"Myślę, że po tej postawie, jaką pokazała pani prezydentowa od początku strajku, to raczej Agata Kornhauser-Duda nie byłaby dobrym mediatorem. Nauczyciele od samego początku oczekiwali wsparcia i go nie dostali (...). Myślę, że nikt nie wierzy w bezstronność pani prezydentowej, również po słowach pana prezydenta i po tym, jak potraktował wcześniej nauczycieli mówiąc o tym, że chcą więcej zarabiać, a mało pracują. Mediator powinien być zewnętrzny" - mówiła w Popołudniowej rozmowie w RMF FM Krystyna Szumilas pytana o to, czy Agata Kornhauser-Duda byłaby dobrym mediatorem między rządem a nauczycielami.

"Rozjazd pensji nauczycieli dokonał się za czasów PiS"

W 2015 roku średnie nagrodzenie nauczycieli było powyżej przeciętnej. Rozjazd dokonał się już za czasów PiS. PiS nie zwiększył wynagrodzeń nauczycieli w 2016 roku. Pierwszy rok rządów PiS to była zerowa podwyżka dla nauczycieli, w drugim podwyżka wynosiła 1,3 proc. - mówiła w Popołudniowej rozmowie w RMF Fm była minister edukacji Krystyna Szumilas.

Dopytywana skąd Platforma Obywatelska wzięłaby pieniądze na 1000 zł brutto dla nauczycieli (obiecał to Grzegorz Schetyna), odpowiedziała: Po pierwsze, pokazaliśmy skąd wziąć podwyżki dla nauczycieli w tym roku: to jest z jednej strony ograniczenie środków na administrację (...). W obecnym budżecie mamy 30 mld rezerw, które premier sobie może od tak wydać. Jest też źródło finansowania dotyczące dochodów z Narodowego Banku Polskiego - wskazała posłanka PO.  

Szumilas o okrągłym stole ws. oświaty: Jak się pali dom, to nie zastanawiamy się, na jaki kolor pomalujemy za kilka lat ściany

W internetowej części Popołudniowej rozmowy w RMF FM Marcin Zaborski pytał swojego gościa o okrągły stół ws. oświaty organizowany po Wielkanocy przez rząd. Jak pali się dom, to nie zastanawiamy się na jaki kolor pomalujemy ściany za kilka lat. Najpierw musimy ugasić pożar - mówiła Krystyna Szumilas z PO. Była minister edukacji podkreślała, że jej ugrupowanie jest gotowe do rozmów, ale narzędzia do rozwiązania problemów w szkole ma rząd. Kiedy mam na szali przyszłość młodego człowieka i to, czy zrobimy taki czy taki przepis, to jednak chciałabym rozmawiać o przyszłości tego młodego człowieka. A to dzisiaj zależy od postawy rządu w zakresie płac nauczycieli - tłumaczyła.

Posłanka PO była też pytana o kształt Komisji Edukacji Narodowej, której ukonstytuowanie zapowiedział po ew. zwycięskich wyborach parlamentarnych Grzegorz Schetyna. Swoich kandydatów musi wybierać, przedstawiać środowisko naukowców, uczelni wyższych, nauczycieli praktyków, stowarzyszeń, organizacji - stwierdziła Szumilas. Podkreślała, że będzie to organ bezstronny. Sejm będzie wybierał skład. Dyskutujemy nad tym, ale tak sobie to mniej więcej wyobrażam. Natomiast nie będzie bezpośredniej odpowiedzialności ministra nad KEN, bo to byłoby bez sensu - ocenił gość RMF FM.

Gość: Krystyna Szumilas

Marcin Zaborski, RMF FM: Pierwsza Dama Agata Kornhauser-Duda byłaby dobrym mediatorem między rządem a nauczycielami?

Krystyna Szumilas, była minister edukacji: Myślę, że po tej postawie, jaką pokazała pani prezydentowa od początku strajku - raczej nie. To znaczy jednak nauczyciele od samego początku oczekiwali wsparcia i tego wsparcia się nie doczekali. 


Ale gdyby teraz właśnie, nie wspierając wcześniej, tylko będąc bezstronnym negocjatorem, mediatorem, włączyłaby się do gry...

Myślę, że nikt nie uwierzy w bezstronność pani prezydentowej, również po słowach pana prezydenta i po tym, w jaki sposób potraktował wcześniej nauczycieli, mówiąc o tym, że chcą więcej zarabiać, a mało pracują, więc tutaj moim zdaniem mediator powinien być zewnętrzny. 

A ma pani pomysł, kto to mógłby być?

No Rzecznik Praw Obywatelskich na przykład byłby bardzo dobrym mediatorem, tak...

Myśli pani, że rząd by się zgodził na taką propozycję? 

A to już jest sprawa rządu. Pan pytał mnie, kto według mnie byłby dobrym negocjatorem. Ja bym się zgodziła, gdybym była tutaj po stronie rządu. 

No to o zarobkach nauczycieli porozmawiajmy, pani minister. Czy dziś pani powie, że zatrzymanie podwyżek dla nauczycieli w 2012 roku było błędem? 

Powiem tak: myśmy się umówili ze związkami zawodowymi w 2008 roku - kiedy przejmowaliśmy rządy po PiS, płace nauczycieli były tragiczne - umówiliśmy się wtedy, że postaramy się zwiększyć wynagrodzenia nauczycieli o 50 procent, ale pamiętajmy, że mamy nauczycieli szkół masowych, czyli podstawowych, gimnazjów, liceów i nauczycieli akademickich. W pierwszej kolejności, przez 5 lat, zwiększaliśmy płace nauczycieli w szkołach, a trzy lata - nauczycieli akademickich. 

Ale dlaczego nie było podwyżek dla nauczycieli w szkołach - w latach 2013, 2014, 2015 - kiedy wciąż rządziła PO?

Bo umówiliśmy się na samym początku, że podniesiemy płace nauczycieli o 50 procent i z tego zobowiązania się wywiązaliśmy.

Tak. Tylko potem, kiedy podwyżek nie było w kolejnych latach, to te płace były na stałym poziomie, a inne uciekały. Rozjeżdżały się proporcje między nauczycielami a innymi.

Ale w 2015 roku średnie wynagrodzenie nauczycieli było powyżej przeciętnej. Ten rozjazd dokonał się już za czasów Prawa i Sprawiedliwości. PiS nie zwiększył wynagrodzeń nauczycieli w 2016 roku. Pierwszy rok rządów PiS to była zerowa podwyżka dla nauczycieli. W drugim - 1,3 proc.

Może dlatego w 2016 nie było podwyżek dla nauczycieli dokonanych przez PiS, bo chwilę wcześniej Joanna Kluzik-Rostkowska jako minister edukacji w rządzie Platformy Obywatelskiej mówiła, że w budżecie tych pieniędzy na podwyżki w 2016 roku po prostu nie ma. Nie da się ich tam znaleźć.

I gdyby Prawo i Sprawiedliwość chciało podnieść płace nauczycieli, to postąpiłoby tak, jak my w 2008 roku. Otóż, my odziedziczyliśmy budżet po PiS-ie i tam nie było 10-procentowej podwyżki dla nauczycieli. W listopadzie znowelizowaliśmy budżet i wprowadziliśmy w pierwszym budżecie podwyżkę dla nauczycieli w wysokości 10 procent. To jest kwestia priorytetów. I oczywiście w tej chwili PiS zasłania się słowami pani minister Kluzik-Rostkowskiej, ale tak naprawdę to oni nie chcieli podnieść wynagrodzeń nauczycieli.

No tak, tylko, że wtedy kiedy pani minister Rostkowska mówiła, że pieniędzy nie ma, w sierpniu to mówiła, to w październiku minister Zembala podpisał porozumienie z pielęgniarkami. Na podwyżki właśnie. Czyli pieniądze jednak w budżecie można było znaleźć.

No tak, tylko wie pan... Możemy w tej chwili rozmawiać o tym, co było 10, 5 lat temu, czy 5 lat temu. Ja bym chciała porozmawiać o tym, co zrobił obecny rząd po 3,5 roku rządów dla nauczycieli.

A ja bym chciał porozmawiać o tym, co zrobi Platforma Obywatelska, bo padają konkretne zapowiedzi. No i się zastanawiam, skąd Platforma Obywatelska wzięłaby pieniądze w budżecie na 1000 złotych podwyżki dla nauczycieli, bo to jest konkretna zapowiedź Grzegorza Schetyny - będziemy rządzić, dajemy 1000 złotych brutto podwyżek nauczycielom.

Po pierwsze pokazaliśmy już, skąd wziąć na podwyżki dla nauczycieli w tym roku. To jest z jednej strony ograniczenie środków na administrację, na kancelarie, prezydenta, premiera, Sejm.

Ile da się zaoszczędzić w ten sposób pani minister?

Tam chyba miliard złotych.

A ile potrzeba na te podwyżki?

Tak, ale...

Kilkanaście miliardów.

Ale w obecnym budżecie mamy 30 miliardów rezerw, które premier sobie może od tak wydać, nawet nie pytając. Bo w tej chwili wykreślili z ustawy konieczność zapytania Komisji Finansów Publicznych. I jest też źródło finansowania dotyczące dochodów z Narodowego Banku Polskiego. I to oczywiście...

Czyli uściślijmy. Przychodzi Platforma do władz, przejmuje rząd i w 2020 roku daje 1000 zł podwyżki dla nauczycieli. Skąd pieniądze?

Z budżetu.

To jasne. 

To znaczy, to jest kwestia priorytetów. 

Dobrze, ale skąd te pieniądze w przyszłym roku?

To jest panie redaktorze kwestia priorytetów, tak? Przejrzenia budżetu, pokazaliśmy w tym roku, że jest te 6 mld w budżecie. To jest z jednej strony przykrojenie tych wydatków na administrację i wydatków robionych przez Prawo i Sprawiedliwość tylko dlatego, żeby swoim "misiewiczom", "pisiewiczom dać pieniądze". A z drugiej strony, takie zaplanowanie budżetu, żeby te pieniądze były. Po prostu...

To jeśli to Platforma będzie rządzić od jesieni...

Pokazaliśmy to w 2008 roku, że to jest możliwe.

Żeby wszystko było jasne. Jeśli to Platforma rządzi od jesieni, daje każdemu nauczycielowi 1000 zł podwyżki w 2020 roku - niezależnie od tego, co nauczyciele dzisiaj wynegocjują z rządem? 

To jest zobowiązanie Platformy Obywatelskiej. Grzegorz Schetyna powiedział wyraźnie, że jeżeli Prawo i Sprawiedliwość nie spełni żądań nauczycieli, to my te 1000 zł nauczycielom damy.


Czyli to jest to 1000 zł minus to, co teraz wynegocjują nauczyciele. Dobrze rozumiem?

To jest 1000 zł do wynagrodzenia zasadniczego. 

Nie, nie. Jeśli nauczyciele w tym roku dostaną, wywalczą 500 zł podwyżki, to wy odejmujecie ten 500 od obiecanego przez Grzegorza Schetynę tysiąca, czy to jest w ogóle poza tym, co teraz nauczyciele z rządem załatwią?

To jest zobowiązanie nasze w stosunku do nauczycieli. Jeżeli Prawo i Sprawiedliwość nie da nauczycielom podwyżki, to od 2020 roku będzie ta podwyżka...

A jeśli coś da, to odejmujecie coś z tego tysiąca, czy nie?

Nie, nic nie mówi nic o odejmowaniu.  

No prosta odpowiedź. 1000 dla nauczyciela od przyszłego roku, jeżeli rządzi Platforma.

Nie mówimy o odejmowaniu, absolutnie. 

Pytanie, czy to jest obietnica dla nauczycieli, czy dla wszystkich pracowników oświaty?

To jest obietnica dla nauczycieli i pracowników oświaty, ale tutaj jeśli chodzi o administrację i obsługę, to to są pracownicy samorządowi, więc tam jest inny sposób i naliczania płac...

Czyli oni nie mogą liczyć na 1000 złotych podwyżki od PO?

To jest inny rodzaj zarobków, inny rodzaj naliczania tego wszystkiego.

Rozumiem, ale obietnica może być obietnicą.

Obietnica jest obietnicą...

Będzie dla pracowników oświaty, wszystkich, 1000 złotych?

Obietnica jest obietnicą. Jeżeli chodzi o pracowników administracji i obsługi, to tak jak powiedziałam - to jest troszkę inny sposób liczenia.


W Sejmie leży wniosek o odwołanie szefowej MEN. Piszecie w nim tak: "Minister Anna Zalewska jest pozbawiona zaufania obywateli niezbędnego do sprawowania tak wysokiej funkcji publicznej". W takim razie, jeśli Grzegorz Schetyna w sondażu CBOS ma gorsze wyniki od Anny Zalewskiej jeśli chodzi o zaufanie i nieufność, to on może w ogóle sprawować jakieś ważne funkcje ministerialne albo być premierem w Polsce?

My mówimy o pani minister Zalewskiej, o obecnie urzędującym ministrze.

Mam dla pani wyniki, proszę na nie spojrzeć. Jest tak, że minister Zalewska to jest osoba, której 29 proc. ufa, 27 proc. nie ufa. A Grzegorz Schetyna - 23 proc., 45 proc. nie ufa w sondażu CBOS.

Tylko sondaż CBOS to jest sondaż CBOS. Ale my mówimy w tej chwili o zaufaniu pani minister u rodziców, u nauczycieli. Strajk prawie pół miliona nauczycieli, to jest ogromne wotum nieufności dla minister edukacji. Złość rodziców, to, że dzisiaj trzy miliony uczniów nie ma zajęć w szkołach już od prawie dwóch tygodni - to jest ogromny błąd pani minister Zalewskiej, która nie chce naprawiać edukacji, która zdemolowała edukację i spowodowała chaos.