"Trzeba zaznaczyć, że Gruzini to bardzo wojowniczy oraz gwałtowny naród i kiedy ludziom się coś nie podoba – od razu wychodzą na ulice" – mówi w rozmowie z RMF FM Daria Szlezyngier ze Stacji Kaukaskiej Studium Europy Wschodniej Uniwersytetu Warszawskiego, która mieszka w Tbilisi. Dziś przygląda się kolejnej, jeszcze bardziej licznej demonstracji przed gruzińskim parlamentem. W drodze na aleję Rustavelego opowiedziała nam o bieżącej sytuacji w kraju.

Mateusz Chłystun, RMF FM: Myśli Pani, że w związku z porywczością, o której Pani wspomina, zryw który obserwujemy - jest tylko chwilowy?

W tym wypadku mam inne obawy. Być może tak jak do tej pory i tak jak w przypadku innych protestów, skończyłoby się tylko na wyjściu na ulicę, jednak moim zdaniem tutaj władza popełniła ogromny błąd, ponieważ użyła broni, użyła kul gumowych i gazu przeciwko ludziom. Wydaje mi się, że w związku z tą sytuacją nic już społeczeństwa nie zatrzyma. Partia Gruzińskie Marzenie poinformowała, że przewodniczący parlamentu Irakli Kobachidze podał się do dymisji. Tego oczekiwało społeczeństwo, jednak to mogłoby zatrzymać ludzi wczoraj, ale na tym etapie, po tych gwałtownych wydarzeniach wydaje mi się, że protesty się nie zatrzymają.

Jeśli więc będą kolejne demonstracje w mieście, w najbliższych dniach, myśli pani, że reakcja policji również będzie tak stanowcza?

Można się tego spodziewać. Tym bardziej, że wczorajsza manifestacja była spontaniczna i zebrała tylko mieszkańców Tbilisi, a z tego co wiem, dzisiaj mogą przyjechać ludzie z innych regionów i jeśli ta atmosfera się utrzyma, to może być ich coraz więcej.

O zamieszkach, ich przyczynach i obecnej sytuacji na ulicach stolicy Gruzji mówi w rozmowie telefonicznej Daria Szlezyngier

Co może być długofalowym efektem tych demonstracji?

Oprócz dymisji przewodniczącego parlamentu, która już nastąpiła, protestujący domagają się dymisji szefa resortu bezpieczeństwa i ministra spraw wewnętrznych. Koniec końców zatem celem opozycji, która wspiera te protesty - jest obalenie obecnej władzy. Główne sznurki pociąga opozycja, Zjednoczony Ruch Narodowy, którego przedstawiciel kilkukrotnie przemawiał do protestujących. Te działania popiera też zza granicy były prezydent Gruzji Michaił Saakaszwili, przebywający teraz na Ukrainie.