Cieplejsze dni jeszcze nie zwiastują wiosny w przyrodzie. Za wcześnie, by natura zmieniła swą szatę. Po ludziach już jednak od razu widać przemianę. Nosimy lżejsze, jaśniejsze rzeczy.

"Nie szata zdobi człowieka" - mówi polskie przysłowie. Oznacza ono, że nie należy oceniać ludzi po ich stroju. Mimo to czy zastanawialiście się kiedykolwiek poważnie nad kwestiami dotyczącymi prawdziwej roli ubioru? Na przykład: jak dużą wagę przywiązujesz do własnego wyglądu? Jak dobierasz elementy swojej garderoby? Jak ważny jest dla ciebie krój ubrania? Czy masz ulubione kolory odzieży? Czy nosisz stroje z nadrukami, hasłami, które coś mówią innym ludziom? Czy możesz powiedzieć, że ubranie wyraża ciebie, twój charakter, twoją osobowość? Czy starasz się nadążać za modą? Bo to nie są tylko twoje osobiste kwestie.

Ubiór to bardzo ważna i poważna sprawa. Dowodzą tego badania psychologów. Ubranie to po pierwsze sposób, w jaki wyrażamy samych siebie i komunikujemy ze sobą; po drugie - metoda, przy pomocy której staramy się przyciągnąć potencjalnych partnerów; po trzecie to rodzaj uniformu, odpowiedniego kostiumu, dopasowanego do naszego życia zawodowego. Jak twierdzą uczeni, nasz strój jest łącznikiem z głębokimi warstwami umysłu. Zwykłe na pozór ubieranie się każdego ranka jest w rzeczywistości rodzajem skomplikowanych psychologicznych negocjacji z sobą i światem. Pisze o tym amerykański dziennikarz Philip Eil w artykule pod intrygującym tytułem "Jak wyrażanie samego siebie poprzez ubiór pomogło mi w walce z depresją". Autor w tym osobistym wyznaniu powołuje się na testy uczonych.

Czasami odzież może służyć jako rodzaj barometru naszego ogólnego samopoczucia. Ludzie, którzy cierpią na zły stan zdrowia psychicznego, nie martwią się w ogóle tym, co mają na sobie. Tracą zainteresowanie większością rzeczy, w tym ubraniem -  zwraca uwagę cytowana przez Eila Carolyn Mair, psycholog kognitywny, konsultantka do spraw mody, która wykładała na University of the Arts w Londynie. Tumiwisizm w sprawach wyglądu może być manifestacją nonkoformizmu i wyrazem życiowego luzu, ale przecież nie zawsze.

Philip Eil przyznaje, że dbałość o ubiór pomogła mu w wychodzeniu z depresji. Zaczął w pełni doceniać psychologiczną moc swojej garderoby. W momencie desperacji, gdy za wszelką cenę starał się, by nie poczuć się gorzej, zwracał baczną uwagę na detale stroju. Odkrył, że zaczyna odczuwać przyjemne podniecenie na widok drobnych szczegółów krawieckich. Nastrój poprawiał mu na przykład  sposób, w jaki mankiet swetra dopasowuje się do mankietu koszuli.  Radość sprawiało mu zapięcie zegarka na rękę. Lubił też czuć na sobie nienagannie dopasowaną parę dżinsów. "Po raz pierwszy od ponad 30 lat zauważyłem, że ubranie jest rodzajem magii. Oto dzięki pewnej kombinacji ubrań mogę zyskać namacalny zastrzyk pewności siebie lub napływ energii." - napisał dziennikarz cierpiący na depresję.

A jeśli w grę nie wchodzi patologia? Chodzi przede wszystkim o naszą tożsamość. Zachowujemy się w określony sposób w zależności od tego, co mamy na sobie. Ubrania są naszą drugą skórą oraz zewnętrzną twarzą wobec świata. Nawet jeśli ludzie mówią, że nie interesują się modą, to, co kupują i noszą, coś o nich mówi - podkreśla Mair. "Mówią" do innych swym strojem i są przez nich "słuchani". Nie zawsze tak, jak by sami tego pragnęli. 

Od dawna wiadomo, że odzież ma wpływ na to, jak postrzegają nas inni, jak również na to, jak myślimy o sobie - przypomina dr Adam D. Galinsky z Northwestern University. Eksperymenty wykazały, że kobiety, które ubierają się w męski sposób podczas rozmowy kwalifikacyjnej, są częściej zatrudniane; zaś nauczyciel, który nosi formalny strój, jest postrzegany jako bardziej inteligentny niż ten, który ubiera się bardziej swobodnie.

Sprawa jest jednak jeszcze głębsza. Naukowcy sformułowali teorię zwaną "enclothed cognition" (dosłownie "ubranego poznania").  Oznacza ona, że ubiór - z jego symbolicznym znaczeniem - sprawia, że osoba, która  go nosi podświadomie wczuwa się rolę, jaką strój narzuca.  Galinsky badał na przykład skutki noszenia białego lekarskiego kitla, fartucha laboratoryjnego. Jego testy wykazały, że włożenie go wpływa na precyzję naszego postrzegania. Wczuwamy się w rolę lekarza, odpowiedzialnego za życie innych i po prostu bardziej się staramy. Natomiast, gdy mamy na sobie strój niechlujny, fartuch artysty-malarza, stajemy się mniej uważni, wyniki testów się pogarszają. Widać więc, że ubranie  jest dla nas swoistym ekranem, a może przesłoną czy filtrem. Bywa, że "wzmacniaczem".      

Philip Eil w cytowanym artykule "Jak wyrażanie samego siebie poprzez ubiór pomogło mi w walce z depresją" przytacza prywatne wyznanie dr Galinsky'ego. Uczony zwierzył się, że odziedziczył po tacie wielki stary sweter.  Rzadko widział w nim ojca, bo w Północnej Karolinie, gdzie dorastał, zwykle nie jest aż tak zimno, by trzeba go było wkładać. Ten element garderoby przestał jednak w pewnym momencie odgrywać tylko praktyczną rolę. Ojciec dr Galinsky'ego zginął bowiem przed laty w wypadku samochodowym. Uczony przyznaje, że za każdym razem, kiedy nosi sweter po ojcu, czuje się dobrze, bo bliżej taty.  

Jak widać, ubrania dają nie tylko ciepło fizyczne, to duchowe jest co najmniej równie ważne.