Statek-klinika aborcyjna "Langenort" wpłynie do portu we Władysławowie, jak tylko poprawi się pogoda - zapowiadają feministki z Fundacji "Kobiety na Falach". Na razie na Bałtyku panuje sztorm i kapitanat nie wydał zgody na wejście jednostki do portu. Statek cumuje na redzie.

Holenderskie feministki nie dają za wygraną. Jeśli statek nie wpłynie do portu we Władysławowie dziś, to wpłynie jutro - zapowiedziała podczas konferencji prasowej Rebecca Gompert, szefowa Fundacji "Kobiety na falach".

Przeciwnicy aborcji mówią jednak, że nie wpuszczą statku do portu. Chcą, by jednostkę aresztowano.

Ale także feministki nie dają za wygraną: mówią o zaletach aborcji i niezależności kobiet. Gompert zapowiedziała również, że statek kilka razy wypłynie na wody eksterytorialne. To mogłoby sugerować, że na jednostce zostaną przeprowadzone zabiegi aborcyjne. Pytana o szczegóły, ucięła jednak, mówiąc: To są kwestie bezpieczeństwa i jeszcze jedno takie pytanie, a przestaniemy rozmawiać.

Holenderski statek-klinika aborcyjna wciąż stoi na gdyńskiej redzie. W nocy "Langenort" wpłynął na teren portu, ale nie dobił do brzegu. Jednostka zawróciła i wycofała się na redę. Wcześniej statek próbował zawinąć do portu we Władysławowie, ale ze względu na sztorm, nie zgodził się na... czytaj więcej

Feministki – jak zapewniają – chcą edukować Polki z zakresu planowania rodziny i antykoncepcji. Pytane, jak zamierzają zapewnić bezpieczeństwo i anonimowość kobietom, które zdecydują się wejść na pokład statku-kliniki, odpowiadały, że mają pewne sposoby.

Przed konferencją prasową "Kobiet na falach" doszło do niemiłego incydentu. Holenderki zostały obrzucone jajkami przez – pikietujących przed Urzędem Miasta we Władysławowie – przeciwników przerywania ciąży. Przed urzędem pojawili się działacze i sympatycy Ligi Polskich Rodzin.

05:50