Szwajcar Franjo von Allmen wygrał w Bormio olimpijski zjazd. Przejechał trasę Stelvio w czasie 1:51.61. Dla mistrza świata z ubiegłego roku to pierwszy w karierze medal olimpijski. Na podium znaleźli się także Włosi: Giovanni Franzoni oraz Dominik Paris. Dla doświadczonego alpejczyka to już piąte igrzyska, ale dopiero pierwszy medal.

W najszybszej, alpejskiej konkurencji o wynikach decyduje jeden przejazd. Walka o medale odbyła się w Bormio na trasie Stelvio o długości ponad 3400 metrów. Różnica wysokości wynosi tam ponad 1000 metrów. Maksymalne nachylenie stoku to 63 stopnie. Zawodnicy potrzebowali ponad minutę i 50 sekund by dojechać do mety. Osiągali prędkość nawet powyżej 140 km/h!

Rywalizację otworzył Austriak Daniel Hemetsberger. Wczoraj podczas treningu miał groźnie wyglądający wypadek. Zawodnik się poobijał, stracił kilka zębów, ale uniknął poważnych konsekwencji. A na trasie pokazał dobrą jazdę i gdy kolejni narciarze dojeżdżali do mety, utrzymywał się na prowadzeniu.

Wreszcie na starcie pojawili się Szwajcarzy. Jako pierwszy Alexis Monney, który wygrał w Bormio zawody Pucharu Świata w 2024 roku. Jadący z 6. numerem zawodnik na mecie zanotował czas lepszy od Austriaka o 0,22 sekundy. Jako kolejny na trasę ruszył wielki Marco Odermatt. Jedna z największych gwiazd narciarstwa alpejskiego. Odermatt na pierwszej części trasy był zdecydowanie szybszy od swojego kolegi z reprezentacji. Później zaczął tracić, ale na mecie zostało 0,05 sekundy zapasu. Trzeci ze szwajcarskich faworytów Frajno von Allmen w świetnym stylu budował przewagę i zanotował czas o 0,7 sekundy lepszy od Odermatta.

I do tego wyniku 1:51,61 musieli teraz ustosunkować się rywale. Wymieniany w gronie faworytów Vincent Kriechmayr wpadł na metę w rezultatem dającym mu czwartą lokatę za plecami szwajcarskiego tercetu. Do podium zabrakło 0,02 sekundy. Austriak już wiedział, że dziś medalu nie zdobędzie.

Potem przyszła pora na reprezentantów gospodarzy. Dwa pokolenia: młody Giovanni Franzoni i doświadczony Dominik Paris (6 wygranych zjazdów w Bormio). Franzoni pojechał świetnie, ale nie na tyle by objąć prowadzenie. Zabrakło 0,2 sekundy. Paris jechał równie imponująco. Na początku miał przewagę, ale w środkowej części poniósł straty. Na mecie jego czas był o pół sekundy słabszy od von Allmena. Włoch zepchnął z podium Odermatta.

Kolejni zawodnicy nie potrafili namieszać w czołówce. Zajmowali lokaty w drugiej dziesiątce

W końcu doczekaliśmy się Austriaka Stefana Babinsky’ego. Zawodnik jadący z 25. numerem w tym sezonie Pucharu Świata stawał na podium supergiganta w Wengen i Kitzbuhel. Wydawało się, że to ostatni narciarz, który może jeszcze dokonać przetasowań na najwyższych miejscach, ale i on nie potrafił nawiązać do najlepszych. Udało się to Amerykaninowi. Kyle Negomir zdołał dojechać z 10. czasem.

Na liście startowej znalazło się niewielu, bo tylko 36 alpejczyków (to rekordowo krótka lista w historii igrzysk olimpijskich). W najbardziej wymagającej pod względem fizycznym narciarskiej konkurencji trudno szukać przedstawicieli egzotycznych nacji. Tutaj miano takich zawodników można przyznać Węgrowi startującemu w barwach Izraela Barnabasowi Szollosowi czy Irlandczykowi Cormacowi Comerfordowi, ale obaj musieli spełnić dość wyśrubowane kryteria związane ze startem w zjeździe.

W innych konkurencjach nie zabraknie jednak narciarzy z krajów, które mają niewiele wspólnego ze śniegiem. Do Włoch przyjechali narciarze z: Arabii Saudyjskiej, Erytrei, Argentyny, Australii, Beninu, Brazylii, Cypru, Gwinei-Bissau, Haiti, Indii, Kenii, Libanu, Madagaskaru, Mongolii, Meksyku, Pakistanu, Filipin, RPA, Tajlandii, Trynidadu i Tobago czy Urugwaju.

Bormio w przeszłości dwukrotnie gościło mistrzostwa świata w narciarstwie alpejskim (1985 i 2005 rok). Od wielu lat rozgrywane są tam także zawody Pucharu Świata.

 

Opracowanie: