Ubiegłoroczne dochody Rosji ze sprzedaży ropy naftowej i gazu były najmniejsze od czasu pandemii - wynika z zestawienia opublikowanego przez resort finansów. Tamtejsi analitycy nie mają wątpliwości - to "katastrofa budżetowa", której skutki tylko mogą się pogłębiać.

  • Dochody Rosji ze sprzedaży ropy i gazu w 2025 roku były najniższe od czasu pandemii, co rosyjscy analitycy określają jako "katastrofę budżetową".
  • Fundusz Narodowego Dobrobytu, będący rezerwą finansową Rosji, szybko się kurczy.
  • Eksperci przewidują, że jeśli ceny ropy nie wzrosną, a eksport zostanie ograniczony przez sankcje, deficyt budżetowy Rosji może się pogłębić, a rezerwy wyczerpać jeszcze szybciej.
  • Więcej ważnych informacji z Polski i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl.

Ministerstwo Finansów Federacji Rosyjskiej opublikowało we wtorek zestawienie dochodów ze sprzedaży ropy naftowej i gazu w latach 2018-2024 i każdego kolejnego miesiąca ubiegłego roku.

Z dokumentu wynika, że rosyjski budżet znacząco traci wpływy ze sprzedaży surowców energetycznych. W całym 2025 roku Kreml zarobił z tego tytułu ok. 8,5 bln rubli, co jest najmniejszą wartością od czasu pandemii w 2020 roku, kiedy dochody wyniosły ok. 5,2 bln rubli. Analitycy z rosyjskiej organizacji MMI określili to mianem "katastrofy budżetowej".

Kiepskie prognozy

Przed pięcioma laty - jak zauważa serwis The Moscow Times - średnia cena rosyjskiej ropy oscylowała w granicach prawie 42 dol. za baryłkę. Dla porównania: w listopadzie ubiegłego roku wynosiła ona 44,9 dol. za baryłkę, a w grudniu - 39,2 dol. Tegoroczny rosyjski budżet zakłada średnią cenę ropy naftowej na poziomie 59 dol. za baryłkę. W związku z tym dochody ze sprzedaży ropy naftowej i gazu będą w styczniu znacznie niższe od planowanych - o 232 mld rubli.

Aby zrekompensować tę różnicę, do 5 lutego resort finansów będzie musiał sprzedać waluty obce i złoto o wartości 192 mld rubli z Funduszu Narodowego Dobrobytu. To kluczowy fundusz rezerwowy rosyjskiego rządu, zasilany dochodami z ropy naftowej i gazu, służąc jako bufor na wypadek kryzysów, ale jego aktywa gwałtownie maleją, głównie z powodu finansowania deficytów budżetowych związanych z wojną w Ukrainie. Na dzień 1 grudnia 2025 r. w Funduszu Narodowego Dobrobytu znajdowało się 4,2 bln rubli w aktywach płynnych, ale w tym tempie zasoby te mogą się szybko wyczerpać.

Według prognoz wpływy do rosyjskiego budżetu ze sprzedaży ropy naftowej i gazu wyniosą w tym roku 8,9 bln rubli, ale wielu ekspertów wątpi, że uda się osiągnąć tę kwotę. Rosyjski ekonomista Dmitrij Polewoj szacuje, cytowany przez The Moscow Times, że dochody z surowców energetycznych w 2026 roku "mogą wynieść 7,5-7,8 bln rubli", czyli nawet o 1,4 bln rubli mniej niż założono.

Jeszcze bardziej niepokojące prognozy - z perspektywy Kremla - przedstawili analitycy ze wspomnianej organizacji MMI. Ich zdaniem deficyt związany ze sprzedażą sprzedaży ropy naftowej i gazu wyniesie 3 bln rubli. Mało tego - jeśli cena "czarnego złota" nie ulegnie zmianie, to - w opinii MMI - do końca roku może zabraknąć pieniędzy w Funduszu Narodowego Dobrobytu. Według Dmitrija Polewoja swoista "skarbonka" wystarczy na maksymalnie dwa lata.

Kreml nie słucha

Jeśli ceny rosyjskiej ropy naftowej w tym roku nie wzrosną, to wspomniany poziom 59 dol. za baryłkę - będący założeniem rosyjskiego budżetu - będzie musiał zostać obniżony - twierdzą przedstawiciele rosyjskiego banku centralnego. Ekonomiści sugerują, by ustalić cenę na podstawie ostrożnych szacunków, w przeciwnym razie "wzrośnie ryzyko wyczerpania rezerw i pogłębienia deficytu budżetowego".

Kreml jednak nie stosuje się do tych zaleceń. Resort finansów co prawda zamierza obniżyć planowaną cenę ropy naftowej, ale o jednego dolara rocznie do 55 dol. w 2030 roku. Pragmatyczni zwykle Rosjanie patrzą optymistycznie w przyszłość, choć nie mają do tego żadnego powodu.

Tym bardziej, że w całej sytuacji nie chodzi tylko o ceny ropy naftowej. Ekonomiści ostrzegają, że istnieje poważne ryzyko spadku eksportu ropy naftowej i produktów naftowych w wyniku ewentualnego zaostrzenia sankcji. Skutki "katastrofy budżetowej" mogą się zatem pogłębić.