Polska skorzysta na obecnym statusie obserwatora w Radzie Pokoju - mówił po pierwszym posiedzeniu Rady szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej Marcin Przydacz. Zaznaczył, że wobec Polski nie kierowano żadnych oczekiwań.
- Polska uczestniczyła w pierwszym posiedzeniu Rady Pokoju w Waszyngtonie jako obserwator.
- Spotkanie zgromadziło przedstawicieli 49 państw, głównie w roli obserwatorów; kilkanaście krajów reprezentowały głowy państw lub szefowie rządów.
- Polskę reprezentował szef Biura Polityki Międzynarodowej Kancelarii Prezydenta RP, Marcin Przydacz.
- Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na rmf24.pl.
W czwartek w Waszyngtonie odbyło się pierwsze posiedzenie Rady Pokoju, czyli nowej organizacji założonej i kierowanej przez prezydenta USA. Spotkanie zgromadziło przedstawicieli 49 państw, w tym w większości w charakterze obserwatora. Kilkanaście krajów było przedstawionych na szczeblu głowy państwa lub szefa rządu.
Polska reprezentowana była przez szefa Biura Polityki Międzynarodowej Kancelarii Prezydenta RP Marcina Przydacza w charakterze obserwatora.
Podczas briefingu prasowego po inauguracyjnym spotkaniu Rady Pokoju Marcin Przydacz określił swój udział w wydarzeniu jako inwestycję w relacje z USA, a także gest solidarności z innymi państwami Europy Środowej i Wschodniej, które również wysłały przedstawicieli na wysokim szczeblu.
Prezydent Karol Nawrocki uznał, że aby móc kiedyś w przyszłości także oczekiwać zainteresowania naszych partnerów i sojuszników Europą Wschodnią, tym, co się dzieje wokół Ukrainy (...) warto pokazywać swoje zainteresowanie także w innych tematach (...) bo może się zdarzyć taki moment, kiedy to my będziemy potrzebowali aktywności naszych partnerów i sojuszników - powiedział.
Jak zaznaczył, jego obecność w Waszyngtonie była więc w interesie Polski. Na ten moment myślę, że ten status, który wywalczyliśmy, czyli status obserwatora (...) ten status na pewno Polsce się przysłuży. Co przyszłość pokaże, zobaczymy. Jak wszyscy wiemy, aby móc przystąpić do organizacji, potrzebne jest tutaj przegłosowanie pewnej legislacji na poziomie parlamentu - dodał.
Przydacz podkreślił, że wobec Polski nie kierowano żadnych oczekiwań dotyczących jakichkolwiek opłat lub wysłania wojsk do Strefy Gazy.
Dopytywany, dlaczego na spotkanie Rady Pokoju nie przyjechał sam Nawrocki, szef BPM powiedział, że ma on częsty kontakt z prezydentem USA Donaldem Trumpem i nie może brać udziału w każdym wielostronnym spotkaniu.
Równie dobrze mógł tutaj się pojawić przedstawiciel rządu (...) ale z jakiegoś powodu Kancelaria Premiera nie odpowiadała pozytywnie (...). Być może było też tak, że dostali sygnały z Białego Domu, że nie są do końca mile widziani - powiedział. Oskarżył też rząd o antyamerykanizm i "podlizywanie się Berlinowi i Brukseli".
Przydacz poinformował, że na marginesie posiedzenia Rady odbył rozmowę z sekretarzem stanu USA Markiem Rubio, którego zaprosił do Polski. Jego rozmówca miał odpowiedzieć na zaproszenie pozytywnie.


