Opóźnienia w budowie nowych i rozbudowie istniejących elektrowni mogą wywołać bolesny kryzys energetyczny - ostrzega prezes Polskich Sieci Elektroenergetycznych. Do 2020 roku musimy wygasić stare bloki produkujące aż 3,5 tysiąca MW prądu. Dziennie zużywamy maksymalnie 22 tysiące MW.

Opóźnienia w budowie nowych i rozbudowie istniejących elektrowni mogą wywołać bolesny kryzys energetyczny /Marcin Obara /PAP
"Za rok problemy z prądem będą dużo poważniejsze"

Za rok będziemy mieli potężny kryzys na rynku prądu - ostrzega prezes Polskich Sieci Elektroenergetycznych Henryk Majchrzak. Wyjaśnia, że grozi nam potężny deficyt - powinniśmy wyłączyć stare elektrownie, ale nowe są budowane zbyt wolno, a w dodatku jest ich zbyt mało. czytaj więcej

Rząd przewiduje, że do 2020 roku nowe bloki dadzą nam dodatkowych niemal 6 tysięcy MW. Między innymi we Włocławku, Stalowej Woli, Kozienicach, Opolu, Płocku i Jaworznie. Teoretycznie to powinno wystarczyć, by uniknąć kryzysu energetycznego. W praktyce jest znacznie gorzej. Mamy potężne opóźnienia w budowie bloków - na przykład o 2 lata w Stalowej Woli jest już spóźniona o 2 lata, nie wspominając o ślimaczącej się budowie elektrowni atomowej. Mocy przybywa zatem powoli, a zapotrzebowanie rośnie. 

Zapotrzebowanie w okresie zimowym rośnie nieco wolniej, ale rośnie. W okresie ostatnich 10 lat to zapotrzebowanie wzrosło o 11 procent, a latem aż o 25 procent - wylicza prezes Polskich Sieci Elektroenergetycznych Henryk Majchrzak.  

Rząd jednak o tym zdaje się nie myśleć. I to nie tylko w ogniu kampanii wyborczej - zauważa nasz reporter Krzysztof Berenda. 

(mal)