Szefowa MSW Austrii Johanna Mikl-Leitner oświadczyła, że jej kraj nie daje sobie już rady ze skutkami napływu imigrantów. Kanclerz Austrii Werner Fayman ostrzegł z kolei przed niebezpieczeństwem rozpadu UE.

Uchodźcy na granicy słoweńsko-austriackiej /ANTONIO BAT /PAP/EPA

Dotarliśmy do kresu (możliwości) - powiedziała Mikl-Leitner w wywiadzie dla "Kronen Zeitung". Jak wyjaśniła, Niemcy przyjmują tylko 4,5 tysięcy imigrantów z 6,5 tysięcy wjeżdżających codziennie do Austrii. Niemcy biorą obecnie zbyt mało uciekinierów - zaznaczyła.

Zdaniem szefowej resortu jeżeli zewnętrzna granica Unii w Grecji nie zostanie szybko zabezpieczona, to należy rozważyć możliwość wzniesienia płotu na granicy między Słowenią a Chorwacją.

Mikl-Leitner zwróciła też uwagę, że wzrasta groźba wybuchu paniki wśród uciekinierów. Należy liczyć się z aktami przemocy, co pociągnie za sobą konieczność zastosowania przez policję środków zapobiegawczych - powiedziała.

Kanclerz Austrii Werner Faymann jest również pesymistycznie nastawiony. Ostrzegł przed "cichym rozpadem UE" w przypadku, gdy nie uda się znaleźć uniwersalnego rozwiązania dla problemu uchodźców. Wznoszenie murów przez poszczególne kraje nie jest dobrym rozwiązaniem - ocenił austriacki socjaldemokrata.

Austria domaga się, podobnie jak Niemcy, wdrożenia w UE stałego i obligatoryjnego mechanizmu rozdziału uchodźców. Na takie rozwiązanie nie godzą się m. in. kraje środkowoeuropejskie.

(az)