To świadkowie powiadomili policję o zahaczeniu przez niewielki śmigłowiec sieci energetycznej. Relacjonowali, że maszyna wylądowała po tym jak zerwała linię wysokiego napięcia, a pilot wyszedł na zewnątrz, ocenił uszkodzenia i odleciał.
Trwa ustalanie do kogo należał śmigłowiec. Sprawdzano jednostki wojskowe oraz policyjne - ich sprzęt nie był tam wykorzystywany.
Wszystko na to wskazuje, że to był cywilny śmigłowiec - najprawdopodobniej Robinson.
Kontrola lotu potwierdza, że tylko taka maszyna zarejestrowana poza Polską wykonywała lot w okolicy.
Policja szuka pilota i wyjaśnia okoliczności tego incydentu. Wiadomo, że nikt w tym zdarzeniu nie ucierpiał.