Przez pewien czas współpracowali. Od kilku lat spotykają się jednak po dwóch stronach barykady. Wieczorem dojdzie do kolejnego takiego spotkania. W roli gospodarza wystąpi trener Liverpoolu Jurgen Klopp, a na Anfield Road zagra Robert Lewandowski.

Cztery lata - tyle czasu spędzili wspólnie w Borussi Dortmund Jurgen Klopp i Robert Lewandowski. Zdobyli dwa razy Mistrzostwo Niemiec. Łącznie w tym okresie Dortmundczycy wywalczyli pięć trofeów. Później Polak przeniósł się do Bayernu Monachium, a niedługo potem z Dortmundu wyprowadził się także Klopp. Początki ich współpracy nie były łatwe. Trener co prawda chciał ściągnąć "Lewego" z Lecha Poznań, ale miał też do jego gry sporo zastrzeżeń. No a nasz napastnik nie od razu stał się maszynką do zdobywania bramek. Kiedy panowie ułożyli w końcu wspólne relacje, a ewentualne niesnaski i nieporozumienia zastąpiła pełna współpraca oraz zrozumienie. Efekty zaczęły przychodzić bardzo szybko. Bilans Lewandowskiego w Dortmundzie zamknął się na 187 meczach, 103 bramkach i 42 asystach.

Dziś obaj panowie darzą się wzajemnym szacunkiem i w pewnym sensie przyjaźnią. Tak Lewandowski scharakteryzował Kloppa w rozmowie zamieszczonej wczoraj na oficjalnej stronie UEFA:

Miał ogromny wpływ na moją karierę. Jestem mu wdzięczny za to, czego razem dokonaliśmy w Dortmundzie. Doprowadziło mnie to do miejsca, w którym teraz jestem. To świetny trener i wspaniały człowiek, wiele się od niego nauczyłem. Uwolnił we mnie instynkt napastnika, a to pozwoliło mi na dalszy rozwój. Nie wiedziałem, że miałem w sobie taki potencjał, większy niż myślałem, co oznacza, że było we mnie coś, czego sam nie dostrzegłem.

Teraz jednak Klopp musi znaleźć sposób, by zatrzymać gwiazdę, którą w dużej mierze sam stworzył. A Bayern wydaje się łapać wiatr w żagle. Po tym, jak kryzys dopadł Borussię Dortmund (nie wygrała 5 ostatnich meczów) odżywają nadzieje na kolejne Mistrzostwo Niemiec. W ostatnich 10 meczach Bayern wygrał 8 razy, raz zremisował i tylko raz przegrał. Bundesliga to jednak nie to samo, co starcie z Liverpoolem na wyjeździe. 

"The Reds" pod wodzą Kloppa grają świetną piłkę. W poprzedniej edycji doszli do finału Champions League. Teraz walczą ciągle o Mistrzostwo Anglii. Bayern potrzebuje więc meczu niemal idealnego. Potrzebuje więc także bramek Lewandowskiego, a nie jest tajemnicą, że odkąd trafił do Bayernu, to w fazie pucharowej Ligi Mistrzów nie strzela zbyt często. W poprzednim sezonie Bawarczycy dotarli do półfinału rozgrywek, ale Polak strzelał bramki tylko przeciwko Besiktasowi. Z FC Sevillą i Realem Madryt skuteczny już nie był. Przełamanie mile widziane - tym bardziej, że jesienią w fazie grupowej Ligi Mistrzów w 6 meczach Lewandowski strzelił aż 8 bramek. Ma więc szanse na tytuł Króla Strzelców, choć do tego na pewno potrzebne jest wyeliminowanie Liverpoolu i strzelanie także w kolejnych rundach.

"The Reds" zanotowali mały spadek formy na początku stycznia, ale teraz znów wrócili do regularnego zdobywania punktów. Są wiceliderami, mają tyle samo punktów, co Manchester City. W kontekście meczu z Bayernem warto też pamiętać, że już za parę dni Liverpool czeka także ważny test w Premier League, czyli mecz z rozpędzonym Manchesterem United. A ekipa Kloppa potrzebuje sukcesu. Bo choć niemiecki trener odmienił grę drużyny, to na razie nie zdobył z nią żadnego trofeum. W 2012 roku Liverpool zdobył Puchar Ligi. W 2007 Superpuchar, a w 2006 Puchar Anglii. Niewiele jak na drużynę, która przecież w finale Ligi Mistrzów w 2005 roku ograła AC Milan. Wyeliminowanie Bayernu ma być pierwszym krokiem w stronę drugiego z rzędu finału Champions League.