Będą trzy postępowania dyscyplinarne w związku z wtorkową tragedią, do jakiej doszło w trakcie obławy na tygrysa na warszawskim Tarchominie.

"Przyznajemy: popełniliśmy wiele błędów" - to słowa komendanta stołecznego Antoniego Kowalczyka po ujawnieniu wewnętrznego policyjnego raportu na temat wtorkowej obławy na tygrysa. Rozkazy padały w kompletnym bałaganie, nikt nie panował nad sytuacją, policjant, który oddał feralny strzał, zabijając weterynarza, nie powinien był strzelać w biegu. Nie było też koordynacji między policją a strażą miejską, weterynarzami a samozwańczymi, cywilnymi uczestnikami nagonki.

Postępowaniem zostaną objęci: dowodzący akcją, za nieudolne jej kierowanie, dyżurny komisariatu za zwłokę w wezwaniu pogotowia oraz policjant, który śmiertelnie postrzelił weterynarza. To ustalenia Inspektoratu Komendanta Stołecznego Policji. Najłagodniejsza kara jaka może spotkać policjantów to upomnienie, najpoważniejsza - zwolnienie ze służby. Oddzielne śledztwo w tej sprawie prowadzi prokuratura.

Cztrey dni temu z cyrku Korona uciekły trzy tygrysy. Dwa udało się zagonić do klatek. Podczas obławy na trzeciego, doszło do tragedii. Osaczony w lasku zwierz wymknął się ścigającym go ludziom. Tygrys rzucił się na lekarza weterynarii, który został wezwany na miejsce, by go uśpić. Kiedy mężczyzna, powalony na ziemię wstawał, trafiła go kula, wystrzelona w stronę tygrysa, przez biegnącego kilka metrów dalej policjanta.

Wiadomości RMF FM 11:45

Ostatnie zmiany 12:45