"Inflacja może nam poszybować 20 proc., tak myślę. Zresztą to wiąże się z wewnętrzną sytuacją. To, że gospodarka rośnie w tempie 8 procent to jest chore, bo ona rośnie znacznie bardziej niż może i to jest oznaka przegrzania gospodarki, więc to tylko nasila inflację" – mówił były premier i były prezes Narodowego Banku Polskiego Marek Belka w rozmowie z Krzysztofem Ziemcem w RMF FM. Według naszego gościa należy zrobić wszystko, by złoty się wzmacniał, a ludzie zaczęli oszczędzać. "Narodowy Bank Polski powinien przeprowadzić wiele operacji emisji obligacji wysokooprocentowanych tak, aby ludzie wyciągali pieniądze spod poduchy, ze skarpety oraz z lokat bankowych, które są bardzo nisko oprocentowane, bo banki nie mają najmniejszego powodu, by zwiększać oprocentowanie. NBP mógłby te pieniądze zaabsorbować. Mniej pieniędzy na rynku to mniejszy nacisk na ceny" – tłumaczył.

Minister rodziny Marlena Maląg na jednej z konferencji prasowej powiedziała, że 14. emerytura to odpowiedź rządu na rosnącą inflację. To tak, jakbyśmy walczyli z alkoholizmem kolejną półlitrówką - mówił w RMF FM Marek Belka.

Według niego, za sporą część inflacji nie odpowiadają czynniki zewnętrzne, ale działania rządu i banku centralnego. Weszliśmy w okres pandemii z podwyższoną inflacją, mieliśmy przez dłuższy czas do czynienia z nieodpowiedzialną polityką pieniężną NBP, no i cały czas mamy do czynienia z podsypywaniem pieniędzy do rynku w czasie, gdy to jest kontrproduktywne - stwierdził.

Pytany o to, czy środki z Krajowego Planu Odbudowy zwiększą inflację, stwierdził, że to nie jest oczywiste. Te pieniądze będą dopływać nie natychmiast, tylko po pewnym czasie i według pewnego harmonogramu. Po pierwsze, są to w całości pieniądze inwestycyjne, które nie idą do nas do kieszeni na wydatki bieżące, a po drugie spowoduje to prawdopodobnie wzmocnienie złotego - ocenił gość Krzysztofa Ziemca.

Belka: Wszyscy w Brukseli aż przebierają nogami, żeby do Polski wysłać pieniądze z KPO

W internetowej części rozmowy Krzysztof Ziemiec zapytał, czy Polska może w ogóle nie dostać pieniędzy z Funduszu Obudowy? Może, ale wydaje mi się, że jest to bardzo mało prawdopodobne. Wszyscy w Brukseli aż przebierają nogami, żeby te pieniądze do Polski wysłać - odpowiedział prof. Marek Belka. Ekonomista stwierdził, że wstrzymanie środków z KPO jest efektem braku dobrej woli rządu Prawa i Sprawiedliwości. Dodał także, że Bruksela widzi drobne kroki, które wykonują rządzący, ale według naszego gościa polska władza, ciągle nie daje Komisji Europejskiej pretekstu, aby te pieniądze do nas trafiły.

W piątek informowaliśmy, że Komisja Europejska ponownie obcięła Polsce fundusze. Tym razem 42 mln euro za nierespektowanie wyroku TSUE, który nakazuje likwidację Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego. Pojawiło się więc pytanie, czy w obliczu tego co dzieje się za wschodnią granicą, KE nie karze Polski zbyt surowo. Europoseł Marek Belka odpowiedział: Polskę karze swoim istnieniem i swoimi rządami rząd Prawa i Sprawiedliwości. Polityk zauważył, że istnieje fundusz na pomoc uchodźcom i wystarczyłoby, żeby Polska zwróciła się o te środki. Jednak europoseł nie daje wiary w zapewnienia rządzących, że została podjęta próba przyznania nam pieniędzy na wsparcie ukraińskich uchodźców. Nie wierzę w to. Te pieniądze czekają i są do dyspozycji. I akurat tutaj żadnej warunkowości związanej z praworządnością nie ma - powiedział prof. Belka.

Belka: Wszyscy w Brukseli aż przebierają nogami, żeby do Polski wysłać pieniądze z KPO

W internetowej części rozmowy Krzysztof Ziemiec zapytał, czy Polska może w ogóle nie dostać pieniędzy z Funduszu Obudowy? Może, ale wydaje mi się, że jest to bardzo mało prawdopodobne. Wszyscy w Brukseli aż przebierają nogami, żeby te pieniądze do Polski wysłać - odpowiedział prof. Marek Belka. Ekonomista stwierdził, że wstrzymanie środków z KPO jest efektem braku dobrej woli rządu Prawa i Sprawiedliwości. Dodał także, że Bruksela widzi drobne kroki, które wykonują rządzący, ale według naszego gościa polska władza, ciągle nie daje Komisji Europejskiej pretekstu, aby te pieniądze do nas trafiły.

W piątek informowaliśmy, że Komisja Europejska ponownie obcięła Polsce fundusze. Tym razem 42 mln euro za nierespektowanie wyroku TSUE, który nakazuje likwidację Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego. Pojawiło się więc pytanie, czy w obliczu tego co dzieje się za wschodnią granicą, KE nie karze Polski zbyt surowo. Europoseł Marek Belka odpowiedział: Polskę karze swoim istnieniem i swoimi rządami rząd Prawa i Sprawiedliwości. Polityk zauważył, że istnieje fundusz na pomoc uchodźcom i wystarczyłoby, żeby Polska zwróciła się o te środki. Jednak europoseł nie daje wiary w zapewnienia rządzących, że została podjęta próba przyznania nam pieniędzy na wsparcie ukraińskich uchodźców. Nie wierzę w to. Te pieniądze czekają i są do dyspozycji. I akurat tutaj żadnej warunkowości związanej z praworządnością nie ma - powiedział prof. Belka.

Krzysztof Ziemiec: Czy grozi nam w tym roku recesja w Polsce?

Marek Belka: Nie.

Zaskoczył mnie tak jednoznaczną odpowiedzią, bo wielu ekonomistów wieszczy, że ten rok może być bardzo trudny pod koniec. Zresztą sąsiednie kraje też przewidują u siebie recesję.

No tak, ale Polska rośnie w tej chwili w tempie 8 procent. Więc jeżeli nastąpi spowolnienie, to do 3,5-4,5 proc. To jeszcze daleko do recesji.

Czyli nawet takiego kwartalnego chwilowego załamania poniżej zera nie będzie.

Nie przewiduję.

To jaką inflację przewiduje pan panie profesorze pod koniec tego roku. Mówiliśmy w Faktach o godzinie 8, że ceny zbóż wzrosły w taki sposób, że naprawdę zagraża to już nie tylko bezpieczeństwu światowemu, ale może być naprawdę duży kryzys, który wszyscy odczujemy.

To inflacja może nam poszybować blisko 20 procent, tak myślę. Zresztą to wiąże się także z naszą wewnętrzną sytuacją. To, że gospodarka rośnie o 8 proc. to jest chore, bo ona rośnie znacznie bardziej, niż może. I to jest oznaka przegrzania gospodarki, więc to tylko nasila inflację.

Mówi pan trochę tak, jak profesor Balcerowicz dwadzieścia parę lat temu.

Nie, to jest zupełnie inna sytuacja. Prof. Balcerowicz miał do czynienia z sytuacją załamania gospodarczego oraz bardzo wysokiej inflacji. Dzisiaj sytuacja jest całkowicie odmienna.

To wrócę jeszcze do inflacji. Jaka ona może być pod koniec roku i co zrobić, żeby była niższa?

Może być bardzo wysoka. Może być wyższa, niż wielu się spodziewa, czyli powiedzmy sobie nawet sięgać kilkunastu, no blisko 20 procent. Co można zrobić? Myślę, że po pierwsze trzeba wszystko czynić, żeby złoty się wzmacniał. Po drugie Narodowy Bank Polski powinien przeprowadzić wiele operacji emisji obligacji wysokooprocentowanych tak, aby ludzie wycofywali pieniądze spod poduchy, ze skarpety, ale także z lokat bankowych, które są bardzo nisko oprocentowane i banki nie mają najmniejszego powodu, żeby zwiększać to oprocentowanie. NBP mógłby te pieniądze zaabsorbować. Mniej pieniędzy na rynku oznacza mniejszy nacisk na ceny.

Nawet jeśli duża część tej inflacji to jest inflacja z importu, bo to są ceny surowców, ceny zbóż. To nie zależy tylko od nas, od Polski, od NBP, czy od polskiego rządu.

Na pewno tak, ale myślę, że to nie jest więcej niż 50-55 procent dlatego, że weszliśmy już w okres pandemii z podwyższoną inflacją. Przez dłuższy czas mieliśmy do czynienia z nieodpowiedzialną polityką pieniężną NBP. No i cały czas mamy do czynienia z podsypywanie pieniędzy do rynków w czasie, kiedy to jest akurat kontrproduktywne. "Naszą bronią przeciw inflacji jest czternastka" - zatriumfowała pani minister. To jest tak, jakbyśmy walczyli z alkoholizmem kolejną półlitrówką.

Ale wielu emerytów, którzy być może teraz pana słuchają, ma zupełnie inne zdanie na ten temat. "Czternastka" dla nich jest jak deszcz, na który czekają rolnicy.

Tylko że emeryci dostali zupełnie niedawno potężną podwyżkę swoich świadczeń, ponieważ ich emerytury, szczególnie te niższe, zostały całkowicie zwolnione od podatku.

A czy grozi nam stagflacja w tym roku, panie profesorze, czyli taki wariant, który jest dla gospodarki bardzo niekorzystny?

Nie. Powiedział już na początku. Ponieważ my rośniemy bardzo szybko - za szybko -  w związku z tym, jeżeli nastąpi spowolnienie, to w dalszym ciągu to będzie bardzo solidne tempo wzrostu gospodarczego. Nawet jeżeli to będzie według tych najbardziej pesymistycznych ocen, 3,5 proc. - ja nie jestem aż tak pesymistyczny, uważam, że będzie 4-4,5 proc. - to jaka to jest stagflacja?

A dlaczego taki szybki wzrost jest zły?

Dlatego, że oznacza to zawsze, że popyt globalny, czyli popyt w gospodarce, zarówno przedsiębiorstw, jak i państwa, ale także nas, gospodarstw domowych, przewyższa możliwości jego zaspokojenia. Jednym z symptomów takiego przegrzania, nadmiernego popytu, jest po pierwsze inflacja, ale też rosnący deficyt na rachunku obrotów bieżących, czyli mówiąc krótko więcej importujemy, niż eksportujemy. I to się właśnie w tej chwili dzieje.

Czy pieniądze z Krajowego Planu Odbudowy pomogą w walce z inflacją, czy wręcz zaszkodzą? No bo są takie opinie, że jeśli te pieniądze będą wpompowane do gospodarki, to one inflację jeszcze pobudzą.

No to jest dobre pytanie, bo oczywiście, że dodatkowy dopływ pieniądze na rynek prowadzi do nasilenia inflacji. Tylko, że te pieniądze będą pływać nie natychmiast, a po pewnym czasie i według pewnego harmonogramu. Po pierwsze są to w całości pieniądze inwestycyjne, czyli pieniądze, które nie idą do nas do kieszeni, na wydatki bieżące. A po drugie spowoduje to prawdopodobnie wzmocnienie złotego, co oznacza, że ten impuls inflacyjny z zagranicy będzie się przekładał słabiej na krajową inflację.

Czyli rząd dostanie w prezencie na tacy taki prezent w postaci impulsu, który pomoże.

Raczej nie rząd, tylko jeżeli dostanie, no to my wszyscy. 

Wszystko wskazuje na to, że ustawa o Sądzie Najwyższym będzie na najbliższym posiedzeniu Sejmu głosowana i pewnie przejdzie. Czy Komisja Europejska, zdaniem Pana, będzie czekać na koniec procesu legislacyjnego w Polsce? Bo wiadomo, że potem jest jeszcze Senat, podpis prezydenta. Czy przekaże nam te środki już teraz, od razu?

Nie przekaże. Powiedziała to pani von der Leyen od razu, że nastąpi formalna akceptacja dla Krajowego Planu Odbudowy. Natomiast wypłata środków uwarunkowana jest spełnieniem tych warunków podstawowych. Czyli to, o czym pan powiedział, likwidacja Izby Dyscyplinarnej. Po drugie przywrócenie do orzekania tych kilkunastu sędziów, którzy zostali z powodów horrendalnych zawieszeni. Ale także i to jest powiedziałbym najtrudniejsze do weryfikacji tzw. kamień milowy, czyli kryterium. Chodzi o to, żeby można było dyscyplinować, czyli karać sędziów za przestępstwa pospolite, ale nie za to, że kierują sprawę do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, za tzw. pytania prejudycjalne albo za to, co jest treścią ich orzeczeń.

Panie profesorze, a czemu w tej sytuacji Komisja Europejska nie przyśpieszy tego i nie pokaże dobrej woli? Wiadomo, że te pieniądze się przydadzą. Druga rzecz, mamy tak dużo uchodźców w Polsce i tutaj te pieniądze też byłyby potrzebne. A Zbigniew Ziobro, pytałem go w tym studiu, tydzień temu, mówił, że wystarczy do Komisji Europejskiej ta deklaracja, którą już teraz polski rząd przedstawił. Więc można odczytywać tę decyzję Komisji jako co najmniej troszeczkę złośliwą.

Bo rząd wszystko robi, żeby Komisja nie wierzyła temu, co mówi polski rząd, a już najmniej, co mówi minister sprawiedliwości. Poza tym, mieliśmy wczoraj horrendalną, kuriozalną wypowiedź marszałka Terleckiego. Który mówił, że ma nadzieję, że nie zostaną przywróceni do orzekania ci sędziowie, chodziło chyba np. o sędziego Tuleję, bo miał absurdalne orzeczenie. To jest właśnie łamanie praworządności. To nie jest niczyim prawem, aby określać, że jakiś wyrok czy jakieś orzeczenie jest absurdalne. Na to jest system prawny, w którym są odwołania i w systemie odwoławczym można to udowodnić. Natomiast nie ma to nic do rzeczy. Ani minister sprawiedliwości, ani nawet były marszałek nie może w tej sprawie się wypowiadać. To jest właśnie łamanie praworządności.