W Filadelfii w środę doszło do częściowego zawalenia się budowanego wielopiętrowego parkingu. Zginął jeden z pracowników budowlanych, dwóch wciąż jest uznawanych za zaginionych.
- Bądź na bieżąco. Informacje z Polski i świata znajdziesz na RMF24.pl.
Do wypadku doszło podczas montażu prefabrykowanych elementów betonowych. W pewnym momencie jedna z elementów uległ uszkodzeniu, co wywołało reakcję łańcuchową i doprowadziło do katastrofy. Nagranie z kamery zamontowanej w jednym z pobliskich domów, ujawnione przez amerykańskie media pokazuje, jak kolejne kondygnacje zapadają się jedna po drugiej - od najwyższego piętra aż po najniższe.
Wielu mieszkańców dzielnicy słyszało moment zawalenia. To był potężny huk. Najpierw pomyślałem, że to burza z piorunami - relacjonował jeden z okolicznych mieszkańców cytowany przez CBS News.
Budynek miał służyć jako parking dla pracowników znajdującego się w pobliżu szpitala dziecięcego. Już wcześniej projekt budowy spotkał się z protestami mieszkańców, którzy obawiali się wzmożonego ruchu, większego zanieczyszczenia oraz zagrożeń dla zdrowia w okolicy.
Szpital poinformował, że projekt został zmodyfikowany - na parterze przewidziano przestrzeń dla lokalnej społeczności, a także więcej zielenii i udogodnienia dla pieszych. Rzecznik placówki zapewnił, że szpital współpracuje z organami prowadzącymi dochodzenie i priorytetowo traktuje bezpieczeństwo pracowników budowy.
Dziś ma być kontynuowana akcja ratunkowa, której celem jest odnalezienie dwóch wciąż zaginionych pracowników budowlanych. Służby ratunkowe nie ustają w wysiłkach, by dotrzeć do osób, które mogą znajdować się pod gruzami.
Nie spoczniemy, dopóki wszyscy nie zostaną odnalezieni po tej tragedii - podkreśliła burmistrz Filadelfii, Cherelle Parker, podczas środowej konferencji prasowej.
W wypadku zginęła jedna osoba, a dwóch pracowników budowlanych z obrażeniami trafiło do szpitala. Poszkodowani dziś opuścili placówkę.
Przyczyny katastrofy są obecnie wyjaśniane przez odpowiednie służby.


