​Seniorki z gdańskiej Oruni bardzo poważnie potraktowały ostrzeżenie tamtejszych salezjanów przed potencjalnym oszustem podszywającym się pod księdza. Kiedy do kobiet zapukał nowy w parafii duchowny - "prawdziwy" ksiądz - mieszkanki Oruni stanowczo go wyprosiły. Jak się później okazało, w pogotowiu czekał... kij baseballowy. We wpisie na Facebooku oruńscy salezjanie przypomnieli historię sprzed około półtora roku.

  • Skąd wzięły się podejrzenia ws. fałszywego księdza?
  • Jak wyglądała pierwsza wizyta ks. Kuby u parafianek?
  • Jak zakończyła się cała sytuacja z nowym duchownym?
  • Bądź na bieżąco! Wejdź na RMF24.pl.

Ostrzeżenie przed oszustem

Sprawa miała swój początek na przełomie lata i jesieni 2024 r., gdy zaniepokojona parafianka zadzwoniła do salezjanów na gdańskiej Oruni z informacją, że pojawił się ksiądz, który zapowiadał odwiedziny u chorych.

"Proszę księdza, chodził po domach jakiś ksiądz i zapowiadał, że w przyszłym tygodniu przyjdzie do chorych..." - miała powiedzieć kobieta w rozmowie z duchownymi.

Jak relacjonowali salezjanie, wtedy "zapaliła im się lampka". "U nas nikt nie zapowiada się tydzień wcześniej. Jak są jakieś zmiany, to ogłaszamy w kościele albo dzwonimy" - wyjaśnili duchowni.

"Prawdopodobnie to jakiś oszust albo przebieraniec. Proszę uważać. Jak przyjdzie - po prostu go pogonić. To na pewno nie od nas" - poradzili salezjanie zaniepokojonej Gdańszczance. Jak się okazało, seniorka bardzo poważnie potraktowała te słowa.

Nowy duchowny chciał się przedstawić

Na reakcję nie trzeba było długo czekać, tydzień później - w pierwszy piątek miesiąca - nowo przybyły do parafii ks. Kuba postanowił przedstawić się parafianom i zapowiedzieć odwiedziny u chorych. "Tylko... nikomu o tym nie powiedział" - podkreślili salezjanie.

Kiedy zapukał do drzwi jednego z domostw, spotkał się z bardzo stanowczą reakcją seniorek. "My tu wiemy o takich! Przebierańcy! Oszuści!" - miał usłyszeć duchowny, po czym się wycofał.

Wkrótce w parafii odebrano telefon od zaniepokojonych seniorek. "Proszę księdza! Ten przebieraniec przyszedł! Ale żeśmy go pognały!" - przekazały parafianki.

"To jednak był nasz ksiądz. Prawdziwy. Nowy. W koloratce. Bez przebrania" - uspokajali salezjanie.

W pogotowiu czekał kij baseballowy

Ks. Kuba miesiąc później wybrał się do tego samego domostwa. "Tym razem już oficjalnie, spokojnie i bez konieczności odwrotu". Parafianki pokazały duchownemu, jak były przygotowane na nadejście potencjalnego oszusta.

"Ma ksiądz dużo szczęścia... bo my byłyśmy tutaj przygotowane" - powiedziała i zaprezentowała księdzu kij baseballowy.

"(...) Na Oruni nawet duszpasterstwo ma poziom bezpieczeństwa premium. Monitoring sąsiedzki, szybka reakcja i sprzęt interwencyjny pod ręką. Może i czasem przez chwilę ucierpi na tym własny ksiądz... Ale za to żadnemu przebierańcowi w kaszę dmuchać nie damy. Bo na Oruni - zawsze sobie poradzą" - podsumowali oruńscy salezjanie, którzy opisali sytuację we wpisie na Facebooku.