"My nie obiecujemy, bo my nie kłamiemy. My nie obiecujemy, bo szanujemy obywateli" – powiedział Paweł Kukiz podczas niedzielnej konwencji. Jak podkreślił, jego ugrupowanie "zrobi wyłom w systemie" i nie chce wchodzić z nikim w koalicję.

Paweł Kukiz podczas konwencji /Jakub Kamiński /PAP

Demokracja, bogactwo oraz bezpieczeństwo - to trzy filary strategii ruchu Kukiz'15 w wyborach parlamentarnych. Demokracja to rządy ludu, czyli państwo pod kontrolą obywatelską - tłumaczył Kukiz. Podkreślał, że - w jego ocenie - obecnie Polska jest "pod kontrolą neoarystokracji, partii urzędniczych, klanów, które uwłaszczyły się na Polsce w 1989 r.", które raz na cztery lata zmieniają się przy "korycie".

Jak powiedział Kukiz, żeby obywatel mógł kontrolować władzę, należy przede wszystkim zmienić konstytucję i najbliższe lata trzeba poświęcić na tworzenie nowego, przyjaznego obywatelowi prawa. Poza tym - jego zdaniem - należy zmienić ordynację wyborczą, znieść próg referendalny i wprowadzić system prezydencki.

Kolejnym postulatem, o którym podczas konwencji mówił Kukiz, jest gruntowna reforma - jak to określił - "wymiaru niesprawiedliwości". Wśród propozycji usprawnienia go znalazły się m.in. wybór sędziów okręgowych oraz prokuratora generalnego w wyborach powszechnych, jawność oświadczeń majątkowych sędziów oraz możliwość rejestrowania kamerą procesu sądowego.

Drugim filarem, na którym opiera się strategia ugrupowania Kukiza, jest bogactwo, czyli - jak wyjaśniał lider formacji - "kontrola obywatelska nad pieniędzmi i poczucie bezpieczeństwa bytu".

Powiedzą mi rządzący: przecież obywatel wie, ile ma wydawać, on ma kontrolę. Nie, kontrolę nad naszymi pieniędzmi mają obce korporacje i banki - mówił Kukiz. Jego zdaniem w Polsce nie ma systemu podatkowego, tylko są "dziesiątki tysięcy przepisów, dzięki którym korporacje i banki (...) są w stanie wyprowadzać z Polski pieniądze".

Ostatnim filarem programu ugrupowania jest bezpieczeństwo, które - według Kukiza - "leży na łopatkach, (...) jest w ruinie". Zdaniem muzyka w Polsce policja funkcjonuje niesprawnie, ale - jak podkreślał - nie dlatego, że "mamy złych policjantów, ale dlatego, że mamy system taki, że w przypadku zmiany partii u władzy, partia rządząca zmienia natychmiast komendanta głównego, komendant główny komendanta wojewódzkiego, komendant wojewódzki zmienia komendanta powiatowego i tak schodzą do szczebla komisariatu".