w pobliżu miejsca katastrofy /Tomasz Waszczuk /PAP

Te samoloty były dość intensywnie eksploatowane. Niemcy używali ich dość mocno do wszelkiego rodzaju ćwiczeń - tłumaczy w rozmowie z RMF FM major Michał Fiszer, pilot i ekspert wojskowy. One były używane bardzo intensywnie. Manewrowały, kręciły akrobacje itd. - dodaje. Niemcy ich używali bardzo mocno do ćwiczenia manewrowych walk - podkreśla. 

Fiszer przyznaje, że maszyny przekazane Polakom zostały gruntownie wyremontowane. One wszystkie przeszły remont w Bydgoszczy, zostały dokładnie sprawdzone i okazało się, że niektórych z nich się nie opłaca remontować. Tylko część z nich przywrócono do służby - niektóre trafiły jako eksponaty szkoleniowe do Dęblina itd. - opowiada. Te, które wyremontowano, nadawały się do użytku. W lotnictwie nie dopuszcza się do lotów samolotów, które są wątpliwej jakości - zastrzega. 

Według Fiszera, wcześniejsza intensywna eksploatacja samolotu raczej nie powinna mieć wpływu na katastrofę, maszyny są bowiem na bieżąco sprawdzane i serwisowane. Zawsze jest jednak możliwość, że ktoś popełnił błąd. Znaczenie może mieć też zmęczenie materiału lub zdarzenie losowe. 

Ten samolot mniej więcej cały uderzył w ziemię. Nic nie odpadło, nic się nie rozpadło - zauważa ekspert. Jednocześnie przyznaje, że na razie ujawniono za mało danych, by jednoznacznie przesądzać o okolicznościach tego zdarzenia. Fiszer ocenia, że PKBWL powinna wrócić do prezentowania cząstkowych wyników dot. takich katastrof. 

(mn)