​Komisja Europejska zawarła z Ukrainą wstępne porozumienie w sprawie kurczaków, które może uderzyć w polskich producentów drobiu - ustaliła dziennikarka RMF FM Katarzyna Szymańska-Borginon. Chodzi o zgodę Brukseli na bezcłowy import 50 tys. ton drobiu, które Ukraina do tej pory wprowadzała na unijny rynek "tylnymi drzwiami" wykorzystując nieprecyzyjne zapisy umowy w wolnym handlu z UE (DCFTA).

To dla nas zła wiadomość. Oznacza stałe dostawy mięsa ze strony ukraińskiej. Jedyny mały pozytyw, który możemy tutaj znaleźć, to, że import został ujęty w ramy, bo do tej pory był praktycznie nieograniczony - mówi RMF FM Łukasz Dominiak, dyrektor generalny Krajowej Rady Drobiarstwa - Izby Gospodarczej (KRD-IG). Podczas dzisiejszej Rady UE ds. rolnictwa polski minister Jan Krzysztof Ardanowski ma zabrać głos w tej sprawie.

Informację o zawarciu porozumienia KE-Ukraina potwierdził w rozmowie z RMF FM rzecznik KE Daniel Rosario. Odmówił jednak podania szczegółów zasłaniając się tym, że jest ona "wstępna". 

Komisja Europejska poinformowała w piątek o wstępnym porozumieniu przedstawicieli państw członkowskich UE i żaden kraj nie zaprotestował. Polska też nie protestowała  - powiedział nieoficjalnie dziennikarce RMF FM unijny dyplomata. 

Jednak Birthe Steenberg z organizacji zrzeszającej unijnych producentów drobiu AVEC powiedziała nam, że według jej informacji w wyniku umowy, Ukraina będzie mogła bezcłowo eksportować do 50 tys. ton. drobiu. Liczbę tę potwierdziło następnie dwóch dyplomatów z różnych krajów UE. To oznacza usankcjonowanie obecności ukraińskich kurczaków na unijnym rynku wprowadzanych do tej pory "kreatywnymi działaniami"  - powiedział unijny dyplomata.

"Kreatywne" działania to bardzo dyplomatyczne określenie procederu, który wymyślił jeden z ukraińskich oligarchów i potentat drobiowy. O co chodzi? W umowie o wolnym handlu z Ukrainą (DCFTA), Komisja Europejska pozostawiła lukę prawną. Import drobiu (np. "chodliwego" fileta czy nóżki z kurczaka) został wprawdzie ograniczony bezcłowymi kotwami, ale nie objęły one "niestandardowych kawałków mięsa", tzw. pozostałych części. Te "pozostałe części" nie były ograniczone żadnymi limitami, tak więc Ukraina mogła ich wysyłać dowolną ilość. Ukraińcy wymyślili sposób, aby to wykorzystać: w filecie kurczaka pozostawiali kość strzałkową, dzięki czemu był on klasyfikowany jako "pozostałe części". I trafiał z Ukrainy do UE bez płacenia cła importowego. Następnie w firmach głównie w Holandii, w Polsce i na Słowacji kość była usuwana, a mięso już jako "czysty" filet pochodzący z Unii Europejskiej rozpowszechniany był na unijnym rynku.

Rynek unijny - a w pierwszej kolejności polski - został zalany filetami drobiowymi z Ukrainy. Rocznie Ukraińcom udało się w ten sposób wprowadzić na unijny rynek ponad 50 tys. ton drobiu. Dla UE problem był jednak dosyć "wrażliwy", gdyż umowa o wolnym handlu z Ukrainą to magnes przyciągający Ukrainę do UE (i de facto odciągający ją od Rosji). 

Polska jest jednak największym w UE producentem drobiu (produkuje prawie 3 mln ton rocznie). Proceder ten uderzył więc w polskich producentów, którzy od ponad roku alarmowali w tej sprawie. Warszawa chciała renegocjacji umowy z Ukrainą. Wyraziła więc zgodę na zwiększenie kwoty importowej tak, aby ograniczyć "kreatywny" bezcłowy import, który co roku mógłby się zwiększać. Umowa usankcjonowała status quo. Ukraina będzie mogła nadal wysyłać tyle drobiu do UE tyle ile wysyłała. Nie będzie jednak mogła wysyłać więcej. To forma ucywilizowania tego co było do tej pory - wyjaśnia unijny dyplomata. KE musi jeszcze przygotować formalną propozycję, którą muszą jeszcze zaakceptować PE i Rada UE. Następnie zostanie podpisana z Ukrainą.