Dziwna choroba "dopadła" i "trzyma" samorządowców, którzy przegrali ubiegłoroczne wybory. Oznaki tej epidemii można zauważyć, np. w woj. warmińsko-mazurskim. W Ełku okazało się jednak, że choroba ta nie przeszkadza samorządowcom dorabiać do „skromnego” zasiłku ZUS.

W Ełku wraz z końcem samorządowej kadencji pod koniec ubiegłego roku nagle rozchorowało się dwóch byłych wiceprezydentów miasta. Romuald Różycki podobnie jak jego kolega przebywa na zwolnieniu lekarskim. Co miesiąc ZUS wypaca mu 4 tys. zasiłku. Ta „skromna” kwota nie zadowala jednak samorządowca.

Były wiceprezydent Ełku, mimo choroby, za kilkaset złotych jako radny bierze udział w sesjach łódzkiej rady miasta, pracuje też w komisjach i... nie widzi w tym nic złego. W tej chwili w Polsce choruje ze 100 tys. ludzi. Po to jest Zakład Ubezpieczeń Społecznych, by w takim przypadku mi płacił. No to chyba nie dziwi - tłumaczy Romuald Różycki.

W olsztyńskim ZUS-ie taka postawa samorządowców rzeczywiście nikogo już nie dziwi. Jak mówi rzecznik prasowy Michał Kraszewski: Często się zdarza, że po zmianie politycznej ci, którzy mają ustąpić, mają kłopoty ze znalezieniem pracy, odnalezieniem się w nowej sytuacji i czekają na zwolnienia.

Władza choruje. Wśród byłych burmistrzów, wójtów i prezydentów miast zapanowała tajemnicza epidemia. Po przegranych wyborach niektórzy rozchorowali się tuż po opuszczeniu gabinetów; poszli na zwolnienia lekarskie. czytaj więcej

Jedyne co wówczas może zrobić ZUS, to wezwać chorego na komisję lekarską. Zaś odebranie prawa do zasiłku może się skończyć sprawą w sądzie. I - jak pokazują ostatnie lata – w 50 proc. takich spraw byli samorządowcy muszą szukać innego źródła dochodu.

11:20