Nikt nie zapłacił i nie zapłaci mandatu za przekroczenie prędkości błędnie wykazane przez odcinkowy pomiar prędkości na autostradzie A6 koło Szczecina - zapewnia Główny Inspektorat Transportu Drogowego. Na początku maja przez kilkadziesiąt godzin urządzenia zawyżały prędkość pojazdów. Wysłano 1993 wezwania w związku z wykryciem wykroczeń drogowych.
- Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na rmf24.pl.
Jak zapewnia Marek Kąkolewski wiceszef Inspektoratu, który zawiaduje też systemem CANARD (Centrum Automatycznego Nadzoru nad Ruchem Drogowym) odpowiedzialnym za fotoradary, po stwierdzeniu błędu postępowania o wykroczenia prowadzone w ITD zostały zamknięte, a kierowcom wysłano kolejne pisma - tym razem z informacją o umorzeniu spraw.
Około 600 pism trafiło do firm leasingowych, których samochody miały jechać za szybko. Jak mówi wiceinspektor, jeśli te firmy poniosły jakieś koszty, będą im zwrócone przez firmę, która obsługuje urządzenia. Okazało się bowiem, że powodem problemu był błąd pracownika tej firmy związany z nieprawidłowym wpisaniem danych do systemu obliczającego średnią prędkość pojazdów na odcinku kontrolnym.
Mogę po ludzku przeprosić za niedogodności tych wszystkich, którzy poczuli się źle, ale zapewniam, że nikt nie zapłacił i nie zapłaci mandatu za tamte wykroczenia - mówi Marek Kąkolewski, który jest też szefem CANARD. Stwierdził, że sprawa jest wyjaśniona i uważa ją za zamkniętą.
Jak dodaje, gdy uzyskał informacje o błędnych pomiarach na autostradzie koło Szczecina, zlecił kontrolę odcinkowych pomiarów prędkości w całym kraju. Jak wynika z tych działań - wszystkie systemy działają bez błędów. Teraz więc wszystko w rękach kierowców, aby jeździli zgodnie z przepisami, a nie będzie żadnych problemów - dodał Kąkolewski.


