Parlament Europejski ostatecznie zatwierdził nowe unijne rozporządzenie o bezpieczeństwie dostaw gazu, które ma uchronić UE przed takim kryzysem, jaki wybuchł na przełomie 2008 i 2009 roku, gdy dostawy z Rosji zostały odcięte na dwa tygodnie. Zapisy rozporządzenia zostały wcześniej uzgodnione między sprawozdawcami PE a Radą UE, gdzie reprezentowane są rządy państw członkowskich.

Rozporządzenie zakłada m.in. że UE będzie zobligowana do działań mających zapobiec kryzysowi już na etapie wczesnego ostrzegania. Komisja Europejska będzie monitorować zgodność planów kryzysowych, a także koordynować działania względem państw trzecich w przypadku wystąpienia sytuacji kryzysowej. Na żądanie dwóch państw Komisja będzie musiała wprowadzić unijny stan kryzysowy. Rozporządzenie wprowadza zakaz łamania unijnego prawa konkurencji, w tym wpisywania do umów o dostawę surowca 'klauzul przeznaczenia'. Systemy przesyłowe mają być - w miarę możliwości - dwukierunkowe. Dzięki wybudowanym w przyszłości interkonektorom i umożliwieniu przepływu surowca w gazociągach w obu kierunkach, państwa mają pod okiem KE gwarantować wzajemny dostęp do swoich magazynów.

Zwłaszcza na tych trzech ostatnich zapisach Polakom bardzo zależało.

Celem nowego rozporządzenia jest lepsze przygotowanie krajów do odcięcia dostaw, tak by w ogóle nie dopuścić do wybuchu kryzysu, czyli odcięcia dostaw dla odbiorców. Kraje mają być gotowe na skutki zamknięcia ważnej instalacji (np. gazociągu) i być w stanie zrekompensować brak dostaw np. zapasami, by zagwarantować dzienne maksymalne zużycie (takie, jakie statystycznie zdarza się raz na 20 lat). Chronieni odbiorcy będą mieli zagwarantowane dostawy gazu nawet do 30 dni w przypadku awarii infrastruktury w zimie.

Nie udało się zawrzeć dwóch innych zapisów, o które dość mocno zabiegała Polska. Chodzi o uruchamianie mechanizmów solidarności energetycznej w momencie, gdy dostawy surowca do regionu spadną o co najmniej 10 proc. Zamiast niego jest zapis o tym, że o pomoc może zwrócić się każde państwo członkowskie, ale decyzja o uruchomieniu mechanizmów solidarnościowych należeć będzie do Komisji (nie będzie automatyczna). Polsce zależało też na wąskiej definicji odbiorców chronionych.

Zwłaszcza brak tego pierwszego zapisu jest - z punktu widzenia Polski - przykry. Nie udało się także wprowadzić sprawy bezpieczeństwa gazowego na wyższy, polityczny szczebel. Polakom chodziło o to, aby w razie kryzysu sprawy były rozwiązywane na szczeblu politycznym (bo przerwy w dostawach maja ich zdaniem takie wymiar), a nie tylko na szczeblu urzędników KE i Gazpromu, czyli technicznym.