Tuż przed rozpoczęciem drugiej kadencji Donalda Trumpa na stanowisku prezydenta Stanów Zjednoczonych, świat finansów i polityki zatrząsł się w posadach. Wszystko za sprawą spektakularnej inwestycji, której dokonał szejk Tahnun bin Zajed, jeden z najbardziej wpływowych ludzi w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Jak ujawnia "Wall Street Journal", cztery dni przed inauguracją Trumpa, Tahnun zainwestował aż 500 milionów dolarów w kryptowalutową firmę Trumpów – World Liberty Financial. Tym samym stał się największym udziałowcem spółki, która wówczas była znana głównie z emisji własnej kryptowaluty.

  • Szejk Tahnun bin Zajed z ZEA zainwestował miliony w spółki powiązane z rodziną Trumpów.
  • Tahnun spotykał się wielokrotnie z Donaldem Trumpem również po objęciu przez niego urzędu prezydenta, deklarując współpracę w dziedzinie sztucznej inteligencji i lobbując za importem zaawansowanych chipów AI do ZEA.
  • Administracja Trumpa zgodziła się na eksport pół miliona procesorów do ZEA, w tym do firmy G42, mimo obaw o możliwość przekazania technologii Chinom.
  • Według "New Yorkera" podczas drugiej kadencji Trump i jego rodzina wzbogacili się o 4 miliardy dolarów dzięki biznesowym porozumieniom wykorzystującym jego prezydenturę.
  • Więcej aktualnych informacji z Polski i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl.

Szejk Tahnun, doradca ds. bezpieczeństwa narodowego ZEA, szef potężnego funduszu majątkowego oraz firmy G42 zajmującej się sztuczną inteligencją, nie tylko zainwestował w World Liberty Financial, ale także rozbudził lawinę pytań o przejrzystość i bezpieczeństwo amerykańskich interesów.

Według "WSJ" część pierwszej transzy pieniędzy - 187 milionów dolarów - trafiła bezpośrednio do spółek Trumpa, a kolejne 31 milionów do członków rodziny Steve'a Witkoffa, bliskiego przyjaciela prezydenta i współwłaściciela firmy. Warto podkreślić, że syn Witkoffa, Zach, pełni funkcję dyrektora spółki. W zarządzie zasiadają również Donald Trump Jr. i Eric Trump.

Tajemnicze spotkania i lobbing w Białym Domu

Jak donosi "Wall Street Journal", Tahnun - określany przez amerykańskie media mianem "szejka szpiega" - wielokrotnie spotykał się z Donaldem Trumpem oraz Witkoffem, również już po objęciu władzy przez Trumpa w Białym Domu. Podczas jednego ze spotkań miał zadeklarować gotowość do współpracy z USA w dziedzinie sztucznej inteligencji.

Od dawna lobbował także za zgodą na import zaawansowanych chipów AI do ZEA dla swojej firmy G42 oraz innych emirackich spółek. Te działania budziły niepokój w Waszyngtonie - administracja Joe Bidena oraz część republikańskich polityków obawiała się, że chipy mogą trafić do Chin, z którymi G42 była powiązana.

Mimo tych wątpliwości, w maju ubiegłego roku Biały Dom podpisał porozumienie umożliwiające eksport aż 500 tysięcy procesorów do ZEA, w tym do firmy G42. Czy była to cena za wcześniejsze inwestycje w firmę Trumpów? Tego nie wiadomo, ale faktem jest, że "transakcja była ogromnie zyskowna dla Trumpa i Witkoffa".

To jednak nie koniec finansowej ofensywy szejka Tahnuna. Dwa tygodnie przed ogłoszeniem porozumienia ws. chipów, państwowy fundusz inwestycyjny MGX, również kierowany przez Tahnuna, zainwestował 2 miliardy dolarów w kryptowalutę USD1. Środki te zostały przeznaczone na inwestycję w giełdę kryptowalutową Binance.  

Transakcja zasiliła konta firmy Trumpa dwoma miliardami dolarów i uczyniła dotychczas rzadko używaną USD1 jedną z czołowych cyfrowych walut.

Co ciekawe, założyciel Binance, Changpeng Zhao, odsiadujący wyrok za pranie brudnych pieniędzy i omijanie sankcji, został później ułaskawiony przez prezydenta Trumpa.

Konflikt interesów czy legalny biznes?

Mimo że część pieniędzy ze styczniowej transakcji miała wpłynąć na konta spółek osobiście kontrolowanych przez prezydenta, rzeczniczka Białego Domu Anna Kelly powiedziała, że jego aktywa zarządzane są przez jego dzieci, twierdząc, że "nie ma żadnego konfliktu interesu". Prawnik Białego Domu David Warrington oświadczył, że "prezydent nie bierze udziału w porozumieniach biznesowych, które dotyczyłyby jego konstytucyjnych obowiązków". Zaangażowaniu prezydenta zaprzeczał też rzecznik World Liberty David Wachsman.

Sam Trump wielokrotnie twierdził, że nie jest zaangażowany w decyzje biznesowe podejmowane przez swoich synów. Jednak w wywiadzie dla "New York Timesa" przyznał, że pozwala im na prowadzenie biznesu z zagranicznymi podmiotami, bo - jak twierdził - prawo tego nie zabrania.

Zabroniłem im prowadzenia interesów w mojej pierwszej kadencji i nie dostałem za to absolutnie żadnego uznania - powiedział. Nie musiałem tego robić. I to jest naprawdę niesprawiedliwe wobec nich. Okazało się, że to nikogo nie obchodzi, a ja mam do tego prawo - dodał.

Według ustaleń "New Yorkera" od początku drugiej kadencji Trump i jego rodzina wzbogacili się o 4 miliardy dolarów na porozumieniach wykorzystujących pozycję Trumpa jako prezydenta Stanów Zjednoczonych.