Marcin Zaborski pytał swojego gościa w Popołudniowej rozmowie w RMF FM, czy Ruch Biedronia dołączy do Koalicji Europejskiej. "Nie, nie widzę takiej potrzeby" - odpowiedział Krzysztof Gawkowski i dodał: "Mam wrażenie, że (Koalicja Europejska - przyp. RMF FM) to taki szantaż polityczny Grzegorza Schetyny (...). Polacy powinni mieć wybór, nie są skazani na PiS i Platformę".

Myślę, że Robert Biedroń jeżeli przyjmie mandat eurodeputowanego, to później zostanie polskim parlamentarzystą, a wierzę głęboko w to, bo uważam, że Ruch Biedronia dzisiaj ma naprawdę dużą szansę, żeby być w Polsce siłą polityczną, która będzie się liczyła, która rozbije duopol PiS-u i Platformy. Jego plan jest prosty, powiedział to dwukrotnie i ja cieszę się, że mam takiego lidera. Bycie polskim premierem, premierem, który może zmienić Polskę, może dać lepszą płacę minimalną i emeryturę minimalną, doprowadzić do tego, że w Polsce będziemy mieli lepsze, czystsze powietrze. Nie ma dzisiaj polityka, który podnosi takie ważne tematy, a Biedroń podnosi - powiedział w Popołudniowej rozmowie w RMF FM Krzysztof Gawkowski.

Podczas rozmowy został też poruszony temat startu Roberta Biedronia do Parlamentu Europejskiego. Polityk ogłosił, że jeżeli dostanie się europarlamentu, to później zrezygnuje z mandatu, by wystartować w polskich wyborach parlamentarnych. Marcin Zaborski pytał swojego gościa czy promocja ruchu Roberta Biedronia w ramach kampanii wyborczej do Parlamentu Europejskiego to coś, co zbuduje wiarygodność polityków ugrupowania. Myślę, że Robert Biedroń po pierwsze powie, kto będzie na liście wyborczej za nim startował do europarlamentu, a po drugie, uczciwe jest na kilka miesięcy przed kampanią wyborczą powiedzieć, jak będzie wyglądał plan polityczny przyszłego lidera partii politycznej. Chciałbym, żeby podobnie myśleli inni liderzy, którzy startują, rezygnują, przenoszą się... Czy to nie jest odwaga polityczna, że przy nowym ruchu politycznym jej lider mówi: "startuję teraz, będę zrzekał się z mandatu, ale robię to, bo mam plan polityczny, chcę być polskim premierem"? Dla mnie, dla polityka, który obserwował innych przez lata, to jest największa wiarygodność. Cieszę się, że mam takiego lidera - tak na pytanie odpowiedział Gawkowski.

"Nie wyobrażam sobie, że mógłbym być na jednej liście z Jerzym Buzkiem lub Kazimierzem Marcinkiewiczem "

"W komisji, która miałaby ocenić trzy lata rządów PiS, powinni zasiadać przedstawiciele wszystkich klubów parlamentarnych oraz autorytety, jak prezesi Sądu Najwyższego czy Trybunału Konstytucyjnego" - mówił w internetowej części Popołudniowej rozmowy w RMF FM Krzysztof Gawkowski z Ruchu Biedronia. "Nie możemy mówić, że się nic nie wydarzyło, że nie mieliśmy rządów Prawa i Sprawiedliwości. Wierzę głęboko, że uda się odsunąć PiS od władzy. Albo mówimy i rozliczamy to co się wydarzyło, albo klaszczemy i mówimy: w Polsce jest normalnie. Nie, nie jest normalnie" - podkreślał współpracownik Roberta Biedronia.

Gawkowski był też pytany przez Marcina Zaborskiego o wspólne listy wyborcze opozycji. "Osobiście nie wyobrażam sobie, że mógłbym być na jednej liście z Jerzym Buzkiem lub Kazimierzem Marcinkiewiczem albo z Romanem Giertychem. To jest dla mnie tak obce i abstrakcyjne, że już wolałbym w ogóle nie startować w wyborach" - dodawał gość RMF FM.

POSŁUCHAJ CAŁEJ ROZMOWY MARCINA ZABORSKIEGO Z KRZYSZTOFEM GAWKOWSKIM

Gość: Krzysztof Gawkowski

Marcin Zaborski, RMF FM: Po co ludzie startują w wyborach do Parlamentu Europejskiego?

Krzysztof Gawkowski: Chcą budować nowy ruch polityczny, bo mam wrażenie...

A ja myślałem, że po to, żeby zasiadać i pracować w Parlamencie Europejskim.

Panie redaktorze, ja wiem, do czego pan pije. Robert Biedroń jest liderem nowego ruchu politycznego. Ten nowy lider ruchu politycznego musi startować w wyborach do Parlamentu Europejskiego po to, żeby jego ruch polityczny miał także szanse zaistnieć w polskich wyborach. To jest uczciwe potraktowanie wyborców: powiedzenie, jak jest i jak będzie. 

Uczciwe byłoby startowanie w wyborach do Parlamentu Europejskiego po to, żeby zasiadać w Parlamencie Europejskim. Robert Biedroń mówi: ok, ja wystartuję, bo muszę się promować, ale potem zrzeknę się mandatu.

Panie redaktorze, podobne dyskusje słyszeliśmy we wrześniu 2018 roku, kiedy Robert Biedroń powiedział: nie będę startował na prezydenta Słupska. Będzie startowała wiceprezydentka, będę startował na radnego, ale później złożę mandat, dlatego że chcę budować blok polityczny krajowy. Wszyscy mówili: po pierwsze, prezydentka nie wygra w pierwszej turze. Po drugie mówili: Biedroń będzie startował i zrezygnuje z mandatu. Dostał najlepszy wynik w Słupsku w historii odrodzonego samorządu po 1990 roku.

Tenże Robert Biedroń często przekonuje, że "w polityce najważniejsza jest wiarygodność i uczciwość".

Oczywiście. To jest właśnie ta uczciwość.

Pytanie, czy taka kalkulacja i taka promocja ruchu politycznego w ramach kampanii wyborczej to jest właśnie coś, co buduje wiarygodność. Gdybym głosował na Roberta Biedronia, chciałbym, żeby Biedroń był europosłem, a nie Zielińska, Kowalski czy jakaś inna pani albo pan.

Myślę, że Robert Biedroń po pierwsze powie, kto będzie na liście wyborczej za nim startował do europarlamentu. Po drugie, uczciwe jest na kilka miesięcy przed kampanią wyborczą powiedzieć, jak będzie wyglądał plan polityczny lidera partii politycznej przyszłego. Chciałbym, żeby podobnie myśleli inni liderzy, którzy startują, rezygnują, przenoszą się. Czy to nie jest odwaga polityczna, żeby przy nowym ruchu politycznym jego lider, który mówi: startuję teraz, później startuję, będę zrzekał się mandatu, ale robię to, bo mam plan polityczny - chcę być polskim premierem... Dla mnie, dla polityka, który obserwował różnych polityków przez lata, to jest największa wiarygodność. Cieszę się, że mam takiego lidera.

Robert Biedroń przekonuje, że problemu w zasadzie nie ma, bo przecież będą wakacje i europarlament nawet się nie zbierze. O tym tak mówił w wywiadzie dla "Dziennika Gazety Prawnej". Problem polega na tym, że to jest absolutnie nieprawda. Wie pan, kiedy się zbiera europarlament po wyborach, kiedy jest zaprzysiężenie europosłów?

Dokładnie nie wiem, bo nigdy nie byłem eurodeputowanym.

Napisał o tym europoseł Bogdan Zdrojewski na Twitterze w odpowiedzi Robertowi Biedroniowi. Zaprzysiężenie będzie w lipcu, pierwsza sesja w Parlamencie Europejskim także w lipcu, nawet kolejna - jeszcze w lipcu.

Myślę, że Robert Biedroń, jeżeli przyjmie mandat eurodeputowanego to później, jak zostanie polskim parlamentarzystą, a wierzę głęboko w to, bo uważam, że ruch Biedronia dzisiaj ma naprawdę dużą szansę, żeby być w Polsce siłą polityczną, która będzie się liczyła, która rozbije duopol PiS-u i Platformy, będzie w polskim parlamencie zasiadał. Jego plan polityczny jest prosty. Powiedział o tym dwukrotnie. Cieszę się, że mam dzisiaj takiego lidera. Bycie polskim premierem, premierem, który może zmienić Polskę, który może zmienić i dać lepszą płacę minimalną, zwiększyć emeryturę minimalną, doprowadzić do tego, że w Polsce będziemy mieli lepsze, czystsze powietrze, reformę przeprowadzić polskiego górnictwa... Nie ma dzisiaj polityka, który podnosi takie odważne tematy. A Biedroń podnosi.

A propos premierów. Leszek Miller, Marek Belka, Włodzimierz Cimoszewicz stają dzisiaj razem z politykami Platformy Obywatelskiej. Wzywają i pana, i pana kolegów do tego, żebyście poszli razem do eurowyborów. Pójdziecie?

Przed chwilą pan pytał o to, czy to jest uczciwe w polityce. To ja zapytam jeszcze inaczej, też przewrotnie, o uczciwość. Jak będzie wyglądała grupa polityczna, z której parlamentarzyści tego bloku politycznego znajdą się w europarlamencie? Jeżeli nie mylę się, to później oni będą musieli iść do EPP, a może wszyscy będą w grupie politycznej z Orbanem. Nie wyobrażam sobie, jak to będzie wyglądało. Biedroń powiedział, że do eurowyborów startuje samodzielnie i nikt nie zmusi nas do tego - mam wrażenie, że to jest taki szantaż polityczny Grzegorza Schetyny, żebyśmy startowali na jednej liście. Nie! My mam jedną ideę. To jest idea, która wiąże się z tym, że Polacy powinni mieć wybór. Nie są skazani na PiS i Platformę i czas zakończyć tę wojnę polsko-polską.


Czyli Ruch Biedronia do Koalicji Europejskiej nie dołączy?

Nie, nie widzę takiej potrzeby. Z dwóch powodów. Po pierwsze, w eurowyborach nie może być tak, że wszyscy mieszają się poglądami i nawet nie będzie wiadomo, kto do jakiej grupy politycznej idzie.

Włodzimierz Cimoszewicz mówi: "Wszyscy, którzy podzielają wspólny punkt widzenia na temat Unii Europejskiej, powinni się jednoczyć". Pytanie, czy Ruch Biedronia ma jakiś zupełnie inny pomysł na Unię Europejską niż liderzy lewicy dawni?

Panie redaktorze, przed chwilą pan mnie pytał, a pan też jest świetnym redaktorem i wie doskonale, że europarlament jednak dzieli się na grupy i frakcje polityczne. To nie jest tak, że tam się nie ścierają poglądy. Ja panu opowiem, jak to wygląda. Jest frakcja największa - EPP - która dzisiaj rządzi i ma swojego przewodniczącego Komisji Europejskiej. Jest druga największa frakcja - socjalistyczna. W tej grupie mają inni startować. Ja dzisiaj mówię wyborcom lewicy - jest postępowy polityk, który będzie startował na samodzielnej liście i głosy wyborców lewicy nie muszą być zmarnowane. Mogą być oddane na Roberta Biedronia, bo to jest szansa na to, że Polska będzie miała reprezentację w grupie postępowych, lewicowych, socjalistycznych i tych wszystkich ludzi, którzy myślą o socjaldemokracji w europarlamencie.

Robert Biedroń mówi, że czas odnowić politykę. Kilka miesięcy temu w "Dzienniku Bałtyckim" mówił tak: "Zaproszę do pracy nad tym projektem najlepszych z najlepszych, ale nie kolegów i koleżanki z partii politycznych, bo ten projekt nie może składać się ze zdartych płyt". Tak mówi. Chwilę później na pokład zaprasza pana: jakby nie było, człowieka z partii politycznej. Wyjaśnijmy, bo pewnie nie wszyscy wiedzą... Już panu oddaję głos. Kilkanaście lat stażu w SLD.

Tylko.

Przez kilka lat sekretarz generalny SLD.

Tak.

Kandydat na szefa SLD.

Tak.

Ostatnio nawet wiceprzewodniczący SLD.

Tak jest.

Człowiek, który z partiami nie ma kompletnie nic wspólnego.

Byliśmy z Robertem Biedroniem wspólnie w SLD przez 14 lat. Znamy się i się lubimy.

I to nie są zdarte płyty?

Panie redaktorze, coś panu opowiem. Jestem bardzo życzliwy takim wypowiedziom. Mam 38 lat i z jednej strony się cieszę, a z drugiej smucę, bo to już sporo. W 1989 roku miałem 9 lat. Jak patrzę na te wszystkie spory Polek, Polaków, na to, co wywołała Platforma z PiS-em przez te 13 lat swoich rządów to odnoszę wrażenie, że jeżeli my jesteśmy zdartymi płytami - Biedroń i Gawkowski - to niech pan odpowie na pytanie przed naszymi słuchaczami: jakie te płyty dzisiaj wystąpiły na Koalicji Europejskiej Platformy?

Pytania będę zadawał jednak ja, a pan będzie odpowiadał - tak się umawiamy.

Z przyjemnością. Panie redaktorze. To nie były zdarte płyty? Jednak mówienie o tym, że pan premier Cimoszewicz, do którego odnoszę się z szacunkiem...

Ale to Robert Biedroń mówił, że nie będzie zdartych płyt - nie tamci politycy. Proszę nie odwracać kota ogonem. Idziemy dalej. Konkretne pytanie - wiadomość dla rolników, którzy nas słuchają i oglądają. Mówicie: trzeba podnieść składki KRUS - tak proponuje Robert Biedroń. Jak bardzo trzeba je podnieść?

Już odpowiadam. Myślę, że składki KRUS-u w drugim kolejnym roku rządów, czyli w roku 2021, powinny być podniesione o 30 procent.

To tak w pieniądzach licząc jak to będzie?

Miliard złotych.

W pieniądzach dla konkretnego rolnika?

Nie, dla konkretnego rolnika zaraz odpowiem, ale powiem jaki to jest przychód do budżetu.

Nie, nie. Słucha nas konkretny rolnik.

Około 60-50 zł.

Więcej?

Tak, to będzie taka wpłata i ona będzie oczywiście rosła. Dlaczego o tym mówimy? Dlatego że uważamy, że dzisiaj trzeba też godnie traktować rolnika z przyszłości. Jeżeli dzisiaj nie będą podniesione składki na KRUS i nie będziemy mówili o potrzebie reformy ZUS-u, to jeżeli dzisiaj młody Polak, 20-latek zaczynałby pracę, to on będzie dostawał w przyszłości - to są wyliczenia ministerstwa polityki społecznej - 40 proc. swojego wynagrodzenia. Wie pan, ile to będzie?

Tylko mówicie coś innego panie dyrektorze, bo ustaliliśmy, że jest pan dyrektorem...

Nie, ja nie lubię tego słowa.

...mówicie, że te wyższe składki KRUS-u są po to, żeby sfinansować emeryturę minimalną nie dla rolników, tylko dla wszystkich, którzy mieszkali w Polsce co najmniej 40 lat. Troszkę nie jest tak, że Robert Biedroń przychodzi i mówi: jestem Robin Hoodem, zabiorę jednym, żeby dać drugim?

Nie, mówimy jasno. Jeżeli w Polsce na emeryturze pół miliona Polaków dostaje do ręki mniej niż 1000 złotych, do tego dołożymy tych, którzy składkę na KRUS płacili przez wiele lat i też dostają głodową, złodziejską emeryturę, to my mówimy: albo zreformujemy system, albo damy nadzieję, że to będzie kwota 1600 zł, albo w przyszłości będzie jeszcze niższa - 1200,1300. Biedroń ma odwagę to mówić i to zmieni. To obiecuję naszym słuchaczom.