Drony, materiały wybuchowe i ataki na infrastrukturę
Część ekspertów, dyplomatów i przedstawicieli służb bezpieczeństwa uważa, że określenie „wojna hybrydowa” może prowadzić do bagatelizowania sytuacji w Europie - zauważa „Politico”. Jednocześnie europejscy przywódcy unikają określania działań Rosji bardziej dosadnie mianem „wojny”, choć wykraczają one już poza wymiar wyłącznie hybrydowy.
W ostatnich miesiącach lista incydentów przypisywanych Rosji lub podejrzewanych o związek z rosyjskimi operacjami wpływu i sabotażu w Europie systematycznie się wydłuża. W Niemczech śledczy znaleźli kolejnego drona oraz materiały wybuchowe, które mogły mieć związek z planowanym atakiem na lotnisko w Lipsku. Kanclerz Friedrich Merz mówił o „bardzo realnych zagrożeniach” i wzmożonej aktywności podmiotów prowadzących działania hybrydowe.
Na Morzu Czarnym zestrzelono z kolei drona morskiego w pobliżu platformy gazowej. W Europie pojawiały się także informacje o podejrzeniach dotyczących planowanych zamachów na osoby związane z przemysłem obronnym. „Politico” przypomina również o nasilających się cyberatakach i przypadkach sabotażu infrastruktury krytycznej.
Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen, komentując jeden z incydentów na Morzu Czarnym, powiedziała o „eskalującej kampanii gróźb” i „wojnie hybrydowej”.
Dlaczego Europa mówi o „wojnie hybrydowej”?
Pojęcie „wojny hybrydowej” jest bardzo szerokie. Komisja Europejska definiuje działania hybrydowe jako połączenie różnych form nacisku i działań destabilizujących – od metod konwencjonalnych po niekonwencjonalne, obejmujące m.in. działania dyplomatyczne, wojskowe, gospodarcze i technologiczne. Ich wspólną cechą jest możliwość skoordynowanego wykorzystania przez państwa lub podmioty niepaństwowe w celu osiągnięcia określonych celów bez przekraczania progu formalnie wypowiedzianej wojny.
Jak powiedział „Politico” jeden z wysokich rangą urzędników UE, wypowiadający się anonimowo, określenie „zagrożenia hybrydowe” stosuje się wobec działań, które nie są bezpośrednimi atakami na cele wojskowe lub cywilne w Europie. Mówienie więc o „wojnie hybrydowej” pozwala uniknąć sformułowania, że państwa europejskie są w stanie wojny z Rosją, co mogłoby mieć już poważne konsekwencje polityczne, militarne i gospodarcze.
Nie bez znaczenia są również potencjalne skutki dla gospodarki. Oficjalne uznanie, że Europa znajduje się w bezpośrednim konflikcie z Rosją, mogłoby zwiększyć niepewność na rynkach, wpłynąć na decyzje inwestorów i podnieść koszty ubezpieczeń.
NATO: To wciąż adekwatne określenie
Nie wszyscy zgadzają się jednak z tezą, że określenie „hybrydowe” jest niewystarczające. James Appathurai, zastępca asystenta sekretarza generalnego NATO ds. innowacji, cyberzagrożeń i technologii hybrydowych, uważa, że termin nadal dobrze opisuje działania Rosji. Jak mówi „Politico”, skala zagrożeń obejmuje znacznie więcej niż pojedyncze incydenty. Chodzi m.in. o cyberataki, sabotaż i naruszanie przestrzeni powietrznej państw NATO i UE przez drony oraz samoloty.
Sojusz i jego państwa członkowskie odpowiadają na te działania m.in. poprzez koordynację wydaleń rosyjskich dyplomatów oraz rozmieszczanie sił wojskowych, w tym na Morzu Bałtyckim, w celu ochrony infrastruktury podmorskiej. Z perspektywy NATO nie oznacza to jednak, że organizacja uznaje Rosję za znajdującą się w stanie formalnej wojny z Sojuszem.
„Powinniśmy po prostu mówić o konflikcie”
Krytycy obecnej terminologii przekonują, że problemem jest nie tyle sama definicja działań hybrydowych, ile sposób, w jaki jest ona odbierana przez opinię publiczną. Paweł Wieczyński, prezes firmy technologicznej DataWalk działającej w sektorze obronnym, uważa, że skala rosyjskich działań uzasadnia mówienie wprost o konflikcie.
W rozmowie z „Politico” wskazuje na cyberataki, próby zakłócania funkcjonowania infrastruktury energetycznej oraz sabotaż na kolei. Jego zdaniem określanie takich działań mianem „wojny hybrydowej” może sprawiać wrażenie, że są one czymś mniej poważnym.
Powinniśmy po prostu mówić o konflikcie – stwierdza.
Wieczyński zwraca uwagę również na zabójstwo Simiona Skrepeckiego, artysty i krytyka Władimira Putina, do którego doszło w czerwcu ubiegłego roku. W jego ocenie tego rodzaju przypadki pokazują, że rosyjskie działania przeciwko Europie nie ograniczają się do cyberprzestrzeni czy operacji wymierzonych w infrastrukturę.
„Metoda gotowania żaby”
Camille Grand, były zastępca sekretarza generalnego NATO, a obecnie szef Europejskiego Stowarzyszenia Przemysłu Lotniczego, Bezpieczeństwa i Obronnego, uważa, że Europa znajduje się już w stanie konfliktu, który coraz trudniej określać jako wyłącznie „hybrydowy”.
Jesteśmy rzeczywiście w stanie wojny hybrydowej, która nie jest już taka hybrydowa – mówi.
Zwraca uwagę także na rosnące zagrożenie wobec przedstawicieli europejskiego przemysłu obronnego. Jak mówi, szefowie firm zbrojeniowych zwiększyli w ostatnich miesiącach poziom ochrony osobistej, wśród powodów wymieniając m.in. groźby kierowane wobec szefa szwedzkiego Saaba oraz doniesienia o planowanym zamachu na prezesa niemieckiego koncernu Rheinmetall.
Zdaniem Granda działania Rosji są odpowiedzią na stopniowe zwiększanie przez Zachód wsparcia dla Ukrainy po rozpoczęciu przez Moskwę pełnoskalowej inwazji w 2022 roku. Zaczęliśmy od wysyłania hełmów i śpiworów, a skończyliśmy na pociskach dalekiego zasięgu – zauważa.
Jego zdaniem podobny proces zachodzi w przypadku rosyjskich działań przeciwko Europie. Kolejne incydenty, które początkowo wywołują szok, z czasem stają się codziennością. Grand uważa, że „to metoda gotowania żaby”.
To, co wczoraj nas szokowało, dzisiaj staje się normą – podkreśla.
Jego zdaniem Rosja w ten sposób „testuje granice”.
Europa między odstraszaniem a eskalacją
Spór o to, jak nazywać rosyjskie działania, nie jest wyłącznie kwestią języka. Za określeniami „wojna hybrydowa”, „działania hybrydowe” czy „konflikt” kryją się różne oceny poziomu zagrożenia i możliwej odpowiedzi Zachodu. Z jednej strony państwa europejskie i NATO mierzą się z coraz większą liczbą cyberataków, aktów sabotażu, operacji z wykorzystaniem dronów i prób ingerencji w funkcjonowanie infrastruktury krytycznej. Z drugiej – europejscy przywódcy starają się nie sugerować, że Rosja przygotowuje bezpośredni atak na państwa NATO.
Wysoki rangą urzędnik UE cytowany przez „Politico” podkreśla, że europejskie służby nie oceniają obecnie, by istniało bezpośrednie ryzyko rosyjskiego ataku na kraje europejskie. To właśnie ta granica – między intensywną konfrontacją poniżej progu otwartej wojny a bezpośrednim konfliktem zbrojnym – pozostaje kluczowa dla europejskich rządów.
Rosja zwiększa presję, Zachód wzmacnia wsparcie dla Ukrainy, a kolejne działania są podejmowane po obu stronach. Pytanie nie dotyczy więc wyłącznie tego, czy określenie „wojna hybrydowa” jest właściwe. Coraz częściej chodzi o to, czy kolejne incydenty nie przesuwają granicy między wojną prowadzoną poniżej progu otwartego konfliktu a wojną, którą trudno będzie już tak nazywać.