Jeszcze wyższego podniesienia progu chce Polska 2050. Chcemy, żeby to było 140 tys. zł. Nasza propozycja jest od dawna znana. Mam nadzieję, że w toku tych prac uda się po prostu odnaleźć kolejne pieniądze – mówił RMF FM poseł Marek Krawczyk.
Katarzynę Pełczyńską-Nałęcz komunikat premiera ucieszył.
„No i jednak jest podwyższenie progu podatkowego i dociążenie wielkich korpo. Nauczyciele, ratownicy, ciężko pracujący Polacy dostaną ulgę i większą sprawiedliwość podatkową! I po co było tyle niedasizmu i wyrzekania na Polskę 2050 jak to śmie się tych zmian domagać. Teraz czekamy na projekt ustawy, bo jak wiadomo diabeł tkwi w szczegółach. I dalsze zmiany: podatek cyfrowy (niech Meta zamiast szczuć na polski biznes uczciwie płaci w Polsce podatki), wyższa akcyza na alkohol przekazana na ochronę zdrowia. I chorobowe dla kobiet w ciąży płatne od pierwszego dnia przez ZUS” – napisała.
Najmocniej wybrzmiał komentarz Marka Sawickiego udzielony TVP Info. Problem polega na tym, że pan premier, który obiecał nam w 2023 roku kwotę wolną od podatku 60 tys. zł, a wicepremier emeryturę bez podatku, zaproponowali nam rozwiązanie cząstkowe, dzięki któremu zaledwie 3,5 mln podatników będzie miało niższe obciążenia podatkowe na poziomie 3500 zł – zaznaczył.
Sawicki plany premiera określił jako „rozczarowujące”. Premier powiedział, że to jest miara możliwości naszej koalicji po trzech latach. Jeśli tyle jest warta koalicja po trzech latach, to niewiele – ocenił. Dodawał, że propozycja premiera realizuje propozycję Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz zaledwie w 25 proc.
Poseł PSL-u zwrócił też uwagę na to, że więcej zapłacą firmy. Znów w mojej koalicji zwycięża lewicowa koncepcja zarzynania kur znoszących złote jaja. Trzeba przedsiębiorcom dołożyć podatki i wycisnąć jeszcze więcej, żeby realizować socjalne obietnice. Wydaje mi się, że jesteśmy na tym etapie rozwoju gospodarczego, że na dalsze prezenty socjalne państwa nie stać, a odzierać przedsiębiorców z ich dochodów i środków na inwestycję nie warto – tłumaczył.
Ryszard Petru z klubu parlamentarnego Centrum nie jest entuzjastą propozycji premiera. „Lepiej podatki upraszczać. A progi z inflacją waloryzować. Po prostu” – napisał na platformie X. W kolejnym wpisie zwrócił uwagę na zmieniającą się sytuację firm. „CIT 22 proc. dla firm powyżej 50 mln euro obrotu? To nie ‘korporacje’ — to ponad 4 tysiące polskich firm, które zatrudniają co trzeciego pracownika w tym kraju. Firmy, które planowały inwestycje na lata przy 19 proc. i w sierpniu dowiadują się, że od stycznia płacą 22 proc. Tak się nie zmienia zasad gry” – czytamy.
Anna Maria Żukowska z Lewicy stwierdziła, że kierunek zmian jest dobry. „Próg 32 proc. wzrasta do 150 k, a nie 130. Do tego jest progresja - dodatkowy próg na poziomie 130 k w wysokości 24 proc. Dobry kierunek zmian podatkowych” – zaznaczyła na X.
„Zaatakowali cały sektor gospodarczy”
Plan rządu krytykuje opozycja. Zbigniew Kuźmiuk z PiS podkreśla, że jego ugrupowanie nie zgodzi się na podwyższenie podatku CIT.
Premier Tusk i minister Domański zaatakowali cały sektor gospodarczy. Przecież to jest propozycja podwyżki podatku CIT o 3 punkty procentowe i znaczącej także podwyżki podatku ryczałtowego – mówił.
Do przedstawionych przez Tuska zapowiedzi odniósł się też szef gabinetu prezydenta RP. „Mamy skomplikowane podatki? Rząd chce je jeszcze bardziej skomplikować zamiast podnieść kwotę wolną tak, jak obiecywali w kampanii wyborczej. Nowa stawka PIT: 24 proc. i do tego wyższy CIT dla firm i niższy limit dla ryczałtowców. Krótko mówiąc: więcej liczenia, więcej zasad, więcej zamieszania” - napisał na platformie X Szefernaker.
Ocenił jednocześnie, że „można prościej” dokonać zmian w systemie podatkowym. Przypomniał, że prezydent Karol Nawrocki 8 sierpnia 2025 roku złożył projekt „PIT Zero. Rodzina na plus”.
Szefernaker wskazał, że prezydencka propozycja zakłada podniesienie progu podatkowego do 140 tys. zł dla wszystkich oraz brak PIT dla rodziców z co najmniej dwojgiem dzieci – do 140 tys. zł na osobę. „Propozycja Prezydenta Nawrockiego to prostsze podatki i więcej pieniędzy w kieszeniach Polaków” - napisał Szefernaker.
Mateusz Morawiecki zaprosił za to premiera na czwartek na godzinę 12:00 na „korepetycje z obniżania podatków”. „Pokażemy, jak poważne państwo podchodzi do ludzi, którzy pracują, rozwijają firmy i budują polski dobrobyt. Mniej gadania. Więcej konkretów” – czytamy we wpisie na platformie X.
Co o planie mówią ekonomiści?
Zdaniem głównego ekonomisty PKO BP Piotra Bujaka pakiet zmian jest mniej więcej neutralny dla budżetu państwa. Nie znamy szczegółowych zapisów ustawowych dotyczących przedstawionych zapowiedzi, a jedynie ogólne propozycje, więc trzeba ostrożnie podchodzić do liczb, ale według naszych wstępnych szacunków ogólny skutek fiskalny proponowanych zmian podatkowych powinien być neutralny dla deficytu sektora finansów publicznych, w okolicy 0 proc. PKB - powiedział ekonomista.
Przyznał, że wielu podatników odczuje korzyści zmian podatkowych. Rządowi w tej propozycji udało się pogodzić popularny społecznie pomysł waloryzacji progu podatkowego z koniecznością zapewnienia dyscypliny w finansach publicznych w minimalnym zakresie, czyli takim, który nie dopuszcza do wzrostu deficytu - ocenił Bujak.
To, co usłyszeliśmy, brzmi uspokajająco z punktu widzenia agencji ratingowych. W naszej ocenie te zapowiedzi, na tle wcześniejszych obaw o ewentualną waloryzację progu bez działań zapewniających dodatkowe dochody, redukują prawdopodobieństwo obniżenia ratingu Polski - wskazał ekonomista.
Jego zdaniem zapowiedź rządu nie oddala jednak całkowicie perspektywy pogorszenia oceny wiarygodności kredytowej naszego kraju. Ekonomista ocenił, że propozycja rządu może pozytywnie wpłynąć na wzrost polskiego PKB.
Proponowane zmiany ograniczają obciążenia podatkowe dla osób o niższych dochodach, zwiększając lekko obciążenia podatkowe dla osób o wyższych dochodach i dla dużych firm. Sytuacja sektora gospodarstw domowych ogółem powinna ulec przynajmniej minimalnej poprawie i te zmiany wydają się pozytywne dla perspektyw popytu konsumpcyjnego, w niewielkim stopniu, ale jednak - stwierdził.
Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich, członek rady nadzorczej ZUS oraz rady NFZ, poinformował na platformie X, że zmiany te w przypadku osób pracujących na standardowych umowach o pracę odczują zarabiający powyżej 11 tys. 880 zł brutto miesięcznie. Wskazał, że maksymalna korzyść wynosi 3,6 tys. zł w skali roku i dotyczy osób zarabiających więcej niż około 14 tys. 780 zł brutto miesięcznie.
„Średnio w skali miesiąca przekłada się to maksymalnie na 300 zł, jednak w praktyce efekt będzie kumulował się tylko w okresie 1-3 miesięcy w roku, podczas gdy w pozostałych miesiącach wypłata pracownika pozostanie bez zmian” - zauważył Kozłowski. Z załączonej przez niego grafiki wynika, że osoby zarabiające 12 tys. zł brutto miesięcznie zyskają 21 zł, a zarabiające 13 tys. zł - 178 zł miesięcznie.
Nowe progi podatkowe 2027? Oto, co ma się zmienić
W środę premier Donald Tusk wraz z ministrem finansów i gospodarki Andrzejem Domańskim zapowiedzieli pakiet zmian podatkowych. Głównym założeniem jest podniesienie progu podatkowego ze 120 do 130 tys. zł oraz wprowadzenie nowego progu dla osób zarabiających od 130 do 150 tys. zł ze stawką na poziomie 24 proc. Tym samym najwyższa stawka podatku, wynosząca 32 proc., będzie dotyczyła osób z zarobkami powyżej 150 tys. zł.
Premier przyznał, że propozycje te oznaczają wielomiliardowe koszty, dlatego rząd proponuje podwyżki niektórych podatków. Chodzi o: podniesienie CIT-u z 19 do 22 proc. dla podmiotów osiągających roczne przychody przekraczające 50 mln euro, czyli 200 mln zł; zwiększenie daniny solidarnościowej dla tych, którzy zarabiają ponad 1 mln zł rocznie do 5 proc. (czyli o 1 pkt proc.) oraz powrót do wcześniejszego limitu przychodów dla podatników ryczałtowych wynoszącego 250 tys. euro, czyli ok. 1 mln zł. Obecnie limit przychodów na ryczałcie to 2 mln euro.
